wtorek, 12 maja 2015

07 - 09 maja 2015

Kozienalia. Ostatecznie Lublin to miasto uniwersytetów. A studenci już ot zarania dziejów zabawić się lubią. Wypić okowity, czy wina a potem w miasto łyczków siec lub burdy wszczynać. Pewnie tak samo w średniowieczu w Paryżu czy Cambridge jak teraz w Lublinie. Było więc głośno, miejscami niebezpiecznie a miejscami zabawnie.
(..)
Wsiadła para ubrana odrobinę w stylu rockowym i zaczęliśmy o imprezach na mieście
- Dzieje się dzisiaj?
- Oj dzieje. Wczoraj i dzisiaj i pewnie jeszcze jutro się podzieje.
- Jedziemy dzisiaj bo ma być Maleńczuk. A wczoraj to co było?
- A zdaje się że jakiś hip-hop czy rap.
- No właśnie, To raczej dla młodszych.
- No państwo też raczej na starych nie wyglądają.
- He, he. Bo się dobrze trzymamy. Ale mój gust to taczej cięższy. Słyszał pan o Oberschlesien?
- Pewnie. Ich wersja "Ich will" Rammstein'u wymiata. "Jo chca" - podobało mi się że po śląsku dają.
- A znajomy był na koncercie i na żywo podobno też nieźle. Nagłośnienie mają ekstra. Bas taki że aż w płucach dudni!
- I tak właśnie ma być.
(...)
- Oj, szybciutko na Bernardyńską proszę,
- Się robi. A co taki pośpiech? Nie można było wybrać się z 10 minut wcześniej?
- Eee..Właśnie wróciłem z Warszawy i tak podumałem w domu, że chyba nudno będzie siedzieć to się zebrałem i jadę. Taka szybka decyzja
- No i dobrze. Pogoda niezła to lepiej połazić po mieście albo iść na koncert niż spać.
- Spać będziemy w grobie! :) A dziś piwo, muzyka i dziewczyny!
- Ja niestety tylko muzyka :)
- No ktoś musi pracować, żeby wrócić mógł ktoś!
(...)
Po ścianie kamienicy osunął się na bruk młody chłopak. Koledzy pomogli mu oprzeć się o ścianę i sami usiedli obok. Przez boczną uliczkę przemaszerował pochód niosących na ramionach swojego kompana, który wyraźnie nie był już przytomny, zwisając głową w dół z rozpostartymi ramionami. Ktoś śpiewał, a w powietrzu unosiły się dźwięki koncertu, Stłumione i nierealne. Ze skweru wyjrzał lis i nie zważając na panujące wokoło zamieszanie, przebiegł obojętnie przez ulicę znikając w bramie.
(...)
- Morda, no k... jedziemy!
- Spokojnie, gdzie chcecie jechać?
- Pan go nie słucha... wychlał i teraz mu bije na dekiel!
- Jak gdzie k... do HOTELU! O!
- A jakiego?
- A N...
- Dobrze.
Ledwo ruszyliśmy a już udało mu się znaleźć przycisk otwierania szyby. Nie miałem nic przeciwko wietrzeniu bo atmosfera była dość duszna i powietrzu unosiły się te, no ... promile. Ale niestety nie o wietrzenie chodziło a manifest życiowy
- AAAAAA!! URWAŁ!!! DO ROBOTY CH....!! A NIE STAĆ! TE MAŁA JEDŹ Z NAMIIII!!! URWAŁ!!!
- Kolego, zamknij okno, jak cię grzecznie proszę.
- BO CO! URWAŁ!
- Bo cię przewieje. dostaniesz zapalenia płuc i umrzesz. A nikt mi nie będzie tu umierał w samochodzie. Zrozumiano?
- O... eee... dobra.
Po krótkiej drodze na miejsce, mój pasażer stwierdził, że on zostaje i jedzie ze mną dalej.
- Stać mnie, jadę! Gdzie mnie zawieziesz za dwie dychy?
- Nad Zalew. Ale wrócisz sam, na piechotę.
- Jak ? Urwał? Na piechotę?
- A tak. Bo dwie dychy starczą tylko w jedną stronę.
- To, urwał, kiepsko.
- Fakt. Dobranoc.
(...)
Nad ranem życie, rozlewające się po ulicach śródmieścia niczym kres po tętnicach. powoli zamierało. Fale ludzkie przewalające się jeszcze niedawno z siłą i gwałtownością tsunami, słabły, rozlewały się po bocznych uliczkach i skwerach, a w końcu znikały. pozostawiając po sobie wielkie ilości rozbitych i całych butelek, plastikowych kubków oraz gdzieniegdzie innych odpadków biologicznych. Tu i ówdzie leżały malowniczo upozowane cadavera pozbawionych przytomności i czucia a schodki na głównych ulicach obsiedli ci, którzy dalej iść już nie mogli i tak pewnie chcieli doczekać poranka wspierając się wzajemnie i chroniąc od upadku. Podobni do jakichś surrealistycznych ptaszydeł, napuszonych i tulących się do siebie w obronie przed zimnem i drapieżnikami.
Na środku jednej z głównych ulic tańczył derwisz. W szalonym tańcu nie zważając na nic, niczym wiatrak machał rękoma w takt, słyszanej tylko przez siebie, muzyki.  I wirując w tym obłąkanym tańcu doznawał ekstatycznych wizji. Z uśmiechem szaleńca odwrócił się i spojrzał na mnie niewidzącymi oczami. Był dla mnie ostatnim akordem symfonii dzięków tej nocy. I ten widok zabrałem ze sobą do domu. 

niedziela, 3 maja 2015

piątek 01 - 02 maja 2015

Medykalia. Jak co roku tłumy uczestników koncertu w różnym stanie i różnym wieku. Począwszy od gimnazjum a skończywszy na dinozaurach w moim wieku. Po 23 ciężko było przejechać przez Chodźki bo cały ten zgiełk przenosił się na chodniki, jezdnię, trawniki i co tam tylko mogło służyć do chodzenia, biegania, skakania, zataczania się i w końcu dla najbardziej zmęczonych  - leżenia.
A ponieważ cały ten tłum rozchodził się na lewo i prawo tłoczno zrobiło się w całym śródmieściu.
Nie wszyscy wracali grzecznie do domu. Na Hempla trzy radiowozy nie mogły spacyfikować tłuczących się jak popadnie gości. Czyli na mieście lekka zadyma.
(...)
Obserwowałem dwie grupki walczące o taksówkę.
- Wyp... byłem pierwszy i nie będzie mi tu byle frajer podjeżdżał. Sp... ch.. !
- Jak ci p... to k...
- No co? Odważny? Dajesz ch...
Dialog ciągnął się dalej w tym stylu a strony konfliktu  były coraz bardziej zacietrzewione.
Na szczęście towarzyszące im dziewczyny były nieco bardziej spostrzegawcze.
- No tu są jeszcze inne taksówki, Debile! Pojedziemy innymi! Pan wolny ? - skierowała pytanie lekko spanikowanym tonem  do mnie
- Wolny, Zapraszam
Trzech chłopaków wsiadło do mnie a reszta miała wsiaść do kolegi stojącego przede mną
- No, debil, k... widział pan? Jeszcze chwila to bym mu sam przyp... Wyrywa się do kolesia a potem idzie do mnie żebym go bronił zje....  ch... ! Jak się zaczyna to trzeba być honorowym...
- Ano tak,
- Oj przepraszam, bo minie tak wk... ! Skacze do każdego a jak przyjdzie na solo to Jarek broń. No nie wk.. ?
(...)
Pod akademikiem wsiadły dwie gimnazjalistki.
- Bry wieczór!
- Dobry wieczór. Dokąd się wybieramy?
- Do G. poprosimy, ale starczy nam 35 złotych? Bo nie mamy już więcej?
- Dobrze. Jedziemy.
- To pan nas wysadzi jak się kasa skończy dobrze?
- Zobaczymy,
Ruszyłem a dziewczyny pogrążyły się wymianie wrażeń.
- Fajnie było, tylko szkoda że ogarniałam może ze dwie piosenki z tego co grali.
- No, ja też nie bardzo. Ale był ok, Chociaż ja tylko "Dzieci" znałam
- A kto grał? Elektryczne Gitary? - zapytałem z ciekawości
- Tak!
- No to fakt. Repertuar raczej dla mojej grupy wiekowej. :)
- Hi, hi, A pan nie taki stary!
- W wieku waszych rodziców :)
Dojechaliśmy do G. wymieniając uwagi na temat muzyki
- To my wysiądziemy tutaj ja tu mieszkam, a koleżanka trochę dalej.
Okolica była niezbyt zachęcająca. Ciemno, głucho i ogólnie wszędzie daleko.
- A jak "trochę" jest to dalej? - zapytałem
- No tak, ze 3 kilometry może.
- To siadaj. Nie zostawię cię tu w środku pola.
- Ale, wie pan, ja nie mam kasy.
- To pojedziemy gratis. Nie będziesz się włóczyła sama po nocy!
(...)
Pod akademikiem na Chodźki wsiadła dziewczyna, ubrana w skórę i ogólnie wyglądająca "rockowo"
- Na Z. poproszę. To pod marketem mnie pan wyrzuci.
- Dobrze. A wieczór przynajmniej udany.
- Oj tak, Ja jestem matka-karmicielka. Pierwszy raz wyrwałam się ze znajomymi. To teraz jak najszybciej do małego do domu muszę. Ale taki wypad dobrze robi. Człowiek przynajmniej wie, że jeszcze nie jest jeszcze całkiem stary!
- To chyba zależy od naszego samopoczucia, a niekoniecznie od wieku :)
- Może tak, ale dobrze poczuć to jeszcze raz!
(...)
Zlecenie znowu na Chodźki pod akademik. Przez kilka minut przedzierałem się przez tłum zalewający ulicę, wymijając co bardziej zdesperowanych uczestników imprezy i taksówki stojące gdzie popadnie. Nie czekałem długo, na tylne siedzenie wsiadła prześliczna dziewczyna o urodzie typowej dla afrykanek
- Dobry wieczór - powiedziała w miarę proprawnie- do Cream
- Dobrze, ucieka pani z koncertu?
- Nie poszłam, Dla mnie to trochę niebezpieczne.
- Faktycznie, samotna dziewczyna w takim tłumie, może być niebezpiecznie. Córki bym samej też nie puścił.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do mnie w lusterku -  Ja już od dwóch lat jestem w Polsce i lubię ten kraj, ludzie są ogólnie bardzo serdeczni i pomocni..
-  Tak ogólnie są :) Chociaż jak wszędzie zdarzają się wyjątki, Jak wszędzie - są ludzie i ludziska.  A wracając do koncertu  w pani wypadku wystarczyło otworzyć okno, żeby poczuć się jak pod samą sceną. I można było słuchać nie ruszając się z wygodnego i ciepłego mieszkanka. :)
- W sumie tak, ma pan rację. :)
(...)
Łapka, czyli kurs z ulicy:
- Pooodwiesiiiieeee pan kooolekę? - wybełkotał najbardziej chyba jeszcze sensowny z kolesi.
- Podwiozę, A jest w stanie jechać? Bo pranie tapicerki będzie kosztowało extra :)
- Jees... Daaawaj go tu Łukaaaas - i po chwili zwłoki znalazły się na moim tylnym siedzeniu.
- To dzie tam chce to go pan zaaaafiesie? Ta? A jak będzie szuuumiał to niech go pan w ryj i z kopa. He he...
- Zawiozę :) i może bez przemocy się obejdzie.
Dobudziliśmy denata, który odemknąwszy jedną powiekę wydukał ..
- Co budzisieeee..luuudzie, nooo.... o pana nie snaaammm, kto pan? - jak widać fakt powstania z martwych nie dotarł jeszcze do nieco przyćmionej świadomości.
- Taksówkarz. Taki jak De Niro. To dokąd jedziemy?
-  Aaa... taksiii to jeeeessiemy.. .K... 19... o .. tam jeeesiemy prooooszeeee... zaaabierz mnie tam nooo...  - w tym stanie przechodzenie na "ty" jest naturalne, więc i ja trzymałem się konwencji
- Dobra, Jakbyś się źle poczuł, to proszę dać znać wcześniej. OK?
- No jaaaasneee... ja jesteem kultulaaaarny.. nie rzygam w saamo.... w aucie! Ale ja mam c... no ...
nie.. taaak nie pofffiem.. nie c... dziefffczyyyne mam.... i ona puchary mi pokassssywała, no mófffie ci staaary, zaj..... tancerka... .( tu przyznaję, że przestałem gościa rozumieć, co wcale nie przeszkadzało mu kontynuować wywodu)  Ale jedziiieeeemyyy na K? Tak?
- Tak jak chciałeś kolego.
- To dobrze...  mój braciszek jesteeeeeśśśś kooofany.... To kdzie ja jeeestammm?
- W taksówce, za chwilę będziemy na miejscu.
- Dobrze.. kooofffam cieee pszyjacieluuu mój droooogi...
Podwiozłem mojego nowego najlepszego kumpla pod klatkę - szczęśliwie był to wieżowiec z jedną klatką. Po kilku sekundach walki z grawitacją zniknął w klatce schodowej. Szczerze współczułem wybrance, do której zdaje się podążał, chwiejnym krokiem i odrobinę na czworakach. Jedynym dla nie pocieszeniem było to że pewnie i tak zasnął zaraz za progiem.


czwartek 30 kwietnia 2015

Dwóch chłopaków wsiadło na N. tak gdzieś koło 21
Przeżywali jakieś nowe znajomości, które w szybkim tempie zamieniały się w domówkę u jednej z poznanych dziewczyn
- No ale fajna jest ta Ala nie? - zadowolenie wyraźnie brzmiało w głosie mojego pasażera
- Taka modelka. Nie dziwię się, że od razu wziąłeś ja do swojej grupy. Ty psie! - wyczuwalna odrobina męskiej zazdrości w głosie drugiego chłopaka była najlepszym komplementem dla kolegi i wywołała jego pełny zadowolenia uśmiech.
- A jakie nogi! Stary. Tylko gdzie ja teraz kupię Grę o Tron! Cholera! Jutro wszystko zamknięte.
- Po co ci znowu jakaś gra?
- Bo ona jest fanką! Przecież powiedziała, że dlatego właśnie organizuje tą domówkę, żeby grać. A ja się pochwaliłem, że mam grę!
- No to d...,
- Jakoś wykombinuję!
- Ty, ale ja nawet nie oglądałem tego serialu.
- A ja tylko książki czytałem, Nawet niezłe. Ale w tą grę, to raz tylko grałem u Piotrka, najlepiej to grać w jakieś 5 - 6 osób,  tylko jego nie zaprosimy. Za przystojny!
- No zaprosimy samych takich głupich, grubych i brzydkich, He, he!
- Proszę pana, a na S. to możemy pojechać przez Z. ?
- O ile tylko Lanisterowie nadal będą płacić swoje długi, to możemy jechać nawet przez Winterfall. A skoro już o tym, pozwolicie panowie, że się wtrącę z pewną radą -  nie zapraszajcie Tyriona. Niby karzeł, ale pies na kobiety :D
- He, he, Pan też fan serialu?
- Tak się zdarzyło - chociaż najpierw przeczytałem, książki a potem z przyjemnością obejrzałem serial.
- A jaka żeńska postać najbardziej się panu podoba?
- No cóż.. chyba Daenerys, ale dopiero po ślubie :)
- Hi, hi, bo mężatki są fajne!
- Ale pana też nie zaprosimy! Zbajeruje nam pan laski :)
- Miłe... to dobrej zabawy!
- Cześć, dobrych kursów!
Valar dohaeris - pomyślałem i popatrzyłem jak znikają w mroku uliczki, pełni nadziei na udany wieczór

piątek, 1 maja 2015

sobota 25 kwietnia 2015

Noc dłużyła się okropnie i w dodatku na mieście nic prawie się nie działo. Albo po prostu nie miałem farta. Tuż po północy wypisałem się z listy i jechałem już w stronę domu. Na N. zamachał na mnie chłopak stojący na przeciwko znanej knajpy razem z dziewczyną. 
- Dobry wieczór. To będzie dłuższy kurs. Pojedzie pan do P. ?
- Dobry wieczór. Pojadę. Nie ma sprawy. Noc jeszcze młoda. Zapraszam 
Chłopak usiadł koło mnie a dziewczyna z tyłu  
-  Nie musiałeś ze mną jechać! 
- Musiałem. Jak chcesz sama wracać do domu? 
- Dała bym sobie radę! 
- Przestań, Nic się nie dzieje. 
- To masz kasę, Mniej więcej tyle powinno kosztować! 
- Nie chcę! Nie wygłupiaj się. 
- Bierz, Bo jak nie to ja tu wysiadam! I pójdę na piechotę! 
- Zatrzymać się? - zapytałem
- Niech pan jedzie! - chłopak był stanowczy. 
- Wie pani, na piechotę do P. to trochę daleko. 
- Zawsze tak robię jak trochę wypiję. Bo ja nigdy nie korzystam z taksówek sama. Kiedyś napadł na mnie taksówkarz i od tamtej pory po prostu boję się jeździć taksówkami. 
- Oj, to rozumiem, takie zdarzenia mogą zostawić uraz psychiczny. 
- Właśnie, poza tym, taki spacer dobrze robi. Wracam do domu kompletnie trzeźwa, mąż spokojny i tak dalej. 
- Ale wie pani, zawsze można zamówić taksówkę prowadzoną przez kobietę. Taki spacer po nocy przez wioski też nie jest bezpieczny. To jak proszenie się o kłopoty. W dodatku nie jest to zbyt uczęszczana przez spacerowiczów trasa.
- A co to zmieni? 
- Hmm... no raczej kobieta cie przecież nie napadnie - wtrącił chłopak  
Dojechaliśmy na miejsce dyskutując o sposobach na spokojny sen mężów. 
- Niech się pan tu zatrzyma, dalej sobie dojdę. - dziewczyna wysiadła i poszła poboczem dalej.
- No i widzi pan? Co za uparciuch? Niech pan jej przynajmniej poświeci jeszcze, bo ciemno jak cholera! 
- Dobrze i tak mam włączone długie, możemy chwilę postać. 
Dziewczyna skręciła w końcu w stronę któregoś z domów 
- Dobra, to jedźmy tam gdzie zaczęliśmy.
- Nie ma sprawy, swoją drogą ciężkie przeżycia potrafią zostawić trwały uraz na psychice.
- Ja tam jak przeżyję jakąś traumę i mam lęk to staram się z tym walczyć, próbować jeszcze raz tego samego. 
- Trudno jest spróbować bycia ofiarą napaści. To trochę inaczej, niż lęk prze skokiem ze spadochronem. Takiej traumy nie da się raczej leczyć ponownym jej przeżywaniem. Zresztą kobiety chyba inaczej odbierają takie zdarzenia. Kiedyś czytałem o pewnym eksperymencie w którym kilkanaście kobiet szkolono przez pewien czas w sztukach samoobrony i kiedy doszły już do odpowiedniego poziomu, zaaranżowano bez ich wiedzy napad. Niech sobie pan wyobrazi, że żadna nie poradziła sobie na ulicy w obliczu "realnego" zagrożenia. 
- Możliwe. Kobiety inaczej podchodzą do takich rzeczy. A ja też nigdy nie byłem napadnięty.
- Faktycznie, psychicznie jesteśmy nieco inni :) Pewna pani psycholog, mówiła mi że w takim wypadku lepiej udać się do psychoanalityka, nawet nie do psychologa. 
- Dlaczego? 
- Podobno każdy psychoanalityk najpierw sam przechodzi terapię, żeby móc radzić sobie ze swoimi własnymi lękami i problemami. Dopiero po takiej terapii może skutecznie pomagać innym  Niby racja -  każdy ma jakieś swoje lęki i skrzywienia.
- Przesada! Słyszałem, na przykład, że podobno tylko 7% populacji ma skłonności do homoseksualizmu. 
- A psychopatów i socjopatów jest pewnie jakieś 10 %. Ale ja mówiłem raczej o lękach w rodzaju arachnofobii lub klaustrofobii. 
- No to może fakt. Ja też mam lęk wysokości. 
- Widzi pan? Każdy jest odrobinę szurnięty, Mieć znajomych z zaburzeniami psychicznymi podobnymi do naszych  - bezcenne! :) 

czwartek, 23 kwietnia 2015

sobota 18 kwietnia 2015 cz. 2

Dwie pary wsiadły pod jednym z weselnych lokali.
- Niech pan jedzie na P. najpierw to znajomi wysiądą pod domem,  a mnie to gdzieś po drodze, bo ja na Z. a mamy tylko 40 złotych.
poprosiła dziewczyna siadając koło mnie z przodu.
- Nie ma sprawy. To możemy zrobić tak, że podwieziemy państwa na P. a panią potem podrzucę na Z w tej samej cenie.
- Super. A ty Paweł, gdzie wysiadasz?
- Tam gdzie ty.- mruknął chłopak siedzący za mną.
- Oj to może pan cię gdzieś wyrzuci w centrum, Będziesz miał bliżej do Świdnika.
- Nie. Jadę z tobą. Zadzwonię, to ktoś po mnie przyjedzie.
- Twój kolega będzie miał bliżej do centrum, bo ja mieszkam po drugiej stronie miasta.  I  nie musisz mnie odprowadzać, pan mnie podwiezie pod sam dom! Prawda?
- Z przyjemnością. Ostatecznie bezpieczeństwo pasażera ponad wszystko.
- A ja i tak pojadę!
Sytuacja powoli zaczynała mnie bawić. Chociaż rozumiałem chłopaka jak najbardziej.
- Panie Pawle, ja i tak będę wracał do centrum, więc jak pan chce to mogę pana wyrzucić w śródmieściu zupełnie gratis.
Z tyłu usłyszałem jakiś głuchy pomruk. Zdaje się, że gdyby spojrzenia mogły zabijać, byłbym pewnie trupem a wszyscy wylądowaliby w rowie. :)  Za to uśmiech mojej pasażerki - bezcenny! 

sobota 18 kwietnia 2015

- Oj, no to zasuwamy, szybciutko bo się dzieje! I zaraz wracamy
- No a jakie fajne laski, a ta z zespołu to się na mnie gapiła tak, że aż...
- A ta ruda? super...
- Te ale z żoną przyszedłeś! Jak zobaczy to masz prze...
- He.. .no! A może nie zobaczy.
- To jedziemy po tego stafa i się upalimy jak zwierzaki.
- A pan to może kokę załatwi?
- Eee.. .o drugiej w nocy? Teraz to już nawet najlepsi dilerzy śpią.
- Ale jakby tak ze dwie krechy wciągnąć byłoby super!
- A potem jedziemy do Duisburga! Tam możemy mieć każdą za 30 euro! Jaką chcesz bracie! Żółtą, czarną, białą, piękną, brzydką. To co zawieziesz nas?
- Pewnie, tyko zadzwonię do domu, że z tydzień mnie nie będzie!
- He, he. Jesteś gość! To co wbijaj z nami na wesele. Zajarasz, wypijesz i będzie ekstra.
- Super propozycja tylko wiesz, tak na krzywy ryj to nie wypada i jeszcze z gołą ręką. Gdybym znał chociaż młodego :)
- To poznasz!
- Może następnym razem.
- To jak nie, to my idziemy upalić się w trupa :) A Ty nie jedź jak wariat! Spoko?
-  Ok. Bawcie się dobrze!

wtorek, 14 kwietnia 2015

sobota 11 kwietnia 2014

Długo mi zeszło z nowym wpisem. Długo, bo dni zlewają się w jeden ciąg, ludzie wsiadają i wysiadają, czasem nie zamieniając słowa a ja też czasami nie mam ochoty na rozmowy. Bo w końcu czasem najlepiej byłoby zamknąć drzwi i nie wychodzić przez jakiś czas. 
Tym razem jednak zaczęło się od nieporozumienia.  
Na miejsce z przodu wsiadł Sammo Hung. To znaczy nie ten aktor, ale jego rodak, tak podobny, że aż się uśmiechnąłem pod nosem. Po wymianie uprzejmości, zapytałem dokąd się wybieramy a w odpowiedzi usłyszałem coś co brzmiało jak "Old Town Madonna, please". Zbaraniałem. W pierwszej chwili pomyślałem, że chiński kolega się nawrócił i chciałby w ramach tego modły zanosić w katedrze przed Matką Boską Płaczącą. Tyle, że było już odrobinę po północy. Drobiazg! Cóż to dla neofity!  
Rozmowa odbywała się w języku przypominającym trochę angielski.
- Do Madonny na Starym Mieście proszę! 
- Proszę o wybaczenie, ale nie bardzo rozumiem.  Madonna? To jakiś lokal? Restauracja? Na Starym Mieście? Pierwsze słyszę...
- Tak, tak... restauracja w Starym Mieście! Bo ja głodny! :) 
- Madonna ? 
-  Tak, tak Madonna!
-  Przyznaję się, że nie mam pojęcia o co chodzi, ale pojedziemy najpierw na Stare Miasto a potem proszę mnie nawigować, to jakoś trafimy! 
- Dobrze, jedziem, szybko, proszę szybko, głodnym bardzo! 
Po kilkuset metrach jakieś błędne prądy w mojej korze mózgowej trafiły na możliwe rozwiązanie zagadki Madonny w Starym Mieście
- Moment.. a pan przypadkiem nie chciał powiedzieć McDonald's? (użyłem mojej najlepszej brytyjsko-irlandzko-polskiej wymowy) 
- No, mówić Madona! Tak... Madona!
- No i jasne.... ale to nie jest na Starym Mieście :) 
- Jak nie?! Jedna Madona Stare Miasto, druga Olimp! - uśmiech zadowolenia powoli rozjaśniał twarz mojego rozmówcy. 
- Eeech.. to w centrum :) a Stare Miasto to Stare Miasto.. a poza tym jeszcze są dwa inne. 
- Ale o ta pora to tylko Madona. Nigdzie nie da się  jeść, tylko tam i można posiedzieć spokojnie. :) i tak samo smakuje jak Madona na Tajwan! :) 
- Fakt. Czy w Taipei czy w Ouagadougou, czy w Lublinie... Stary dobry McDonald's... 
- Tak, tak... i mają bezpłatne wi-fi!
- Mhmm.. pewnie nad Amazonką w jakiejś zapadłej dziurze w dżungli też mają bezpłatne wi-fi.. i cheesburgera z frytkami. 
- No! Lubię cheesburgery! 
Tak sobie konwersując w pidgin english dojechaliśmy na miejsce w świetnych humorach.
- Dzięki, bardzo, nie umrę z głodu jednak! 
- A proszę. niechże ci będzie na zdrowie to niezdrowe żarcie!  
- Dzięki!