sobota, 21 listopada 2015

7-8 listopada 2015

- Mówisz po angielsku?
- Trochę
- To fajnie... bo my z kolegą chcieliśmy na małe faki-faki... rozumiesz?
- Taa... to wsiadajcie.
- No jedziemy... he, he... tylko szybko bo jesteśmy strasznie ...ee..... rozpaleni..
- Chyba napaleni..
- No, może być.
Ruszyliśmy w stronę najbliższego przybytku, moi pasażerowie w dobrych humorach opowiadali sobie kawały. Tak wypadło, że najbliższy "dom kultury" był nieco na przedmieściach.
- Oj, wywozisz nas gdzieś do lasu a potem zgwałcisz! He he. - mój pasażer z udanym przerażeniem próbował otworzyć drzwi.
- Ja bym na to nie liczył. Nie jesteś kompletnie w moim typie. A może się jednak zdecydujcie. To mają być dziewczynki czy wolicie chłopców?
- Oj nie słuchaj go... mój kolega jest wlany i głupi jak but :D
- Wcale nie jestem głupi! Po prosu mam okropną ochotę na wygłupy!  I oczywiście na faki-faki.
(...)
Na P wsiedli dwaj obcokrajowcy, jeden wyglądający na Hindusa a drugi o raczej dalekowschodniej fizjonomii.
- Fajnie "bratan" że już jesteś, to zawieź nas do Hotelu Europ.
- Dobrze.
- Mogę zapalić? - spytał "Hindus" - strasznie mnie się chce!
- Jeśli nie macie nic przeciwko, wolałbym nie. Będzie potem strasznie jechało w samochodzie a niektórzy nie lubią. Potem będą się skarżyli.
- Insz allah!
- Bismillah! - wyrwało mi się
- Ha! Ty muzułmanin?  Znasz arabski?
- Nie.
- No, dobrze "bratan", ja ciebie szanuję bo ty mnie szanujesz, to nie zapalę. A u siebie jak bym jechał to bym zapalił! A wiesz skąd my jesteśmy?
- Pojęcia nie mam.
- Mój "żółty bratan" on jest z Niemiec a ja jestem z Norwegii I w Norwegii zawsze jak jadę taksówką to palę
- No faktycznie nieco przypominasz nawet Wikinga.
- O to ty wiesz kto jest wiking?
- Trochę tam czytałem..
- Fajnie.. No ale na serio to "żółty bratan" jest z Mongolii. Wiesz? Czyngis-chan
"Zółty bratan" uśmiechnął się i zaczął energicznie kiwać głową.
- A ja jestem z Pakistanu! Wiesz "bratan" gdzie to jest?
- Wiem pomiędzy Afganistanem i Indiami.  
- No i mój ojciec jest tam prezydentem.
- Acha, To ty jesteś taki Prince of Pakistan ? To prawie jak Prince of Persia :D
- No, Jestem! :D To teraz będziesz mój "biały bratan". A jak będziesz w Pakistan to zadzwoń do mnie i ja ci wszystko załatwię!
- Shukran :D
(...)
W nocy słuchałem z niedowierzaniem wiadomości z Paryża. Dziesiątki ofiar, strach na ulicach, terror powodujący wściekłość i bezsilność, wszechogarniająca bezsilność w obliczu nowego rodzaju wojny. Wojny totalnej, "brudnej", w której nie stają na przeciwko siebie żołnierze, ale w której zabijają i giną kobiety i dzieci. Czasy Ryszarda III i Saladyna minęły bezpowrotnie,  A my pogrążamy się, po obu stronach, coraz bardziej, w braku tolerancji dla odmienności i strachu przed nami samymi. Strach ten to największe zwycięstwo terrorystów. A przecież można inaczej. Zarówno według Biblii jak i Koranu.



środa, 4 listopada 2015

Zombie w kombi czyli 31 października 2015

Halloween. Noc w którą według mitologii celtyckiej otwiera się przejście pomiędzy światem zmarłych a światem żywych. Skomercjalizowana do granic możliwości przez naszych kolegów zza oceanu. A więc cukierek albo psikus. Mniejsza z tym, co myślę na ten temat.

Podjechałem na K. Na chodniku stały dwa zombie z jakimiś siatami. Zacząłem przypominać sobie rady Jakuba Wędrowycza jak walczyć z takimi potworami i odruchowo zacząłem szukać w schowku jakiegoś kołka czy chociaż srebra, żeby to to odstraszyć.
- Zombie na mnie czekają?
- Oj tak,  To na S. niech nas pan zawiezie. - powiedział jeden truposz z mocno wschodnim akcentem sadowiąc się za moim fotelem, drugi szczerząc zęby wpakował się z drugiej strony.
- Dobrze, o jakiś bal tam robią dla potworów?
- Oj, prywatka taka.
- Urodziny kolegi, a potem w miasto!
(...)
Zombie wysiadły dzwoniąc butelkami a ich miejsce za chwilę zajął niedźwiadek panda (coś koło 2 metrów wysokości) oraz dwa bliżej nieokreślone stwory ze straszliwą egzemą na twarzach, oraz nieco bełkotliwym głosie..
- A my do centrum tak pod McDonalda! Straszyć jedziemy!
- Widać... sam już chciałem siekierę wyjąc z bagażnika. Bo podobno zombie to trzeba głowę obciąć!
- He, he, he... no niech pan da spokój... My niegroźne potwory, nikogo nie pogryziemy!
- Taa a panda pod ochroną?
- Pewnie! :D
(...)
Pozbywszy się kolejnych zombiaków wziąłem się za lekturę, kiedy tylne drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem.
- Moszszszszna?  zasyczał mój nowy pasażer.
- Chyba tak....
W lusterku zobaczyłem bladą cerę, płaszcz podbity szkarłatem i lekko świecące oczy. Z ust wystawały nieco za długie jak na homo sapiens kly.
- No, ale szanowny potomku Vlada Palownika, kiepski z ciebie wampir...
- Czemu ?
- Bo odbijasz się w lusterku :D
- Buahahahaa..... dobre..... to proszszszę na R... :D
(...)
Cztery zwierzęcopodobne istoty wsiadły  na P.
- A wy za kogo jesteście przebrane? Bo na wilkołaki to nie wyglądacie.
- No co pan, my jesteśmy NIEDŻWIEDZICE :D nie widać?
- Gośka, my to chyba nie dziewice raczej!
- Dupa, Ty to na pewno.. :D
- One to guzik wiedzą. My jesteśmy takie misie przytulaki :)
(...)
Pod jednym z akademików wsiadła czarownica, jeszcze jedno zombie i coś, czego nie potrafiłem sklasyfikować a przypominało szkielet z długą blond fryzurą.
- Dokąd potwory jadą?
- Na S. :)
- A to niedawno wiozłem tam jakieś zombie.. To pewnie ta sama impreza?
- No! :) To koledzy. Takie tam przebieranki.
- Przyznaję, że jak na truposzczaki, wyglądacie i tak o niebo lepiej......
- :) Hi, hi,
(...)
Kolejne pasażerki brałem z N. Wyglądały normalnie. Dwie filigranowe blondynki o ślicznych uśmiechach.
- No i wiesz Kaśka, miałam się przebrać, ale jakoś nie miałam weny.
- Ale coś tam w torbie masz?
- Kostium.
- To w końcu za kogo się przebrałaś?
- A wzięłam fartuch i wylałam na niego pół litra krwi. Będę robiła za szalonego lekarza psychopatę.
- Ekstra! A krew skąd?
- Nie pytaj... musiałabym cię zabić... :D





9 października 2015

Też tak czasem macie? To uczucie kiedy wszystko przecieka przez palce nie dając się zatrzymać. W tym stanie nie jestem najlepszym kompanem. Tymczasem sercowe kłopoty.
Na R. wsiadł facet od którego czuć było nieco alkoholem.
- Oj niech mnie pan zawiezie na Powstańców...
- No dobrze. Już jedziemy..
- K.. no tak to się porobiło... wie, pan,... żona mnie wygoniła z domu.
- No fakt, się porobiło.
- Przeczytała SMS-y jakie pisałem do koleżanki. No w sumie takie tam niewinne,... i zadzwoniła do niej z awanturą a potem do jej mężą... i kurczę. .to kawał chłopa. Głupio mi bo to mój znajomy a przecież nic się nie stało. To tylko tak. A teraz szaleje i pewnie jeszcze w mordę dostanę...
- No fakt. Niefajnie..
- Oj, niech pan jedzie prosto tutaj.
- Ale na Powstańców to będzie w lewo. Od tej strony nie dojedziemy..
- Hmmm... to Powstania nie Powstańców może.... ja panu powiem bo nie znam adresu, ale byłem tam... no może ze dwa razy... może mnie kolega przenocuje, bo nie mam po co wracać do domu. I na tej stacji niech pan się zatrzyma. Na trzeźwo to ja tego nie dam rady...
(...)
 - Podwiezie mnie pan na B?
- Pewnie.
- Kurczę. No widzi pan jakie te baby są? Przyjechałem dzień wcześniej bo wróciłem z Anglii i chłopaki chciały jakoś to uczcić. No to siedzimy i pijemy piwko spokojnie, opowiadamy a tu dzwoni moja pani - dowiedziała się że przyjechałem dzisiaj. A miałem być dopiero jutro i powiedziała że natychmiast mam być u niej, bo musi ze mną poważnie porozmawiać o naszym związku i tym jak ją traktuję. No to jadę.
- To może skoczymy do kwiaciarni po drodze?  Będzie pan miał argumenty w dyskusji.
- Dobra myśl... zresztą jaka dyskusja. Położę uszy po sobie i będę tylko potakiwał...
- A tak.... to całkiem dobra strategia. Chociaż nie zawsze działa.
- Fakt! :D
(...)

Przed 23 na S wsiadł pasażer wyraźnie zdenerwowany.
- Niech pan mnie podrzuci na W. Ja panu powiem jak tam wjechać bo może pan nie był jeszcze. .
- Dobrze...
Oprócz nawigowania nie zamieniliśmy ani słowa. Zatrzymałem się pod blokiem na W.
- Mam prośbę, ja panu zostawię kasę ale niech pan tu na mnie zaczeka. Dobrze? Tak z 20 minut góra..
- Dobrze, To jak pan pozwoli to sobie zapalę.
- Nie ma sprawy.
Mój pasażer zniknął w mroku, a ja zapaliłem papierosa i trochę rozprostowałem kości.
Po 20 minutach wrócił.
- To niech pan jeszcze poczeka, dobrze? 100 złotych zostawię, ale niech pan nie odjedzie.
- Dobrze. Nie ma sprawy. Rozliczymy się po kursie.
- Tylko ja nie wiem ile, muszę sprawdzić czy kochanek wyszedł od mojej żony!
Westchnął i znikną znowu w mroku.
Po jakiejś godzinie czekania wrócił. Usiadł ciężko na tylnej kanapie
- No i niech mi pan powie. Gdzie tu logika? K... miała wszystko co chciała, kupiłem jej mieszkanie, samochód, ciuchy, dawałem kasę na wszystko. Bo ja mam całkiem nieźle prosperującą firmę. Kasy mi nie brakowało nigdy. A ta sobie znalazła jakiegoś frajera i teraz u niej siedzi. I powiedziała, że może wróci do mnie za tydzień, może za miesiąc, a może wcale. I co ja teraz mam zrobić? Jeszcze żeby nie dziecko to bym może odpuścił. Ale co z małą? Ma dopiero niecałe dwa lata ?
(...)
Taki to był wieczór... typowo męski... 

sobota, 26 września 2015

25 września 2015

Spotkałem Bohuna. No, nie do końca.W każdym razie jechałem z kozakami. Takimi współczesnymi. Czyli nie hajdamacy, tylko studenci. Zamiast cudownie haftowanej soroczki sweterek, zamiast szarawarów jeansy. Ale gitara w ręku i fantazja kozacka, wspomagana gorzałką w dość chyba, nawet jak na naszych sąsiadów, sporej ilości
- Panie, pojedziemy na Politechniku, a my tu ci zaśpiewamy i zagramy. Zobaczysz, takiego śpiewu jak ja śpiewam to nie słyszałeś. To i taniej nam policzysz? Może być?
- Może, grajcie i śpiewajcie, tylko bez angielskich - coś ukraińskiego proszę.
Gitara wydała z siebie metaliczny brzdęk i śpiewak rozpoczął:
- Hej tam gdzieś znacz czarnej wody...
Głos miał miły, chociaż śpiewał nosowo i trochę nieczysto.
- Ale, ale miało być po ukraińsku. Albo po rosyjsku, a po polsku to ja też potrafię :)
- A pan wolisz, taką bardziej smutną piosenkę czy wesołą?
- No to dawaj dumkę jakąś, bo noc ciemna i
- Dobrze...
Pechowy śpiewak zaintonował starą cerkiewną pieśń. Akurat tą znałem.
- No i jak się podoba?
- At, piosenka ładna, chociaż słyszałem w lepszym wydaniu. No i gitarę nastroić trzeba, bo chwilowo psuje resztki efektu.
- To taniej nie będzie?
- A nie będzie :) Może następnym razem.
Kozak nie zmartwił się wcale krytyką, tylko zaczął nucić jakąś balladę o ukochanej z którą spacerowałby do samego ranka. :)

A poniżej Wiek w wykonaniu Pelagi :)   



piątek, 25 września 2015

22 września 2015

Na postoju gość szedł od jednej taksówki do drugiej i co chwila bezradnie rozkładał ręce. W końcu doszedł do mnie i kolegi z którym akurat omawiałem wydarzenia ostatniej nocnej zmiany.
- Mówi tu ktoś po angielsku?
- No ja trochę mówię.
- Dobrze. To można?
- Zapraszam!
-Tylko pójdę po kolegów. OK?
- OK. Poczekam
Podeszli we trzech i usadowli się wygodnie na fotelach.
- He... mercedes... lubię. Taki klasyk?
- No trochę, ja też lubię, chociaż przyznaję że piękny to on nie jest, za to wygodny i prawie niezawodny.
- Oj. Ja też zawsze lubiłem.
Z tyłu koledzy odezwali się po włosku nie bardzo rozumiejąc o czym mówimy. Tylko jeden znał jakiś język więc reszta była zdana na niego. :)
- No dobrze. Pan to zna pewnie takie miejsca, no wie pan... dziewczyny, sex, kasa.
- Znam, taka praca...
- To niech nas pan zawiezie najbliżej.
- Dobrze.
- Ale cenę pan zna? Ile zapłacimy?
- Przykro mi. Nie znam. Jakoś nigdy nie korzystałem z tego typu usług.
- Nie? Czemu?
- Panowie wybaczą, ale nie bardzo rozumiem taką potrzebę.
- Ale pan jest normalny facet?
- Tak zdeklarowanie hetero.
- No, to ja nie rozumiem.
- Widać taka natura.
- Ale, tak jest dobrze, bez uczuć, zaangażowania. Po co takie kłopoty? Czysty układ, płacisz, bierzesz i finito. Potem nie pamiętasz nawet twarzy. Nic więcej. Tak jest prościej.
(...)
Taksówkarz bywa niewidzialny. Nie zwracasz na niego uwagi.  Kiedy potrzebujesz, dzwonisz albo wsiadasz do samochodu stojącego na postoju. Czasem nawet traktujesz go, jakby go nie było w samochodzie, którym podróżujesz.
Przez wnętrze mojego wehikułu przewijają się różne osoby. W różnym wieku i w różnym humorze. Szanuję to. Dlatego nigdy sam nie zaczynam rozmowy. Czasem zdarza się rozmowa o niczym, pogodzie, ostatnim meczu, czasem jadący ze mną człowiek zaczyna mówić o sobie. To jakoś tak samo wychodzi. Wtedy słucham i nic więcej.
Większa część pasażerów, szczególnie tych młodych, pochłonięta jest przesuwaniem palcami po ekranie smartfona, zajęta wiecznie rozmową przez telefon lub zapatrzona w okno. I czasami bez powitania i pożegnania znikają w mroku nocy. Wykonuję usługę, za którą mi płacą, I nic więcej. Tak jest prościej.

piątek, 18 września 2015

15 września 2015

- Ale jak pan tak jeździ po nocy to pewnie różni się zdarzają?
- Różni.
- To i niebezpiecznie czasem?
- Czasem, ale bardzo rzadko. Czasem po prostu trzeba tylko zachować spokój.
- Ale to pewnie ciężko jest.
- Fakt....
.....
Zlecenie pod blok na Bronowicach. Czekam już dziesięć minut, w końcu zza bloku wychodzi zygzakiem mój pasażer. Wsiada na tylne siedzenie bez żadnych powitań rzuca:
- Obi
- Może pan powtórzyć.
- No mówię. Obi. Tesko.
-  Dobrze.
Po tej wymianie zdań pasażer zajął się telefonem. Oczywiście jego część rozmowy słyszałem dość dobrze.
- No i ch... Siedze w jaakimś karawanie, k.. wiozą mnie na pogrzeb czy co? A g... zapłacę. Jak będę chciał to ch...zapłacę, jak dojedziemy i zobaczę ile wyjdzie. Nie będzie mie k... woził. Nara.
Po skończeniu rozmowy resztę przemowy skierował bezpośrednio do mnie. Pomijając zwykłe konwenanse i przechodząc od razu na "ty"
- No, ch.... nie myśl że frajera wozisz... i nie będziesz mnie tu woził jak chciał. Kapujesz k...? Bo jak nie to k... zobaczysz.
Zatrzymałem samochód na środku ulicy z piskiem opon.
- Szanowny pan życzy sobie zmienić taksówkę.
- Bo k... co? Frajerze... k...jedziesz...
- Ja jadę. Ale ty nie. Wysiadaj.
- Płacę to k... jade.. .ch... !
- Problem masz taki że tą taksówką dalej nie jedziesz. Albo wysiadasz albo podjedziemy na komisariat i dokończymy rozmowę przy świadkach.
- K... co ty tu odp... ch.... !
Odwróciłem się spokojnie i używając narzecza, w którym się porozumiewał w dość niemiłych słowach powiedziałem co sądzę o jego przodkach, najbliższej rodzinie oraz co go czeka jeśli w tej chwili nie zamknie za sobą drzwi z tamtej strony.  
Bez dalszych komentarzy wysiadł i potulnie podreptał do krawężnika mamrocząc coś pod nosem.
Ja wiem że pieniądz to pieniądz. Ale zdrowie jest ważniejsze!


poniedziałek, 14 września 2015

9 - 12 września

67 Kongres Towarzystwa Chirurgów Polskich.
Obsługa tak wielkiej imprezy pod względem transportu wymaga świetnej organizacji i dobrego planu. A mimo to przez cały dzień wszystkie taksówki MPT kursowały tam i z powrotem bez chwili odpoczynku. Kursy były nie tylko z kongresu i bezpłatne i płatne i prywatne i służbowe.  A w taksówkach słyszało się i prowadziło rozmowy. Im później w nocy tym weselsze.
(..)
Dworzec PKP.
Pasażer wsiadł na przednie siedzenie przysiadając radio i kasę. Kasa widać jednak mu przeszkadzała bo wyrywając kabel położył ją na desce.
- No poedziemy wreszcie czy nije? - wyraźnie pod wpływem środków anestetycznych podanych doustnie już w trakcie drogi nieco się niecierpliwił.
- Pojedziemy, tylko poczekamy na pana kolegę sekundkę i potwierdzę pana tożsamość jeśli pan łaskaw.
- No przecież mnie szyscy znaiją! Ja estem Piotr X.. A pan mnie nie zna?
- Przykro mi. Niestety nie miałem przyjemności.
- No ... taak. O to ja! Prawda?  To teraz edziemy?
- Za chwilę jeszcze zabierzemy pana kolegę bo jedzie po drodze na Sądową.
- A tak.. dobrze... to poczkam grzecznije..
Drugi pasażer pojawił się prawie natychmiast i spakowawszy bagaże ruszyliśmy. Co obudziło pierwszego.
- Oj, niech pan stanie, Już! Tu! No!
- Dobrze. Co się stało?
- Ja nije mam torby! Dzie moja torba!
- Zdaje mi się że włożyliśmy wszystkie bagaże do bagażnika!
- Ale ja muszę sprawdzić! To najważniejsza torba!
- Dobrze, zapraszam.
Sprawdziliśmy, Oczywiście była na miejscu. Pierwszy już uspokojony zasiadł znowu z przodu i ruszyliśmy dalej. Po chwili wypełnionej przemiłą konwersacją o wyższości chirurgów nad innymi zawodami lekarskimi, zadzwonił telefon
- No... dojeałem! ... Pewnie! Jaede do otelu i spać pójde...... nie... nie ide na mijasto!
Ja? Ja bełkoczę? Ja nie bełkoczę tylko śle syszysz :)
Wysadziliśmy drugiego pasażera a pierwszy dostojnie zasnął na przednim siedzeniu.
- Halo, proszę jesteśmy na miejscu!
- Co? Już? Szybko.
- A już. Pomogę panu z bagażem
- To ile place?
- Jak dla pana to nic! :)
- Miły pan taki. To dziękuję.
- Proszę bardzo i życzę miłego odpoczynku :)
- Akiego odpoczynku, na mijasto czeba iść :)
(...)
- Dzień dobry, to do E a potem do M i na końcu F,
- Proszę bardzo.
Moi pasażerowie komentowali właśnie wydarzenia kongresowe.
- No i fajnie tu jest. Bo trochę na uboczu, A jakby tak było przy samej starówce, to nikt by nie siedział na miejscu tylko a to na kawę, a to na obiad albo na wódkę i wszyscy by się rozeszli
- Fakt. A wykłady naprawdę ciekawe i na poziomie.
- Oczywiście, same autorytety.
- Ty a u nas na wykładzie, to taka cisza nagle zapadła a tu z drugiej sali takie odgłosy słychać było
-Jakie?
- No takie, wiecie, he he.. jakby ktoś tam ... no .... teges!
- Gadasz?
- Serio. Ciekawe o czym był wykład. Grunt że jak skończyli to wszyscy brawo bili! I oni i my!
- To się musiał gość sprawić dobrze!
(...)
- To do G a potem M. prosimy.
- Proszę bardzo.
- Ależ się to wasze miasto zmieniło
- Fakt odrobinę, Jest bezpieczniej i ładniej. Chociaż jeszcze sporo do roboty.
Jeden z pasażerów wtrącił się po angielsku
- O czym rozmawiacie? Bo nic nie rozumiem i mi smutno.
Przeszliśmy więc na angielski i po wymianie konwenansów przeszliśmy na ty.
- A gadamy o Lublinie, że się zmienia na lepsze.
- Faktycznie, bardzo ładne miasto. I takie kameralne, bardziej chyba mi się podoba niż Kraków. Chociaż jestem tu pierwszy raz. A w Krakowie bywałem. Bo ostatnio tak latam pomiędzy Birmingham i Krakowem.
- No to masz porównanie.
- A w sumie to i zabytków tutaj trochę jest. Szkoda tylko, że tak mało reklamy.
- Faktycznie mamy tu sporo ciekawych zabytków, jutro jak będziecie na zamku to koniecznie idźcie to kaplicy Świętej Trójcy. Freski są unikatowe na skalę Europy! No i warto przyjechać obejrzeć okolicę - Zamość, Roztocze.
- O proszę. To widzę mądry taksiarz z ciebie
- Nie mądry tylko wyedukowany :)
- He, he - fakt. Ale i tak mówię Ci powinniście inwestować w reklamę.  Przynajmniej u was można się dogadać. I kobiety piękne :) Wiem co mówię. Rok temu się ożeniłem z Polką, tylko języka nie mogę się nauczyć. Wymowa okropnie trudna. :)
(...)
- Na Akropol proszę!
- Do Grecji to trochę daleko :)
- He, he, nie.. do hotelu, widzę humorek dopisuje nad ranem :)
- A dopisuje, zaraz kończę pracę.
- O, proszę, a my zabawę..
- To widzę, że już prawie niedobitki zostały.
- No fakt. Tyle, że wie pan. Fajna impreza w sumie i towarzysko i merytorycznie, tylko taki zjazd samców. Brak jakiegoś kobiecego towarzystwa. :)
- Eee tam, widziałem, że jakieś koleżanki też przyjechały i to nawet całkiem do rzeczy.
- Panie! Na Boga! To nie kobiety, to chirurdzy! Brak im tego pierwiastka kobiecego. To bardziej koledzy z pracy. O czym tu rozmawiać na imprezie? O resekcji odbytnicy? Toż to aseksualne kompletnie. :)
- Fakt.  
(...)
- Oj, niech idą na to piwo, a ja proszę pana wrócę do hotelu. Na jutro muszę przygotować materiały na odczyt. I mam trochę roboty
-  To rzeczywiście. A jutro też jest dzień i zdąży pan jeszcze nadrobić towarzysko
- Bo to ważne jest na takich spotkaniach. W tym fachu większość spraw załatwia się właśnie tak towarzysko. Inaczej nie dałoby się zrobić nic na szybko, gdyby było to sformalizowane i zbiurokratyzowane. Jak mam problem to dzwonię do znajomego ze Stanów albo z Australii i jakieś wyjście uzgadniamy, bo oni mają doświadczenie a ja pierwszy raz taki przypadek. Albo odwrotnie. Jakby w to wplątać drogę oficjalną to pacjent by zszedł zanim by podjęli decyzję.
- Faktycznie. Biurokracja rzecz okropna.
- A w przyszłym roku u nas w Krakowie będzie podobny zjazd. Powiem panu, że ciężko już uczestników zaskoczyć, organizatorzy poprzeczkę wysoko stawiają, a to aktorzy, a to politycy zaproszenie, największe sławy mają wykłady. To żeby Warszawce było głupio, puściliśmy plotkę że papież Franciszek przyjedzie na kongres. W 2016 i tak Dni Młodzieży w Krakowie, więc zostanie i nasz kongres :)
- I co? Łyknęli?
- Pewnie. Już miałem kilka telefonów czy to prawda, że będzie Franciszek. :) I odpowiadam ze spokojem, że jak najbardziej. A poza tym przyjedzie Duda, bo przecież jest z Krakowa i będzie spotkanie na szczycie :)  
(...)
- Dobrze, że już pan jest. Poproszę na zamek. jak najbliżej, bo ja nie jestem z Lublina i nawet nie wiem, gdzie to jest. A muszę zająć się gośćmi.
- Dobrze, już jedziemy, To pani pracuje na Kongresie.
- Tak, niech mi pan wierzy, mam już dość, dwa i pół tysiąca ludzi, chodzących tam i siam, marudzących czasami okropnie i mających tysiące kaprysów. Na przykład - "a te smycze to tylko niebieskie pani ma? - Tak, tylko - A ja bym chciała czerwoną! bo będzie mi pasowała bardziej do torebki! - Ale nie ma czerwonych, są tylko niebieskie - Proszę niech mi pani załatwi czerwoną!"
- No to rzeczywiście, zabawnie.
- Ogólnie fajnie i miłe doświadczenia. Ale mówię panu, już nie mam siły biegać po tych salach i przyjęciach
- Oj to już prawie koniec. I my jesteśmy na miejscu. Lubelska La Scala :)
- Co?!
- No .... schody na zamek :)
- Fajnie. Do widzenia :) Może wrócę z panem?
- Będzie mi miło, chociaż mogę być akurat na drugim końcu miasta :
- To miłej pracy i do zobaczenia! :)
(...)
- To po kongresie?
- Tak. ale panowie chyba nieźle zarobili na tym całym zamieszaniu ? :
- No tak, utarg był taki jak w weekendy a nawet lepszy jak ktoś jeździł przez 12 godzin.
- Oj się działo. My też już zmęczeni. jeszcze tylko posprzątać i wywieźć te wszystkie graty z Targów i koniec.  
- Wyobrażam sobie, to naprawdę ogromne logistyczne wyzwanie.
- Ma pan rację.
- Ale na pocieszenie powiem panu, że uczestnicy chwalili sobie organizację i miejsce. Czyli podobało się.
- Bardzo mnie to cieszy.
- No i promocja dla miasta niezła. Goście z całego świata. Fajny sposób na reklamę.
- A wie pan ile miasto dorzuciło dotacji do organizacji tego kongresu?
- Nie mam pojęcia, ale chyba sporo.
- No i tu się pan myli. Nic. Kompletnie, Null. Powiedzieli, że nie mają tego ujętego w budżecie. A już dwa lata temu było wiadomo że będzie taka impreza.
- To trochę słabo. Można było przy tym ugrać trochę reklamy i promocji miasta za niewielką kwotę.
- Mhm, Ale tak to już jest.
- Bywa.




28 sierpnia 2015

Praca nocą bywa różna. Czasem zabawna, czasem nieprzyjemna a czasem.. No właśnie, czasem niespodziewanie inna.
Pod szpitalem wsiadła młoda dziewczyna.
- Na C. proszę. Tam są takie akademiki prawda?
- Tak, są - Uniwersytetu Medycznego. To pani na praktykach?
- Nie. Nawet nie wie pan jak mi ciężko. Dzisiaj przyjechałam z mężem do szpitala tutaj. Jeszcze tydzień temu był zdrowy, nic mu nie dolegało, co pół roku się badał a tu nagle..
- To co się stało?
- Wie pan co, ja nawet nie wiem jak się to nazywa, byliśmy w szpitalu w Przemyślu najpierw a stamtąd po dwóch dniach przewieźli męża tutaj. Lekarze powiedzieli, że to jakiś rzadki przypadek i jeszcze chyba w Polsce jeszcze nie było takiego. To tak jakby jego organizm sam siebie atakował. Gdyby nie to że trafiliśmy tutaj to chyba już by nie żył.
- Choroba autoimmunologiczna. A już przynajmniej zaczęli leczenie?
- Podobno są tylko dwa leki na tą chorobę i właśnie sprowadzają je z zagranicy, bo tu nie mają nawet na stanie. Byle zdążyli.A ja tu przyjechałam w jednej sukience tylko, ale przetrwam, ja dużo nie potrzebuję
- Zdążą, Ja wiem, że to banalne, ale przecież nie można się zamartwiać na zapas, pewnie wszystko skończy się szczęśliwie. Jesteśmy na miejscu!
- Dziękuję że mogłam się wygadać trochę, bo ja tu nikogo nie znam. Wie pan i mam taką prośbę jeszcze - jeśli pan się modli, to niech pan się pomodli za nas. Bardzo proszę. Bo nie wiem już sama co zrobić.
- Dobrze. Tak zrobię, A pani niech odpocznie chociaż trochę i spróbuje zasnąć o ile to możliwe.
- Dobranoc.
I zniknęła w mroku. Nie wiem jak się to skończyło. Mam tylko nadzieję, że jej mąż wyzdrowiał i cała ta sytuacja jest tylko koszmarnym wspomnieniem.

niedziela, 16 sierpnia 2015

14 - 15 sierpnia

W Łęcznej mecz. Śląsk Wrocław vs Górnik Łęczna.
Do samochodu wsiadło czterech kibiców. .
- Siema miszczu. To na M, pojedziemy dobra?
- Dobra.
- Tylko tak taniej, dobra, bo my lud pracujący i z kasą krucho. A masz może jakiś telefon żeby busa jakiegoś skołować? Bo nas siedmiu jest i nawet van nas nie ratuje, urwał, a w barwach Śląska nie będziemy spacerować po Łęcznej. Co nie?
- No niestety.
Rozmowa zeszła na tematy związane ze sportem.
- No, ale ta laska to się lepiła.
- No, urwał, byłby gangbang taki, he, he, ale dobra tam, niech sobie młody użyje, a my jedziemy, urwał, bo są sprawy ważniejsze. I z takim trzeba uważać.
- A ten K., urwał, to mnie tylko wk...ia. Co to za skład? Ch...wy! Nic nie potrafią. Za moich młodych czasów to taki gówniarz musiał mieć przynajmniej 80 wyjazdów, żeby sobie herb machnąć - z dumą wpiął pierś z tatuażem herbowym swojego klubu - A teraz? Ile on ma lat? 18- 20? To, urwał, co on potrafi? Ile ma wyjazdów? 15? I już dziarę robi.... urwał!
Jeden z pasażerów odebrał telefon. Zagłuszając wszystko inne, łącznie z ESKĄ w radiu ryknął jak młody jeleń:
- No, URWAŁ, Misiek! No, dzwonię do ciebie mordo pół dnia! Byłem pod twoim domem wczoraj. No! ... Taaa w Lublinie jestem! A ty gdzie? W Anglii? To, urwał, słabo.... A jak, ułożyłeś sobie życie? ... Co jakie? Seksualne mordo! ... No to ekstra. Słuchaj. Wbijaj do mnie ze swoją panią! Odbiorę was z lotniska i tak was, urwał, ugoszczę, że padniesz. A potem pojedziemy do ciebie!

Mecz skończył się wynikiem 3:2 dla Śląska.

(...)
Podjechałem na R. Pasażerowie machali do mnie stojąc obok postawionego w poprzek drogi prawie samochodu. Wyglądało na to, że kierowca zakopał się w szutrowej nawierzchni i zawiesił samochód na jakiejś dziurze.
-  O i dobrze że już pan jest! Bo mam tego dość. Ej, ja jadę! A wy jak chcecie! Nie będę tu stała! Niech pan jedzie do Ś.
- Dobrze.
- Albo nie niech pan chwilę poczeka! NO RUSZCIE SIĘ! Po co tu tak stać? Widzi pan. I będą tak stać do rana! Jego wina to niech sobie radzi! A nie - wyciągać go będą jeszcze! NO WSIADAĆ! BO JADĘ BEZ WAS!
W końcu czwórka pasażerów znalazła się w samochodzie i ruszyliśmy w drogę
- To właściwie, jeśli można spytać, co się stało?
- A jechał za szybko i go zarzuciło, a potem to tak buksował kołami żeby wyjechać, że się całkiem zakopał!
- Taki kierowca. Jedną ręką kieruje, drugą trzyma telefon! To trzeba się skupić na jeździe. A jak się nie umie, to w ogóle nie kierować! A wy jeszcze pomagać mu chcieliście! Niech tu stoi i sam sobie poradzi! To wszystko brawura i brak umiejętności. Głupota zwykła! Jak się jedzie z ludźmi to trzeba uważać! To nie wożenie kartofli!
- A ja bym się tam nie zakopał! Nawet jakbym miał 4 promile!
- Jakbyś miał 4 promile to byś leżał i zdychał! I dobrze że ci kluczyki zabrałam.
- Nawet byście nie zauważyli że mam 4 promile! Tak bym prowadził, że byście nie zauważyli. No... a ile ja mam tych promili teraz ? 8 ?
- Ale impreza była super, prawda? Z przygodami!




wtorek, 11 sierpnia 2015

7-9 sierpnia

Noc była spokojna, pasażerowie mili i rozmowni. Było tylko gorąco, jak w łaźni.
- Pan to pewnie widział już takie rzeczy, że głowa mała. Co tu na tym siedzeniu się wyprawiało nie?
- No jakoś tak nie. Nic takiego, wszyscy grzeczni i moralnie poprawni. Tak, że jakby chciała pani poświecić ultrafioletem, to chyba nic się nie znajdzie.
- Dobra. ale pan ściemnia. :) Pewnie sam pan już niejeden raz korzystał.
- Hmm.. ok... niech fantazja będzie górą - uśmiechnąłem się porozumiewawczo do mojej pasażerki.
Te stereotypy....
(...)
Jakąś godzinę później.
Chłopak i dziewczyna odkleili się od siebie z wielką niechęcią. Niestety reflektory mojego samochodu przerwały im słodkie tete a tete w śródmiejskim zaułku.
- No idziesz miśku? Chodź, taksówka czeka.
- Dobra, dobra, już idę.
- Dzień dobry panu. To poprosimy na P.
- Ale przez K. - dodał chłopak - bo muszę jeszcze zajść po wódę.
- Dobrze.
- Para zajęła się sobą a ja słuchaniem radia
...
- No i widzisz co narobiłaś, wsiadałem miałem rozpięty rozporek, ledwo zapiąłem i znowu mam rozpięty..
- Hi, hi,, no i co?
- Nic...
- Acha...
Po chwili z tylnej kanapy dobiegły mnie odgłosy przypominające spożywanie świeżych ostryg i to w dość dużym pośpiechu. W sumie nie mam nic przeciwko ostrygom. Chociaż koniecznie muszą być świeże. Uśmiechnąłem się pod nosem do moich kulinarnych wspomnień i podkręciłem radio. Akurat Freddie Mercury śpiewał -  "Show must go on!"


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

31 lipca - 2 sierpnia.

W weekend był tak zwany "blue moon" - coś co zdarza się raz na kilka lat. Druga pełnia w tym samym miesiącu. Taka pełnia to podobno okropnie działa na ludzkie umysły.

wtorek, 28 lipca 2015

24 - 26 lipca

Miasto opanowali Sztukmistrze. Z jakiś tam szacunkowych wyliczeń ponad 120 tysięcy ludzi przewinęło się przez wszystkie przygotowane atrakcje. A życie za kierownicą taksówki wróciło do powakacyjnej normy. 
(...)
Rozmowa dwóch miłych dziewczyn 
- Ale z nas są rury głupie, wybrałyśmy się na zakupy i miał być taki szał, że jej. Ciuchy kosmetyki i takie tam. A co kupiłyśmy? Selerek, brokuły i cebula! Porażka
- Bo my już stare d.. jesteśmy. 
- Fakt. Do bani takie zakupy. Ale ja i tak muszę sobie sprawić nowego lapa. 
- A co ze starym? 
- Jak rozmawiałam godzinami z tym Krzyśkiem, tym debilem, to spalił mi się na kolanach. Myślałem, że macbooki tak łatwo nie padają. Serwis stwierdził że nie do uratowania. W dodatku ten palant wcale nie był wart takiej ofiary. Szkoda tylko sprzętu było.....
(...)
- Kurczę, ma pan może nożyczki? 
- Przykro mi, Niestety nożyczek nie mam, a scyzoryk, może być? 
- To bardzo poproszę, Metki nie odcięłam od sukienki i mi przeszkadza. 
- Proszę bardzo! 
- No i nic z tego. Strasznie tępy ten pana scyzoryk, metki nie przetnie :) 
- Jak i jego właściciel :) 
(...)
- Mój syn to cały czas na kompie siedzi i tych jutuberów ogląda. 
- Oj, mamo! Dżizys, Youtuberów nie jutuberów! - zaperzyła się latorośl. 
- Jakieś takie kanały o wieśniakach czy coś. Drzwi zamknie do pokoju i cały czas w słuchawkach, żeby nie było wiadomo co ogląda. A jak wchodzę do pokoju to od razu zamyka lapa i mówi "No, idź stąd!Nie przeszkadzaj!" 
- Jakbym słyszał moją córę. :) 
- To ja, jak byłam w szkole to klęczałam na grochu w kozie ze dwie godziny, za to że nazwałam chłopaka "wieśniakiem"! A tu proszę. 
- Eeee... jak to klęczała? Za moich czasów to góra linijką można było po łapach dostać. A pani jest ode mnie znacznie młodsza :) 
- No dobra, może i nie klęczałam  Ale w kozie siedziałam! Przecież słusznie mu się należało! Dobrze że nauczycielka nie widziała, że jeszcze w pysk dostał :) 
- W życiu nie pomyślałbym że może być pani taka agresywna. 
- Nie, nie jestem agresywna. Ale w niektóre miejsca nie pozwalam się dotykać byle komu :) 
- Racja. 
(...) 
- Ty .... ziom..... też tak czasem masz? 
- Jak? 
- No, że tracisz kontakt z rzeczywistością?  Tak jakby mnie tu nie było ...  odlot.... 
- Nie.. a raczej od bardzo dawna nie.. 
- Stary... ale odpływam... mów do mnie .. bo jeszcze ci tu zjadę.... no tak się narąbałem... 
- Zdarza się. Ale widziałem już gorszych dzisiaj.
- Serio?!?... i teraz tak się skupiam.... żeby wiedzieć gdzie istnieję.... łooooł...
- A wiesz co, mam dla ciebie jeszcze jedną przykrą wiadomość :) 
- Jaką? 
- Jutro to będzie cię dopiero łeb nap... :D 
- No co ty! W życiu mu na to nie pozwolę... myślisz, że po drodze jest jakiś sklep? To się zatrzymaj proszę i od razu browara kupię :)

 

poniedziałek, 6 lipca 2015

03 lipca 2015 piątek

- A za ile pan nas zawiezie do tego nowego klubu? No Plener? Czy jakoś tak.
- Z tego miejsca to jakieś 10 złotych w sumie będzie.
- O, to siadamy! Nogi bolą i łazić się nie chce.
- A na D. to za ile by mnie pan zawiózł? - jeden z moich pasażerów postanowił zagaić dyskusję o stawkach
- A to mogę powiedzieć dokładnie, że to będzie 25 złotych o tej porze tak do początku ulicy. Bo wiozłem już dziś takich miłych ludków.
- O, urwał..
- ha, ha, ha, ha -  pozostali koledzy zarżeli wspólnie jak wściekłe kucyki - LOL, ale jesteś debil Piotrek!
- Urwał, no co?!
- Bo, psze pana on wczoraj jechał taksą stąd i zapłacił prawie 60 złotych na D. Kretyn jeden!
- No to musiał jechać jakąś dziwną taksą. Bo z radia to więcej jak 30 by nie zapłacił. Nawet najdroższego i nawet jakby z postoju brał bo cena taka sama :)
- Hi, hi, no! Mówię przecież, że debil jesteś ziom!
- Spadaj!

04 lipca 2015 sobota

Trzy dziewczyny, lekko już wesołe, wsiadły na W.:
- To dokąd jedziemy?
- A gdzie pan chce ?
- To nieładnie tak pytaniem na pytanie odpowiadać. :)
- Dobrze, to do Sopotu!
- Może być, ostatecznie panie płacą.
- Hi, hi, hi.. to lepiej na S., tylko niech pan taką trasą pojedzie, żeby było tanio, bo to ja płacę! :)
- Nie ma sprawy. To przez ten Sopot, może być?
- Dobrze, ale nie zapłacimy! Bo ja mam pistolet a koleżanka ma taką świecącą pałkę :)
I tu oczywiście moje przemiłe pasażerki zaprezentowały mi uzbrojenie czyli pistolet na przyssawki i plastikowy miecz świetlny.
- I będziemy pana terroryzowały! - ucieszyła się trzecia.
- Hmm... to by było rzeczywiście straszne!
- Eee, bo to wieczór panieński i się naoglądała tych tam - "fake taxi"
Nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem.
- To pech. Ja jestem prawdziwy taksówkarz. I nawet mam licencję! Mogę pokazać!
- Eee... kiepsko!
- A ja dostałam kotka na rysunku o! (śliczny rysunek kotka malowany ręką dwu- trzy-latka)
- No dobra, to ja teraz będę strzelała do tych o z BWM
- A ja im poświecę pałką!
- A ja to tylko oczami mogę strzelać! - dodała najmniej uzbrojona panna, najwyraźniej zadowolona ze swojej pacyfistycznej natury
W tym momencie zadzwonił telefon przyszłej panny młodej.
- No ... jedziemy do Anki! ... tak... jak czym?... samochodem! .... no! taki pan nas wiedzie! Przepraszam a jak ma pan na imię?
- Ja?! Artur.
- No,..właśnie - pan Artur nas wiedzie do Anki! ... a co cię to tak obchodzi! ... Pić będziemy! Cześć!
- Hi, hi, Narzeczony dzwonił! Martwi się gdzie jesteśmy!
- No i ładnie mnie pani wsypała. Teraz w razie czego będzie na mnie!
- No, zazdrosny jest!
- W razie więc dostałbym od kogoś w pysk, to będę pamiętał że to narzeczony.  I jesteśmy na miejscu!
- To jak idzie pan z nami?
- Nie. Wracam do pracy, jestem pierwszy w kolejce :)  
- No szkoda. To dobranoc i miłej pracy:)
- Dobranoc. Grzecznej zabawy! :)

piątek, 3 lipca 2015

27 czerwca 2015 sobota

Bardzo ładna dziewczyna w czerwonej, krótkiej sukience wsiadła na tylne siedzenie.
- Na R. proszę. 
- Dobrze. Proszę bardzo. 
Po chwili milczenia usłyszałem z tyłu nieśmiałą prośbę:
- Przepraszam bardzo ale czy może mnie pan przestraszyć?   
Mało nie wypuściłem kierownicy z rąk. Tego, to jeszcze nie było! 
- Słucham? 
- No, chciałam żeby mnie pan przestraszył. 
- Bardzo przepraszam, ale zazwyczaj nie straszę moich pasażerów, a pasażerek to już wcale. To może być źle odebrane :) a ostatnio mnożą się oskarżenia o molestowanie seksualne i tak dalej :) 
- Oj, ale mi chodzi o to, że mam okropną czkawkę, a to podobno pomaga! 
- Podobno, ale ja mimo to nie będę pani straszył. Poza tym wcale nie jestem taki straszny. Za to mogę poczęstować cukierkiem. Też podobno pomaga :) 
- Super :) 
(...) 
01:00 po północy. Dziewczyna ze śpiącym dzieckiem wsiadła do samochodu a ja pomagałem spakować wózek jej chłopakowi. Oboje już nieźle wcięci.  
- To dokąd? 
- Na D. do domu,
- Nieee,,, do hotelu.... 
- Do domu poj... cię k... 
- Do HOTELU! JA PŁACĘ! 
- Dobra, moi państwo, zdecydujcie się bo licznik bije a czas ucieka- wtrąciłem się w tą wymianę zdań.
- DO DOMU! A ty k.. zamknij d.. .i siedź cicho pijaku! I weź te łapy! 
Ruszyliśmy w drogę, ale dyskusja z tyłu nie ustawała. Dziecko spało spokojnie. Prawie dojechaliśmy do celu. 
- Gdzie jesteeeśmy? 
- Na D. już prawie. 
- A po co? Przecież do hotelu chcę! 
- Zamknij ryj, Ja chcę do domu! 
- A ja do hotelu! I już. I g.. mnie obchodzi twój mąż.
- A śniadanie postawisz? 
- Taaa. 
- To do hotelu. Ale chcę truskawek i śniadania i obiadu i jeszcze piwa. I łóżeczko dla małej. 
- Dobra... to pan, tego do hotelu 
Podjechaliśmy pod najbliższy z tańszych hoteli. 
- Zaraz wracam  
Chwiejnym krokiem chłopak poszedł do recepcji. Po chwili wrócił 
- Nie chcą dać pokoju. 
- To ja jadę do domu. I ch... jak nie potrafisz nawet hotelu załatwić! 
- Potrafię. Ja im... 
Niestety tym razem wrócił w asyście ochroniarza. 
- To co robimy? - wtrąciłem się znowu. 
- Do innego hotelu. - chłopak był uparty.
- Dobra. Znam taki gdzie na pewno się uda. 
Podjechaliśmy pod hotel w którym raczej nie wybrzydzają co do klienteli. Chłopak poszedł do recepcji. 
- A ty to jesteś jego brat nie? 
- Nie. Ja jestem taksiarz. Ja tu pracuję. 
- Nie p... brat jesteś albo jakaś rodzina inna. A ja w hotelu nie byłam nigdy jeszcze. 
- Nic na to nie poradzę. 
- To idziesz z nami się napić? 
- Nie. 
- Jak chcesz. 
Chłopak wrócił. 
- No i załatwione. To jeszcze tylko po browar skoczymy....

W sumie to nie moja sprawa. Ale dzieciaka było mi żal. 

czwartek, 25 czerwca 2015

25 czerwca 2015 czwartek

To się nazywa zmęczenie materiału. I niestety okoliczności których nikt nie jest w stanie przewidzieć.  Stąd brak wpisów. Nie wspominając nawet o tym że laptop z pobitym ekranem znajduje się w serwisie. Mój samochodzik też przechodził pewien kryzys wytrzymałościowy. Widać taka telepatia między nami. Chcąc nie chcąc więc zamiast pisać wieczorami dokręcałem to i owo i denerwowałem Mariusza ciągłym marudzeniem moim albo pana Mnietka, jak pieszczotliwie nazwał mój pokraczny wehikuł.
(...)
- Przepraszam, za te dziwne dźwięki, uderzyłem czymś w podwozie przy ostatnim kursie i teraz tak dziwnie warczy.
- A ja myślałem, że to tak ma być!
- Eee, no nie.. mam tylko nadzieję, że to nic poważnego. W każdym razie dojedziemy na miejsce bez problemu.
- To dobrze. A tak przy okazji to dużo pan wozi ludzi do domów publicznych?
- Hmm... no trochę się wozi.
- A to w Lublinie są jakieś?
- Są, niestety jest popyt to i będzie podaż. Żelazne prawo rynku.
- A gdzie?
- A... (i tu podałem ogólnie ze dwa adresy dość znanych przybytków rozpusty)
- No co pan nie powie... kurczę..
Tu mój pasażer pogrążył się w zadumie z której wyrwał go widok przechodzącej chodnikiem dziewczyny.
- O, niech pan popatrzy, ale fajna laska, a jaka figura, ciekawe ile ma lat.
-  Pewnie z osiemnaście. Jak dla mnie to dzieciak.
- Myśli pan? No, kto wie... w sumie faktycznie to ja wolę starsze kobiety. Przynajmniej wiedzą czego chcą.
Ale pan to pewnie uważa, że ja jestem jakiś erotoman.. najpierw o b.. się pytam, a teraz jakąś laską się podjarałem jak nastolatek.
- Oj tam, proszę mi wierzyć, widziałem już gorszych erotomanów. Taka praca!
(...)
- Na Plac Zamkowy proszę, tylko tak na jednej nodze, bo już prawie się spóźniłam.
- Jak szybko to szybko.
Ruszyłem dość efektownie z miejsca i wyciskałem z mojej pokraki co się dało, lawirując pomiędzy przepisami ruchu drogowego a pozostałymi jego uczestnikami. Po pięciu minutach takiej jazdy moja pasażerka lekko zbladła.
- Ale pan pędzi.
- Wie pani jak to jest. Nasz klient nasz pan! Mówi pani szybko, to będzie najszybciej jak się da bez narażania naszego życia i zdrowia.
- Ale jak z mężem jeżdżę to on tak szybko nie jedzie! Fajnie i trochę strach, jak na wesołym miasteczku!
- Miło mi że się podoba. Ale najważniejsze jest nie szybko a skutecznie, czyli w całości dotrzeć na miejsce. Cała reszta to tylko odrobina wprawy.
Dojechaliśmy równo o czasie.
(...)




środa, 27 maja 2015

27 maja 2015 środa

Od rana leje. Dla taksówkarzy to dobra pogoda. Oznacza więcej kursów. Chociaż również brak nikotyny i mniej okazji do rozprostowania kości.
(...)
- Uff, dwie przecznice już szłyśmy, a tak pada! - poskarżyła mi się moja pasażerka sadowiąc się z córeczką z tyłu.
- To czemu nie mówiła pani żeby podjechać dalej?
- Oj, powinnam, ale pomyślałem że tu to wszyscy widzą, taki dobry punkt orientacyjny.
- No tak, ale taksiarze wiedzą z reguły i o tych mniej dobrych :)
- Fakt. Ale nic. To na Ż. prosimy.
- Proszę bardzo.
A ponieważ akurat pogoda i godzina były takie a nie inne zaczęły się tworzyć korki.
- Ostatnio wracałam w nocy z imprezy na starówce i wsiadłam do taksówki na postoju. Tak się wystraszyłam wtedy okropnie Zaczęliśmy rozmawiać i jakoś tak się zgadało, że pracowałam na KUL. No niech pan sobie wyobrazi jak ten taksówkarz usłyszał o tym to aż krzyczeć zaczął na KUL, PiS, kościół i ogólnie. A ja tylko potakiwałam cicho, bo co miałam robić? Ten pan był tak agresywny i taki napastliwy, że bałam się że jeszcze mnie pobije. Noc, ciemno, ja sama, a raczej nie należę do tych wielkich i silnych. A to był wielki facet!
- No cóż. Ze mną nie będzie kłopotu, kończyłem KUL a moi koledzy nadal tam niektórzy pracują. Ale wie pani, jak się tak jeździ po mieście ileś godzin, siedzi samotnie w samochodzie to frustracja narasta a w głowie rodzą się czasem dziwne myśli. Zdarzają się więc różne przypadki. Czasem naprawdę nieprzyjemne.
- Możliwe. Mimo to trochę się wystraszyłam. Ale z drugiej strony jak pan tak jeździ w nocy to pewnie też trochę strach? Prawda? Bo i pasażerowie różni się zdarzają.
- A prawda. Chociaż ja jakoś mam szczęście do tych miłych. Nawet jak się trafi pijany jak bela, to jest przynajmniej miły a czasem zabawny. Kilka razy rzeczywiście trochę było mniej przyjemnie. Ostateczne jeździmy w różne miejsca.
- No to rzeczywiście strach.
- E, bez przesady. Po prostu, taka praca. A pani czemu zrezygnowała z pracy na uczelni?
- Wie pan, miałam dość, tyle lat na umowie o dzieło? Obiecywali normalną umowę i tak dalej a nic się nie zmieniało. Zaczęłam doktorat, ale potem dziecko i dodatkowe etaty tu i tam i jakoś tak po prostu miałam dość. Cała rodzina mówiła mi, że robię błąd i dziwili się wszyscy jak mogłam zrezygnować z pracy na uczelni. Ale miałam po prostu po dziurki w nosie tej pracy.
- Nawet nie wie pani jak dobrze to rozumiem :)
(...)
Stały pasażer. Znamy się już od kilkunastu chyba kursów - stała trasa, stała opłata, czasem rozmowa, czasem milczenie. Tym razem z kolegą.
- No taką trasę robimy skomplikowaną a pan nawet GPS nie włączył.
- Oj, cóż za przeoczenie popełniłem! Za chwilę się poprawię. W życiu nie chciałbym zabłądzić na LSM!
- He, he. No, co pan. Przecież żartowałem :)
- Wiem, ja też. :) ale niech sobie pan wyobrazi że ostatnio wsiadła pasażerka na D., o tu na postoju i mówi "Na Topolową proszę!" a ja dostałem kompletnego zaćmienia i nawet nie wiedziałem w jakiej dzielnicy to jest!
- No właśnie. A gdzie to jest?
- No i po to mamy nawigację :D
(...)
Dwie panie w słusznym już wieku, które wiozłem z manatkami do K. wracały ze mną po imprezie.
- O, a ja to mogę siadać z przodu, z takim miłym panem, to mogę i z przodu jechać. A ty Zbyszku do tyłu.
- Jak się udała impreza?
- Udała, nawet bardzo. Tylko deszcze więc wszystko pod dachem. Za to więcej żarcia poszło a mniej wódki. Ale aż nas nogi bolą
- Czyli tańce były ale hulanki już mniej
- Były, były, ale nikt się nie schlał tak kompletnie, Wszystko z kulturą, Nawet Paweł nie padł pod stół. A jemu często się zdarza.
- Prawie zawsze! Pić to trzeba umieć.
- Fakt. Chociaż mało kto o tym pamięta.
- A Jadźka to też dziś dała popis. Ona pracuje w PKP. Ty wiesz że oni tam dostają takie dofinansowanie do węgla?
- No niech pani nie żartuje? To jeszcze jest deputat węglowy?! Myślałem, że instytucja umarła już dawno śmiercią naturalną.
- Oj, jest jest. I to nawet czasem całkiem wysoki. 

środa, 20 maja 2015

15-17 maja 2015

Feliniada. Czyli kolejne imprezy dla studentów. Plac za akademikami na Felinie wypełniony po brzegi, piwo się leje strumieniami a autobusy MPK wyglądają jak akwarium pełne glonojadów, przyklejonych do szyb w dziwacznych pozach.
(...)
- No, jak dobrze, że już pan dojechał. Urwał, zimno straszliwie.
- To grzejemy?
- Pewnie. Dzięki
- A dokąd jedziemy?
- Na W. Ale, nie było dziś warto. Nie ta atmosferka. Tylko zimno i zimne piwo. Impreza schodzi na psy.
- Eee, co ty gadasz. Nie było najgorzej. Widziałeś jak dostał w ryj od ochroniarza ten typas?
- No, krew go zlała! He he...
Mnie też. Ostatecznie moja córa też gdzieś tam była.
(...)
- No jesteś! W końcu
- A jestem? To do domciu pora?
- A gdzie tam. Dajemy na afterparty! Do centrum.
- Ok.
- Tylko jeszcze po koszulę skoczymy?
- Po co?
- No jak, po koszulę! Bo przecież nas do klubu bez koszuli nie wpuszczą!
- Jak przed wojną! Trzeba mieć krawat i marynarkę, żeby wpuścili do lokalu.
- E. Piotrka to nawet w smokingu nie wpuszczają. Ryj ma taki niewyjściowy : D
- Spadaj głąbie! :D
Podjechaliśmy na J. pod zaparkowany samochód. Chłopaki doprowadzili się do stanu używalności.
- He he. Teraz jesteśmy śliczni! Ty a gdzie zgubiliśmy Olka?
- A mówił, że idzie po piwo. No i zniknął. Z dwie godziny temu.
- Zadzwonię! No cześć stary, gdzie się podziałeś? Urwał! Idziemy na party! Jak to w Ł? Już?
- Ale szybki już do domu dojechał!
- To najlepsze go minie!
(...)
Skończyło się tak jak pozostałe imprezy. Rzucaniem butelkami i ławkami, bijatyką, rozpylaniem gazu i rozrzucaniem śmieci. Przyznaję, że pomimo, iż woziłem samych miłych i w miarę trzeźwych ludzi, zacząłem się zastanawiać. Ostatecznie takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie. I nie było w tym nic magicznego, nic pociągającego i nic poetyckiego. A przecież można inaczej. 

wtorek, 12 maja 2015

07 - 09 maja 2015

Kozienalia. Ostatecznie Lublin to miasto uniwersytetów. A studenci już ot zarania dziejów zabawić się lubią. Wypić okowity, czy wina a potem w miasto łyczków siec lub burdy wszczynać. Pewnie tak samo w średniowieczu w Paryżu czy Cambridge jak teraz w Lublinie. Było więc głośno, miejscami niebezpiecznie a miejscami zabawnie.
(..)
Wsiadła para ubrana odrobinę w stylu rockowym i zaczęliśmy o imprezach na mieście
- Dzieje się dzisiaj?
- Oj dzieje. Wczoraj i dzisiaj i pewnie jeszcze jutro się podzieje.
- Jedziemy dzisiaj bo ma być Maleńczuk. A wczoraj to co było?
- A zdaje się że jakiś hip-hop czy rap.
- No właśnie, To raczej dla młodszych.
- No państwo też raczej na starych nie wyglądają.
- He, he. Bo się dobrze trzymamy. Ale mój gust to taczej cięższy. Słyszał pan o Oberschlesien?
- Pewnie. Ich wersja "Ich will" Rammstein'u wymiata. "Jo chca" - podobało mi się że po śląsku dają.
- A znajomy był na koncercie i na żywo podobno też nieźle. Nagłośnienie mają ekstra. Bas taki że aż w płucach dudni!
- I tak właśnie ma być.
(...)
- Oj, szybciutko na Bernardyńską proszę,
- Się robi. A co taki pośpiech? Nie można było wybrać się z 10 minut wcześniej?
- Eee..Właśnie wróciłem z Warszawy i tak podumałem w domu, że chyba nudno będzie siedzieć to się zebrałem i jadę. Taka szybka decyzja
- No i dobrze. Pogoda niezła to lepiej połazić po mieście albo iść na koncert niż spać.
- Spać będziemy w grobie! :) A dziś piwo, muzyka i dziewczyny!
- Ja niestety tylko muzyka :)
- No ktoś musi pracować, żeby wrócić mógł ktoś!
(...)
Po ścianie kamienicy osunął się na bruk młody chłopak. Koledzy pomogli mu oprzeć się o ścianę i sami usiedli obok. Przez boczną uliczkę przemaszerował pochód niosących na ramionach swojego kompana, który wyraźnie nie był już przytomny, zwisając głową w dół z rozpostartymi ramionami. Ktoś śpiewał, a w powietrzu unosiły się dźwięki koncertu, Stłumione i nierealne. Ze skweru wyjrzał lis i nie zważając na panujące wokoło zamieszanie, przebiegł obojętnie przez ulicę znikając w bramie.
(...)
- Morda, no k... jedziemy!
- Spokojnie, gdzie chcecie jechać?
- Pan go nie słucha... wychlał i teraz mu bije na dekiel!
- Jak gdzie k... do HOTELU! O!
- A jakiego?
- A N...
- Dobrze.
Ledwo ruszyliśmy a już udało mu się znaleźć przycisk otwierania szyby. Nie miałem nic przeciwko wietrzeniu bo atmosfera była dość duszna i powietrzu unosiły się te, no ... promile. Ale niestety nie o wietrzenie chodziło a manifest życiowy
- AAAAAA!! URWAŁ!!! DO ROBOTY CH....!! A NIE STAĆ! TE MAŁA JEDŹ Z NAMIIII!!! URWAŁ!!!
- Kolego, zamknij okno, jak cię grzecznie proszę.
- BO CO! URWAŁ!
- Bo cię przewieje. dostaniesz zapalenia płuc i umrzesz. A nikt mi nie będzie tu umierał w samochodzie. Zrozumiano?
- O... eee... dobra.
Po krótkiej drodze na miejsce, mój pasażer stwierdził, że on zostaje i jedzie ze mną dalej.
- Stać mnie, jadę! Gdzie mnie zawieziesz za dwie dychy?
- Nad Zalew. Ale wrócisz sam, na piechotę.
- Jak ? Urwał? Na piechotę?
- A tak. Bo dwie dychy starczą tylko w jedną stronę.
- To, urwał, kiepsko.
- Fakt. Dobranoc.
(...)
Nad ranem życie, rozlewające się po ulicach śródmieścia niczym kres po tętnicach. powoli zamierało. Fale ludzkie przewalające się jeszcze niedawno z siłą i gwałtownością tsunami, słabły, rozlewały się po bocznych uliczkach i skwerach, a w końcu znikały. pozostawiając po sobie wielkie ilości rozbitych i całych butelek, plastikowych kubków oraz gdzieniegdzie innych odpadków biologicznych. Tu i ówdzie leżały malowniczo upozowane cadavera pozbawionych przytomności i czucia a schodki na głównych ulicach obsiedli ci, którzy dalej iść już nie mogli i tak pewnie chcieli doczekać poranka wspierając się wzajemnie i chroniąc od upadku. Podobni do jakichś surrealistycznych ptaszydeł, napuszonych i tulących się do siebie w obronie przed zimnem i drapieżnikami.
Na środku jednej z głównych ulic tańczył derwisz. W szalonym tańcu nie zważając na nic, niczym wiatrak machał rękoma w takt, słyszanej tylko przez siebie, muzyki.  I wirując w tym obłąkanym tańcu doznawał ekstatycznych wizji. Z uśmiechem szaleńca odwrócił się i spojrzał na mnie niewidzącymi oczami. Był dla mnie ostatnim akordem symfonii dzięków tej nocy. I ten widok zabrałem ze sobą do domu. 

niedziela, 3 maja 2015

piątek 01 - 02 maja 2015

Medykalia. Jak co roku tłumy uczestników koncertu w różnym stanie i różnym wieku. Począwszy od gimnazjum a skończywszy na dinozaurach w moim wieku. Po 23 ciężko było przejechać przez Chodźki bo cały ten zgiełk przenosił się na chodniki, jezdnię, trawniki i co tam tylko mogło służyć do chodzenia, biegania, skakania, zataczania się i w końcu dla najbardziej zmęczonych  - leżenia.
A ponieważ cały ten tłum rozchodził się na lewo i prawo tłoczno zrobiło się w całym śródmieściu.
Nie wszyscy wracali grzecznie do domu. Na Hempla trzy radiowozy nie mogły spacyfikować tłuczących się jak popadnie gości. Czyli na mieście lekka zadyma.
(...)
Obserwowałem dwie grupki walczące o taksówkę.
- Wyp... byłem pierwszy i nie będzie mi tu byle frajer podjeżdżał. Sp... ch.. !
- Jak ci p... to k...
- No co? Odważny? Dajesz ch...
Dialog ciągnął się dalej w tym stylu a strony konfliktu  były coraz bardziej zacietrzewione.
Na szczęście towarzyszące im dziewczyny były nieco bardziej spostrzegawcze.
- No tu są jeszcze inne taksówki, Debile! Pojedziemy innymi! Pan wolny ? - skierowała pytanie lekko spanikowanym tonem  do mnie
- Wolny, Zapraszam
Trzech chłopaków wsiadło do mnie a reszta miała wsiaść do kolegi stojącego przede mną
- No, debil, k... widział pan? Jeszcze chwila to bym mu sam przyp... Wyrywa się do kolesia a potem idzie do mnie żebym go bronił zje....  ch... ! Jak się zaczyna to trzeba być honorowym...
- Ano tak,
- Oj przepraszam, bo minie tak wk... ! Skacze do każdego a jak przyjdzie na solo to Jarek broń. No nie wk.. ?
(...)
Pod akademikiem wsiadły dwie gimnazjalistki.
- Bry wieczór!
- Dobry wieczór. Dokąd się wybieramy?
- Do G. poprosimy, ale starczy nam 35 złotych? Bo nie mamy już więcej?
- Dobrze. Jedziemy.
- To pan nas wysadzi jak się kasa skończy dobrze?
- Zobaczymy,
Ruszyłem a dziewczyny pogrążyły się wymianie wrażeń.
- Fajnie było, tylko szkoda że ogarniałam może ze dwie piosenki z tego co grali.
- No, ja też nie bardzo. Ale był ok, Chociaż ja tylko "Dzieci" znałam
- A kto grał? Elektryczne Gitary? - zapytałem z ciekawości
- Tak!
- No to fakt. Repertuar raczej dla mojej grupy wiekowej. :)
- Hi, hi, A pan nie taki stary!
- W wieku waszych rodziców :)
Dojechaliśmy do G. wymieniając uwagi na temat muzyki
- To my wysiądziemy tutaj ja tu mieszkam, a koleżanka trochę dalej.
Okolica była niezbyt zachęcająca. Ciemno, głucho i ogólnie wszędzie daleko.
- A jak "trochę" jest to dalej? - zapytałem
- No tak, ze 3 kilometry może.
- To siadaj. Nie zostawię cię tu w środku pola.
- Ale, wie pan, ja nie mam kasy.
- To pojedziemy gratis. Nie będziesz się włóczyła sama po nocy!
(...)
Pod akademikiem na Chodźki wsiadła dziewczyna, ubrana w skórę i ogólnie wyglądająca "rockowo"
- Na Z. poproszę. To pod marketem mnie pan wyrzuci.
- Dobrze. A wieczór przynajmniej udany.
- Oj tak, Ja jestem matka-karmicielka. Pierwszy raz wyrwałam się ze znajomymi. To teraz jak najszybciej do małego do domu muszę. Ale taki wypad dobrze robi. Człowiek przynajmniej wie, że jeszcze nie jest jeszcze całkiem stary!
- To chyba zależy od naszego samopoczucia, a niekoniecznie od wieku :)
- Może tak, ale dobrze poczuć to jeszcze raz!
(...)
Zlecenie znowu na Chodźki pod akademik. Przez kilka minut przedzierałem się przez tłum zalewający ulicę, wymijając co bardziej zdesperowanych uczestników imprezy i taksówki stojące gdzie popadnie. Nie czekałem długo, na tylne siedzenie wsiadła prześliczna dziewczyna o urodzie typowej dla afrykanek
- Dobry wieczór - powiedziała w miarę proprawnie- do Cream
- Dobrze, ucieka pani z koncertu?
- Nie poszłam, Dla mnie to trochę niebezpieczne.
- Faktycznie, samotna dziewczyna w takim tłumie, może być niebezpiecznie. Córki bym samej też nie puścił.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do mnie w lusterku -  Ja już od dwóch lat jestem w Polsce i lubię ten kraj, ludzie są ogólnie bardzo serdeczni i pomocni..
-  Tak ogólnie są :) Chociaż jak wszędzie zdarzają się wyjątki, Jak wszędzie - są ludzie i ludziska.  A wracając do koncertu  w pani wypadku wystarczyło otworzyć okno, żeby poczuć się jak pod samą sceną. I można było słuchać nie ruszając się z wygodnego i ciepłego mieszkanka. :)
- W sumie tak, ma pan rację. :)
(...)
Łapka, czyli kurs z ulicy:
- Pooodwiesiiiieeee pan kooolekę? - wybełkotał najbardziej chyba jeszcze sensowny z kolesi.
- Podwiozę, A jest w stanie jechać? Bo pranie tapicerki będzie kosztowało extra :)
- Jees... Daaawaj go tu Łukaaaas - i po chwili zwłoki znalazły się na moim tylnym siedzeniu.
- To dzie tam chce to go pan zaaaafiesie? Ta? A jak będzie szuuumiał to niech go pan w ryj i z kopa. He he...
- Zawiozę :) i może bez przemocy się obejdzie.
Dobudziliśmy denata, który odemknąwszy jedną powiekę wydukał ..
- Co budzisieeee..luuudzie, nooo.... o pana nie snaaammm, kto pan? - jak widać fakt powstania z martwych nie dotarł jeszcze do nieco przyćmionej świadomości.
- Taksówkarz. Taki jak De Niro. To dokąd jedziemy?
-  Aaa... taksiii to jeeeessiemy.. .K... 19... o .. tam jeeesiemy prooooszeeee... zaaabierz mnie tam nooo...  - w tym stanie przechodzenie na "ty" jest naturalne, więc i ja trzymałem się konwencji
- Dobra, Jakbyś się źle poczuł, to proszę dać znać wcześniej. OK?
- No jaaaasneee... ja jesteem kultulaaaarny.. nie rzygam w saamo.... w aucie! Ale ja mam c... no ...
nie.. taaak nie pofffiem.. nie c... dziefffczyyyne mam.... i ona puchary mi pokassssywała, no mófffie ci staaary, zaj..... tancerka... .( tu przyznaję, że przestałem gościa rozumieć, co wcale nie przeszkadzało mu kontynuować wywodu)  Ale jedziiieeeemyyy na K? Tak?
- Tak jak chciałeś kolego.
- To dobrze...  mój braciszek jesteeeeeśśśś kooofany.... To kdzie ja jeeestammm?
- W taksówce, za chwilę będziemy na miejscu.
- Dobrze.. kooofffam cieee pszyjacieluuu mój droooogi...
Podwiozłem mojego nowego najlepszego kumpla pod klatkę - szczęśliwie był to wieżowiec z jedną klatką. Po kilku sekundach walki z grawitacją zniknął w klatce schodowej. Szczerze współczułem wybrance, do której zdaje się podążał, chwiejnym krokiem i odrobinę na czworakach. Jedynym dla nie pocieszeniem było to że pewnie i tak zasnął zaraz za progiem.


czwartek 30 kwietnia 2015

Dwóch chłopaków wsiadło na N. tak gdzieś koło 21
Przeżywali jakieś nowe znajomości, które w szybkim tempie zamieniały się w domówkę u jednej z poznanych dziewczyn
- No ale fajna jest ta Ala nie? - zadowolenie wyraźnie brzmiało w głosie mojego pasażera
- Taka modelka. Nie dziwię się, że od razu wziąłeś ja do swojej grupy. Ty psie! - wyczuwalna odrobina męskiej zazdrości w głosie drugiego chłopaka była najlepszym komplementem dla kolegi i wywołała jego pełny zadowolenia uśmiech.
- A jakie nogi! Stary. Tylko gdzie ja teraz kupię Grę o Tron! Cholera! Jutro wszystko zamknięte.
- Po co ci znowu jakaś gra?
- Bo ona jest fanką! Przecież powiedziała, że dlatego właśnie organizuje tą domówkę, żeby grać. A ja się pochwaliłem, że mam grę!
- No to d...,
- Jakoś wykombinuję!
- Ty, ale ja nawet nie oglądałem tego serialu.
- A ja tylko książki czytałem, Nawet niezłe. Ale w tą grę, to raz tylko grałem u Piotrka, najlepiej to grać w jakieś 5 - 6 osób,  tylko jego nie zaprosimy. Za przystojny!
- No zaprosimy samych takich głupich, grubych i brzydkich, He, he!
- Proszę pana, a na S. to możemy pojechać przez Z. ?
- O ile tylko Lanisterowie nadal będą płacić swoje długi, to możemy jechać nawet przez Winterfall. A skoro już o tym, pozwolicie panowie, że się wtrącę z pewną radą -  nie zapraszajcie Tyriona. Niby karzeł, ale pies na kobiety :D
- He, he, Pan też fan serialu?
- Tak się zdarzyło - chociaż najpierw przeczytałem, książki a potem z przyjemnością obejrzałem serial.
- A jaka żeńska postać najbardziej się panu podoba?
- No cóż.. chyba Daenerys, ale dopiero po ślubie :)
- Hi, hi, bo mężatki są fajne!
- Ale pana też nie zaprosimy! Zbajeruje nam pan laski :)
- Miłe... to dobrej zabawy!
- Cześć, dobrych kursów!
Valar dohaeris - pomyślałem i popatrzyłem jak znikają w mroku uliczki, pełni nadziei na udany wieczór

piątek, 1 maja 2015

sobota 25 kwietnia 2015

Noc dłużyła się okropnie i w dodatku na mieście nic prawie się nie działo. Albo po prostu nie miałem farta. Tuż po północy wypisałem się z listy i jechałem już w stronę domu. Na N. zamachał na mnie chłopak stojący na przeciwko znanej knajpy razem z dziewczyną. 
- Dobry wieczór. To będzie dłuższy kurs. Pojedzie pan do P. ?
- Dobry wieczór. Pojadę. Nie ma sprawy. Noc jeszcze młoda. Zapraszam 
Chłopak usiadł koło mnie a dziewczyna z tyłu  
-  Nie musiałeś ze mną jechać! 
- Musiałem. Jak chcesz sama wracać do domu? 
- Dała bym sobie radę! 
- Przestań, Nic się nie dzieje. 
- To masz kasę, Mniej więcej tyle powinno kosztować! 
- Nie chcę! Nie wygłupiaj się. 
- Bierz, Bo jak nie to ja tu wysiadam! I pójdę na piechotę! 
- Zatrzymać się? - zapytałem
- Niech pan jedzie! - chłopak był stanowczy. 
- Wie pani, na piechotę do P. to trochę daleko. 
- Zawsze tak robię jak trochę wypiję. Bo ja nigdy nie korzystam z taksówek sama. Kiedyś napadł na mnie taksówkarz i od tamtej pory po prostu boję się jeździć taksówkami. 
- Oj, to rozumiem, takie zdarzenia mogą zostawić uraz psychiczny. 
- Właśnie, poza tym, taki spacer dobrze robi. Wracam do domu kompletnie trzeźwa, mąż spokojny i tak dalej. 
- Ale wie pani, zawsze można zamówić taksówkę prowadzoną przez kobietę. Taki spacer po nocy przez wioski też nie jest bezpieczny. To jak proszenie się o kłopoty. W dodatku nie jest to zbyt uczęszczana przez spacerowiczów trasa.
- A co to zmieni? 
- Hmm... no raczej kobieta cie przecież nie napadnie - wtrącił chłopak  
Dojechaliśmy na miejsce dyskutując o sposobach na spokojny sen mężów. 
- Niech się pan tu zatrzyma, dalej sobie dojdę. - dziewczyna wysiadła i poszła poboczem dalej.
- No i widzi pan? Co za uparciuch? Niech pan jej przynajmniej poświeci jeszcze, bo ciemno jak cholera! 
- Dobrze i tak mam włączone długie, możemy chwilę postać. 
Dziewczyna skręciła w końcu w stronę któregoś z domów 
- Dobra, to jedźmy tam gdzie zaczęliśmy.
- Nie ma sprawy, swoją drogą ciężkie przeżycia potrafią zostawić trwały uraz na psychice.
- Ja tam jak przeżyję jakąś traumę i mam lęk to staram się z tym walczyć, próbować jeszcze raz tego samego. 
- Trudno jest spróbować bycia ofiarą napaści. To trochę inaczej, niż lęk prze skokiem ze spadochronem. Takiej traumy nie da się raczej leczyć ponownym jej przeżywaniem. Zresztą kobiety chyba inaczej odbierają takie zdarzenia. Kiedyś czytałem o pewnym eksperymencie w którym kilkanaście kobiet szkolono przez pewien czas w sztukach samoobrony i kiedy doszły już do odpowiedniego poziomu, zaaranżowano bez ich wiedzy napad. Niech sobie pan wyobrazi, że żadna nie poradziła sobie na ulicy w obliczu "realnego" zagrożenia. 
- Możliwe. Kobiety inaczej podchodzą do takich rzeczy. A ja też nigdy nie byłem napadnięty.
- Faktycznie, psychicznie jesteśmy nieco inni :) Pewna pani psycholog, mówiła mi że w takim wypadku lepiej udać się do psychoanalityka, nawet nie do psychologa. 
- Dlaczego? 
- Podobno każdy psychoanalityk najpierw sam przechodzi terapię, żeby móc radzić sobie ze swoimi własnymi lękami i problemami. Dopiero po takiej terapii może skutecznie pomagać innym  Niby racja -  każdy ma jakieś swoje lęki i skrzywienia.
- Przesada! Słyszałem, na przykład, że podobno tylko 7% populacji ma skłonności do homoseksualizmu. 
- A psychopatów i socjopatów jest pewnie jakieś 10 %. Ale ja mówiłem raczej o lękach w rodzaju arachnofobii lub klaustrofobii. 
- No to może fakt. Ja też mam lęk wysokości. 
- Widzi pan? Każdy jest odrobinę szurnięty, Mieć znajomych z zaburzeniami psychicznymi podobnymi do naszych  - bezcenne! :) 

czwartek, 23 kwietnia 2015

sobota 18 kwietnia 2015 cz. 2

Dwie pary wsiadły pod jednym z weselnych lokali.
- Niech pan jedzie na P. najpierw to znajomi wysiądą pod domem,  a mnie to gdzieś po drodze, bo ja na Z. a mamy tylko 40 złotych.
poprosiła dziewczyna siadając koło mnie z przodu.
- Nie ma sprawy. To możemy zrobić tak, że podwieziemy państwa na P. a panią potem podrzucę na Z w tej samej cenie.
- Super. A ty Paweł, gdzie wysiadasz?
- Tam gdzie ty.- mruknął chłopak siedzący za mną.
- Oj to może pan cię gdzieś wyrzuci w centrum, Będziesz miał bliżej do Świdnika.
- Nie. Jadę z tobą. Zadzwonię, to ktoś po mnie przyjedzie.
- Twój kolega będzie miał bliżej do centrum, bo ja mieszkam po drugiej stronie miasta.  I  nie musisz mnie odprowadzać, pan mnie podwiezie pod sam dom! Prawda?
- Z przyjemnością. Ostatecznie bezpieczeństwo pasażera ponad wszystko.
- A ja i tak pojadę!
Sytuacja powoli zaczynała mnie bawić. Chociaż rozumiałem chłopaka jak najbardziej.
- Panie Pawle, ja i tak będę wracał do centrum, więc jak pan chce to mogę pana wyrzucić w śródmieściu zupełnie gratis.
Z tyłu usłyszałem jakiś głuchy pomruk. Zdaje się, że gdyby spojrzenia mogły zabijać, byłbym pewnie trupem a wszyscy wylądowaliby w rowie. :)  Za to uśmiech mojej pasażerki - bezcenny! 

sobota 18 kwietnia 2015

- Oj, no to zasuwamy, szybciutko bo się dzieje! I zaraz wracamy
- No a jakie fajne laski, a ta z zespołu to się na mnie gapiła tak, że aż...
- A ta ruda? super...
- Te ale z żoną przyszedłeś! Jak zobaczy to masz prze...
- He.. .no! A może nie zobaczy.
- To jedziemy po tego stafa i się upalimy jak zwierzaki.
- A pan to może kokę załatwi?
- Eee.. .o drugiej w nocy? Teraz to już nawet najlepsi dilerzy śpią.
- Ale jakby tak ze dwie krechy wciągnąć byłoby super!
- A potem jedziemy do Duisburga! Tam możemy mieć każdą za 30 euro! Jaką chcesz bracie! Żółtą, czarną, białą, piękną, brzydką. To co zawieziesz nas?
- Pewnie, tyko zadzwonię do domu, że z tydzień mnie nie będzie!
- He, he. Jesteś gość! To co wbijaj z nami na wesele. Zajarasz, wypijesz i będzie ekstra.
- Super propozycja tylko wiesz, tak na krzywy ryj to nie wypada i jeszcze z gołą ręką. Gdybym znał chociaż młodego :)
- To poznasz!
- Może następnym razem.
- To jak nie, to my idziemy upalić się w trupa :) A Ty nie jedź jak wariat! Spoko?
-  Ok. Bawcie się dobrze!

wtorek, 14 kwietnia 2015

sobota 11 kwietnia 2014

Długo mi zeszło z nowym wpisem. Długo, bo dni zlewają się w jeden ciąg, ludzie wsiadają i wysiadają, czasem nie zamieniając słowa a ja też czasami nie mam ochoty na rozmowy. Bo w końcu czasem najlepiej byłoby zamknąć drzwi i nie wychodzić przez jakiś czas. 
Tym razem jednak zaczęło się od nieporozumienia.  
Na miejsce z przodu wsiadł Sammo Hung. To znaczy nie ten aktor, ale jego rodak, tak podobny, że aż się uśmiechnąłem pod nosem. Po wymianie uprzejmości, zapytałem dokąd się wybieramy a w odpowiedzi usłyszałem coś co brzmiało jak "Old Town Madonna, please". Zbaraniałem. W pierwszej chwili pomyślałem, że chiński kolega się nawrócił i chciałby w ramach tego modły zanosić w katedrze przed Matką Boską Płaczącą. Tyle, że było już odrobinę po północy. Drobiazg! Cóż to dla neofity!  
Rozmowa odbywała się w języku przypominającym trochę angielski.
- Do Madonny na Starym Mieście proszę! 
- Proszę o wybaczenie, ale nie bardzo rozumiem.  Madonna? To jakiś lokal? Restauracja? Na Starym Mieście? Pierwsze słyszę...
- Tak, tak... restauracja w Starym Mieście! Bo ja głodny! :) 
- Madonna ? 
-  Tak, tak Madonna!
-  Przyznaję się, że nie mam pojęcia o co chodzi, ale pojedziemy najpierw na Stare Miasto a potem proszę mnie nawigować, to jakoś trafimy! 
- Dobrze, jedziem, szybko, proszę szybko, głodnym bardzo! 
Po kilkuset metrach jakieś błędne prądy w mojej korze mózgowej trafiły na możliwe rozwiązanie zagadki Madonny w Starym Mieście
- Moment.. a pan przypadkiem nie chciał powiedzieć McDonald's? (użyłem mojej najlepszej brytyjsko-irlandzko-polskiej wymowy) 
- No, mówić Madona! Tak... Madona!
- No i jasne.... ale to nie jest na Starym Mieście :) 
- Jak nie?! Jedna Madona Stare Miasto, druga Olimp! - uśmiech zadowolenia powoli rozjaśniał twarz mojego rozmówcy. 
- Eeech.. to w centrum :) a Stare Miasto to Stare Miasto.. a poza tym jeszcze są dwa inne. 
- Ale o ta pora to tylko Madona. Nigdzie nie da się  jeść, tylko tam i można posiedzieć spokojnie. :) i tak samo smakuje jak Madona na Tajwan! :) 
- Fakt. Czy w Taipei czy w Ouagadougou, czy w Lublinie... Stary dobry McDonald's... 
- Tak, tak... i mają bezpłatne wi-fi!
- Mhmm.. pewnie nad Amazonką w jakiejś zapadłej dziurze w dżungli też mają bezpłatne wi-fi.. i cheesburgera z frytkami. 
- No! Lubię cheesburgery! 
Tak sobie konwersując w pidgin english dojechaliśmy na miejsce w świetnych humorach.
- Dzięki, bardzo, nie umrę z głodu jednak! 
- A proszę. niechże ci będzie na zdrowie to niezdrowe żarcie!  
- Dzięki! 

środa, 4 marca 2015

wtorek 3 marca 2015

Drobny skulony staruszek dreptał przez jezdnię w kompletnie niedozwolonym miejscu. Z przerażeniem patrzyłem na hamujące samochody. A on nic sobie z tego nie robił. Dreptał sobie prosto na mnie i nawet uśmiechał chyba do swoich myśli. Po chwili otworzył drzwiczki z przodu i wdrapał się na siedzenie obok mnie.
- Dzień dobry. A za ile mnie pan zawiedzie na P i z powrotem? Bo moja siostra, pan sobie wyobrazi, to ma tyle lat co ja prawie, ale z pamięcią gorzej i nie wie czy zamknęła mieszkanie, czy nie.
- Oj to będzie z 20 złotych może trochę mniej.
- To jedziemy - spojrzał na mnie z uśmiechem, który rozbroił mnie kompletnie - Przynajmniej nie będzie się Pan nudził na postoju.
- Dokładnie zawsze to lepiej sobie z porozmawiać z kimś niż czytać książki.
- A wie pan, że ja to byłem kiedyś kierownikiem księgarni? Za komuny jeszcze. Panie, jak my się czasem nudziliśmy. To w końcu jakaś koleżanka albo ja szliśmy po wino albo flaszkę i od razu było weselej. A na dzień kobiet to przychodził dyrektor, składać paniom życzenia a z nim facet z UB. On się przedstawiał że jest z Urzędu, ale ja go znałem bo chodził ze mną do szkoły przed wojną i wiedziałem, że jest majorem w UB. Zajmował się kulturą i podlegały mu księgarnie, muzea i teatry.
-  No, ja nie pamiętam tych czasów. Za młody jestem.
- Prawda. A wie pan, że tu to nic kiedyś nie było? Tylko pola i łąki, ot ze dwie chałupy drewniane, A teraz takie osiedle.
- Wiem. Ojciec mi mówił że ciotka miała tu łąkę i kozy wypasał.
- Właśnie a to wszystko to należało do jednego dziedzica. To gdyby tak teraz miał to jeden człowiek to ile to by było warte! Miliardy! A ja to jak byłem młody mieszkałem tu na Strażackiej i to był wtedy koniec miasta. Jak Ruscy zdobywali Lublin to powiem panu że pod moją bramą stało działo p-panc i obsługiwali go ss-mani. Pamiętam że mieli naszywki takie na rękawie SS Herman Goering. Od Narutowicza wyjechał czołg T-34 i wtedy oddali salwę. Trafili a czołg się zapalił i wyskoczyli z niego ludzie płonący. Żeby ugasić ubrania tarzali się po ziemi, a jeden z tych Niemców podszedł wtedy i dobijał ich z takiej parabelki. A myślmy stali z bratem w oknie i widzieli. Człowiek to był głupi..
Staruszek przez chwilę zamilkł. I w jego brązowych oczach zalśniły łzy na wspomnienie tamtego dnia. Dojechaliśmy na miejsce.
- To niech pan stanie na postoju.
- O nie! Nie ma mowy! Ja pana zawiozę tam pod blok. Za darmo! Niech pan tylko nie przechodzi przez tą ulicę w niedozwolonym miejscu! Jeszcze się coś panu stanie!
-  Eee.. ja stary! Ale dziękuję!

sobota 21 luty 2015

Na Targach odbywała się Cavaliada. Wszystko o koniach, z końmi i ogólnie w temacie. Zawody, targi, spotkania biznesowe wszystko to ściągało setki ludzi. I setki samochodów. Zlecenie było na hasło, a ja utknąłem w korku na wjeździe na targi i powoli posuwałem się w stronę bramy. W przerwie otworzyły się drzwi i wsiadł pan na oko nieco starszy ode mnie i zadowolony zakomenderował
- Nakręcaj pan i jedziemy.
- Chwileczkę, a może pan powiedzieć na jakie nazwisko było zlecenie?
- No.. a jakieś tam... bo to wiadomo?
- No powinno być wiadomo....
- Oj kręć pan tutaj bo korek i spadamy!
- Oj niestety muszę pana wysadzić i jechać po swojego pasażera!
- Eee... no nie bądź pan taki służbista!
- Ano służba taka. Do widzenia! Mogę panu wezwać inną taksówkę jak pan chce.
- A wzywaj pan! - i wysiadł
Po kilku dalszych metrach dogonił mnie młody chłopak.
- Oj a ja wyszedłem po pana aż na wjazd. Tylko nie wiedziałem że tak szybko pan będzie!
- Bo byłem w pobliżu. A mogę prosić o hasło?
Chłopak podał właściwe hasło.
- No to kręcimy tutaj.. niech się pan wepchnie bo tam za bramą to na amen utkniemy.
- Spokojnie. O ta pani nas przepuści. Miło wygląda!
- He, he. no i miał pan rację.
- To koniec na dziś?
- Oj tak.. dobrze że koniec. Od piątku tu w sumie koczujemy. W czwartek się rozłożyliśmy ze stoiskiem, Piątek cały dzień i teraz, a potem jutro jeszcze do 18- stej.
- No to fakt. Można mieć dość takiej imprezy.
- Ba! A w poniedziałek do Łodzi, a potem do Katowic. Cały miesiąc na walizkach!

wtorek 17 luty 2015

- Dobry wieczór. Olimp..
Z wyglądu i łamanej polszczyzny mój pasażer był obcokrajowcem. Młody, na swój bliskowschodni sposób, przystojny chłopak
- Do Galerii, a pod które wejście? Bardziej do sklepów czy kino i knajpy ?
- O, to pan mówi po angielsku?
- Trochę :)
- To do tej środkowej części gdzie jest serwis telefonów.
- Dobrze.
Pogrążyliśmy się w milczeniu ale po chwili pasażer ściszonym głosem powiedział
- A wie pan gdzie mogę kupić dziewczynę?
- No cóż, handel ludźmi jest w Polsce nielegalny. Zresztą chyba jak w większości krajów.
- Nie.. jak to powiedzieć.. nie człowieka.. chodzi mi  o .. no rozumie pan?
- O seks?
- Właśnie.... - albo mi się zdawało, albo był coraz bardziej zażenowany - są tu takie miejsca?
-  Są. Jak w każdym większym mieście, Jest popyt to jest i podaż. Żelazne prawa ekonomii i rynku.
- No tak. To może mnie pan zawieźć? Ja nie chcę wchodzić, tylko niech mi pan pokaże gdzie. Dobrze?
- Nie ma sprawy. Ostatecznie to pan płaci za kurs. Ale jeśli można mam pytanie. Po co to panu?  Jest pan młody i przystojny, Nie sądzę, żeby miał pan problemy z zawieraniem znajomości z płcią przeciwną.
- No tak.. ale, nie powie pan nikomu? Dobrze?
- Taksiarz jest czasem jak spowiednik.
- Kto?
- No, chrześcijanie odbywają spowiedź. Idzie się do kapłana i wyznaje mu swoje grzechy a ten jest zobowiązany do zachowania ich w tajemnicy :)
- Aha.. no właśnie.. to właśnie tak, niech to będzie nasza tajemnica.. bo ja nie chcę złamać serca jakiejś dziewczynie. Ja już wolę tak.. zapłacę i wiem, że to czysty układ....
- Muszę przyznać że to dość honorowe rozwiązanie, I dość uczciwe.
- Właśnie.  


niedziela, 15 lutego 2015

sobota 14 luty 2015

Walentynki. Co ciekawe św. Walenty jest również patronem osób psychicznie i nerwowo chorych oraz epileptyków. Rzeczywiście jak spojrzeć na zakochanych widać pewne podobieństwo objawów.
Tak więc woziliśmy takich właśnie zakochanych, szepczących do siebie, nie widzących świata dookoła, uśmiechających się nieco nieobecnie i momentami naćpanych po uszy najmocniejszym znanym narkotykiem jakim jest miłość.
- A wie pan, moja narzeczona to nie ma problemu z prezentem na Walentynki dla mnie. No jak to chłopakowi nie? Tylko ja muszę za każdym razem kombinować. To w tym roku po prostu zapytałem co chciała by dostać. Ale nie takiego co będzie zbierało kurze na półce, albo leżało za szafą. Tylko takiego co będzie użyteczne. No i kupiłem jej grilla elektrycznego. Wczoraj zresztą już wypróbowaliśmy ze znajomymi.
- Super sprawa. Mam taki :) A prezent romantyczny nie jest dla tego, że czerwony  i z serduszkiem ale dlatego, że jest dostosowany do danej osoby i świadczy o tym że ją znamy :)
- Z tym grillem to i tak było zabawnie. Wsiadłem w samochód pojechałem do Tesco i już. A na drugi dzień chłopaki mi sprawdzili w internecie i na jakimś portalu mogłem kupić o połowę taniej! No wściekły byłem jak nic.
- Ale pana narzeczona przynajmniej się uśmiechnęła jak dostała prezent?
- No pewnie!
- To warto było przepłacić :)
- Było.:)

piątek 13 luty 2015

Piątek 13-go. W radiu oczywiście konkursy kto miał najgorszy piątek. Koledze wysiadło radio, coś tam padło w elektryce i w końcu miał kłopoty z hamulcami. Moje radio odmówiło posłuszeństwa i przez chwilę byłem ślepy i głuchy. Taki dzień.
Dwie pary wracały z imprezy nad samym ranem. Panowie najwyraźniej mieli ochotę na dalszą zabawę. Panie natomiast zmęczone i zmarznięte wyciągnęły ich na siłę do domu.
- No i po co było was zabierać? Tak byśmy jeszcze balowali, zamiast słuchać marudzenia
- Nie ma sprawy, na drugi raz nas nie zabierajcie, same sobie pójdziemy!
- A Zbyszek to swojej starej w ogóle nie zabrał. No i miał wolne pole do popisu.
- Tylko brania jakoś żadnego. Stary zbereźnik.
- Nie ma jak imprezy firmowe.
- Wy też byście nie mieli. Tylko byście bardziej się schlali!
- O już, schlali.. czy ja jestem pijany? No niech pan im powie.. czy ja jestem pijany?
- Ty lepiej przestań się drzeć bo panu uszy zwiędną! A poza tym zmarzłam jak cholera! Co za durny pomysł, żeby klimatyzację podkręcić do 17 stopni.
- Eee no nie było zimno, no dobrze było.
- Tobie w marynarce to może i dobrze, a ja w sukience prawie nago to tak zmarzłam, że aż teraz mi z nosa leci.. Zawsze mam katar jak zmarznę..
- Było więcej pić. To byś się rozgrzała i nie była taka marudna!


środa, 11 lutego 2015

poniedziałek 9 luty 2015

- Wczoraj, przez te światła to tu był taki wypadek, że chyba ze trzy samochody się zderzyły.
- Widziałem. Akurat jechałem na Sławinek tędy zaraz po tym wypadku.
- Bo teraz proszę pana to się narobiło tych samochodów tyle, to i wypadków więcej. Ale kiedyś też były. Mój szwagier miał taki okropny wypadek, wjechał na przejazd kolejowy syrenką i wpadł pod pociąg. Skład towarowy, przeciągną go razem z samochodem tak ze 150 metrów. To wie pan co zostało z samochodu. Prawie nic. A w bagażniku miał jakieś oleje i czerwone szmaty. I to wszystko porozrzucało po całym nasypie. A szwagier miał szczęście bo go wyrzuciło w krzaki i tylko palec sobie u nogi złamał. Ludzie się zbiegli nad tą rozbitą syrenką, to i on podszedł stanął obok, a tu ktoś mówi do niego: "Patrz pan, biedaczek, nic mu już nie pomoże, tylko zakrwawione szmaty wszędzie porozwalało!"
- Dobre :)
- A ten dróżnik, co nie zamknął szlabanu, od razu chciał samobójstwo popełnić i podciął sobie gardło. Tyle że szwagier, bo był lekarzem, go odratował, bo sobie jakoś tak to gardło podciął, że nie naruszył tętnicy, I tak ofiara ratowała sprawcę :) 

niedziela, 8 lutego 2015

sobota 7 luty 2015

- A ja sobie pojadę o tym .... o ... no nara! - mój pasażer pomachał znajomym i zatrzasnął drzwiczki - niedaleko tylko na D.
Najwyraźniej zmęczony imprezowaniem chłopak oparł się o deskę i na chwilę stracił kontakt z rzeczywistością. Po chwili jednak wyprostował się, rozejrzał i stwierdził
- A to ja w taksówce!
- A tak się składa, To dokładniej gdzie na D. ?
- A przy pizzerni, no wie pan gdzie?
- Wiem..
- Cool.. to ja jeszcze telefon... Cześć Kaśka! Co? Jak która jest? Nie wiem! 3? No i co? K... też godzina, nie? A Jacek jest? Jak śpi? To go obudź! Co, po co? K.. no jak proszę to budź nie marudź, no k... proszę! No!
Widać Katarzyna dała się przekonać bo po chwili konwersacja ciągnęła się dalej.
- Jacek, ty k... masz ochotę napić się czegoś? Co kiedy! Teraz! Wracam na osiedle, to wpadnę zaraz do was, Do ciebie wpadnę to napijemy się jeszcze, Nie.. nie mam dość! To co? Nie... dobra.. ale jesteś..
Pasażer schował telefon i znowu oparł się o deskę.
- Dzień dobry! Jesteśmy.. .
Powrót do rzeczywistości musiał być nieco niespodziewany.
- Gdzie jesteśmy ? A w domu! Dobra to ile jestem winny?
- 11.95.
- Mało... ale pan jest ok! To dobranoc i życzę żeby się pan już nie musiał użerać z takimi pijakami jak ja.
- Nie było najgorzej a nawet zabawnie..
- Dzięki.. to dobranoc!

czwartek 5 luty 2015

No i stało się. Inspekcja Transportu Drogowego zainteresowała się moją skromną osobą. Stałem sobie grzecznie na postoju, oglądając zabytkową studnię na dworcu PKS a tu miły i uśmiechnięty pan stuka w szybkę i prosi o dokumenty.
- Pan przyjdzie za jakieś 7 minut to podpisze mi pan papiery i oddam panu świstki.
- OK. To zapalę i przyjdę.
Zgłosiłem kontrolę, wyszedłem z autka i oddałem się zgubnemu nałogowi obserwując opustoszałe nagle postoje w okolicy. Zwykle zapchane taksówkami obecnie ziały pustką. Po umówionym czasie zapukałem w drzwi służbowego samochodu ITD
- Posłusznie melduję że już jestem!
- A to proszę. Pan wchodzi, bo mi tu zejdzie jeszcze. Co pan taki tajemniczy? Nigdzie pana nie ma. Musiałem wszystkie rubryczki w bazie danych uzupełnić od początku!
- No, to chyba dobrze, że nie jestem notowany! 0 punktów i 0 problemów. Taki nieistniejący obywatel.
- Niby tak, ale niech się pan nie martwi. Już pana mamy w bazie!
- Czyli jakby co to jestem na liście.  A przy okazji dziękuję. Jak wjechaliście to się nam konkurencja zmniejszyła automatycznie.
- Eee... To zawsze tak jest, jak robimy na kontrolę.
- No może się was boją, albo co..
- Może. A nie wiem dlaczego, przecież jesteśmy mili prawda?
- Nie da się zaprzeczyć :)  

poniedziałek, 2 lutego 2015

sobota 31 stycznia 2015

- A wie pan, że ostatnio byłam na placu z psem i zboczeńca widziałam?
- Serio?! Ale chyba nic się pani nie stało?
- No, w biały dzień, tam jeszcze dwie jakieś dziewczyny szły, ale uciekły, a ja idę a ten podchodzi coraz bliżej i widzę że robi sobie dobrze! Przestraszyłam się okropnie, bo nie wiedziałam co robić!
- Wie pani, czasami ekshibicjoniści eskalują swoje zachowania i w przypadku 20 procent może dojść nawet do gwałtu.
- To nie można jakoś ich leczyć? Albo zamykać?
- Rzecz w tym, że nikt nie chce się narażać. Ludzie wolą się odwrócić i udać, że nie widzą. Po prostu wygodniej i bezpieczniej jest dla większości nie widzieć.
- Smutne.
- Fakt.
(...)
- Przepraszamy, że tak blisko, ale żona na szpilkach nie chciała iść po kiepskim chodniku.
- Nie szkodzi. Rozumiem, jak jest ślisko i dziury to na szpilkach niewygodnie.
- Właśnie, a ja rzadko szpilki nakładam więc nie mam wprawy - przyznała się małżonka
- I tak to z babami! Tak to u was w Lublinie się mówi "baba" ? Tak?
- Na kobietę ?
- Właśnie. Tak mi się wydaje, że właśnie mówicie "moja baba" .
- Hmm. No nie sądzę żeby to był taki specyficzny regionalizm. Raczej nie. Zresztą ja nie ośmieliłbym się powiedzieć o kobiecie "baba". Zwłaszcza jeśli jest w szpilkach :)
- He, he,
- Ale za to mogę panu powiedzieć, że moja znajoma zawsze śmieje się z innego powiedzonka, którego używam a podobno słyszanego tylko na wschodzie Polski.
- A jakiego?
- Czasem mówi się na przykład. Jak ci tam wyszło ? A, o  tak, o!
- Faktycznie nie słyszałem jeszcze!  
(,,,)
- Jej, wybawco nasz! Się zatrzymałeś, no! A już myślałem, że na piechotę wrócimy!
- Nie ma sprawy, siadajcie panowie, bo tu nie można się zatrzymywać.
- Proszę nie zwracać uwagi na kolegę, jest pijany! Na G.prosimy! Ale po drodze jeszcze na piwko!
- Sam jesteś pijany! No ale ta Kaśka to jest fajna, co nie?
-  Już ja wiem, co tobie po głowie łazi. Ty byś tylko chciał ją przelecieć!
- A chciałbym! Bo jest fajna! I ma takie fajne ten.. no ... wiesz :)
- Ale sypiać ze swoją byłą? To perwersja jest!
- A poza tym to chciałem się trochę odegrać, że mnie tak zostawiła. A ty z Jolką to właściwie jesteś? Czy nie jesteś? Bo ja już nie wiem! Dziwne to i już!
- Jestem. I będę. Bo ją kocham!
- Eeee, ale ta.. no.. .Ewka była lepsza.
- Co ma do tego Ewka! Pan chce jakieś piwo?
- Nie, dziękuję! Nie pijam jak prowadzę!
- Oj tam.. .potem sobie pan wypije :) To ja skoczę po browca, a ty siedź, bałwanie!
- To ja do niej zadzwonię!
- Kretyn! O 5 nad ranem?
- A, jak my nie śpimy to ona też nie musi :) Ae pan to kocha jakąś dziewczynę??
- Tak i owszem :)
- Oj to życzę, żeby też pana  kochała. Tak z całego serca!
- Dziękuję, ale chyba mnie kocha!
- Oj, panu to dobrz!
(...)
Mój kolega stwierdził po przeczytaniu kilku postów na tym blogu, że muszę chyba te dialogi ubarwiać, Uśmiechnąłem się tylko. Nie, nie trzeba ich ubarwiać, czasem tylko stonować nieco, aby nadawały się do publikacji. Bo życie takie właśnie jest. Mniej poukładane, zaskakujące i pełne humoru. Chociaż czasem wydaje nam się szare w swojej codzienności.

piątek, 30 stycznia 2015

piątek 30 stycznia 2015

- Och, jak ja was mam dość! No k... po prostu same debile i chamy! Same mam z wami kłopoty! Ze wszystkimi, a teraz panu się oberwie! Aaaaaa!
- Proszę bardzo, jeśli to pani pomoże to proszę się wykrzyczeć. Ja jestem przyzwyczajony!
- No jak można być takim d.. i ch... ! Aaaaaa! Od dziesiątej powinnam być w sklepie a ten poszedł z psem i zniknął, Zabrał k... klucze do samochodu i ma to w d... ! Aż drzwi skopałam, a panu zaraz pogryzę zagłówki.
- Dobrze, niech pani gryzie, chociaż szkoda zębów.
- No faceci to kompletne świnie!
- Nie mogę się nie zgodzić.
- A te drzwi to tylko właściwie zamknęłam mocniej. Aż trzasnęły na korytarzu. Ale chyba pomogło bo zaczął w końcu pudła po remoncie wynosić do piwnicy! Po miesiącu!  No ale wk.. jestem kompletnie. Jakby nie było tak zimno to bym skuterem pojechała!
- Fajnie, też lubię skuterki!
- Bo to wszędzie się mieści i jak już człowiek się przyzwyczai do tego, że nic go nie chroni to naprawdę można przyjemnie się przemieszczać.
- Właśnie.
- A właśnie myśleliśmy o kupnie choppera, Bo teraz mamy taką Hondę Shadow 125 cm. Że nie potrzeba nawet prawka na motocykl, ale naprawdę to podoba mi się Harley V-ROD, tylko nie matowy.
- A wiem jak wygląda, śliczna zabawka.
- No to jak tylko zrobimy prawka na motocykle to kupujemy z moim Piotrusiem!
I tak to miłość do motoryzacji okazała się niezłą terapią dla związku.
Ale przyznaję tego Harleya też bym kupił, bo jest absolutnie piękny :)



czwartek 29 stycznia 2015

- Kapować nie wolno - powiedział mój młody pasażer.
- Fakt. To brzydko donosić, z tym, że teraz wszyscy kapują na wszystkich, takie spsienie obyczajów.
- A ja myślałem, że kiedyś to bardziej.
- Nie, teraz ludzie piszą skargi o byle co. A jak tego im mało, to idą do sądu z tym byle czym. Tacy pieniacze procesowi. Niektórzy to mają nawet własne szafy w sądach.
- No, ja to mam takiego sąsiada, wie pan, były pies. Tyle, że ma żółte papiery. Ten też taki. Donosi na wszystkich i od razu wali do sądu. No i kiedyś zawalił takie coś do sprawdzania kasy. Z ultrafioletem. Więc ochroniarze z tego sklepu wyszli i mu wp..., bo policji nie było co wzywać do takiego czegoś. No i co? Gość polazł do domu i zadzwonił na komisariat, że to ja go tak urządziłem. Przyjechali, skuli mnie i na komisariat. No, żeby nie dzielnicowy, co mnie znał przecież, to nie wiem. A tak, przyszedł dzielnicowy i mówi, że to nie ja i żeby mnie puścili. I teraz ten gość na schodach mnie zaczepia i mówi czemu ja mu dzień dobry nie mówię! No!
- To było powiedzieć że pan go nie lubi i dlatego.
- No właśnie tak mniej więcej powiedziałem! He, he!

środa, 28 stycznia 2015

środa 28 stycznia 2014

- Poproszę na P.
- Dobrze, ale chciałem tylko uprzedzić, że skrzyżowanie na Pagi jest kompletnie zakorkowane, więc jeśli chce pani szybciej dojechać, musimy pojechać inną trasą.
- To niech pan jedzie, byle szybciej.
Po chwili jazdy trasą, która według mnie oraz elektronicznych zabawek była najkrótsza, moja pasażerka zaczęła fukać
- A dlaczego pan nie skręca w aleje? Mój zięć zawsze jeździ tamtędy, więc tak jest najkrócej!
- Obawiam się, że nie. Oczywiście jeśli pani sobie życzy możemy jeszcze skręcić, wydaje mi się jednak, że jadąc Głęboką będziemy szybciej i będzie krócej.
- Ale tam jest krócej. I mój znajomy taksówkarz też tędy jeździ!
- No to może zróbmy eksperyment. Ja pani policzę tyle ile zwykle pani płaci, nawet jak taksometr wybije więcej, a spróbujemy pojechać tą trasą i przekonamy się kto ma rację :) To zwykle, jak pani jeździła taksówką, ile wynosiła opłata ?
- No, tak ze 25  - 26 złotych.
- Ok. Znaczy, że tyle będzie i tym razem i ani grosza więcej!
- No dobrze, to niech pan już jedzie tą swoją trasą.
Resztę drogi spędziłem słuchając mojej pasażerki, która opowiadała o rodzinie, wnukach i ogólnie o sprawach życiowych.
- No i jesteśmy.
- I ile wyszło ?
- 23.95.
- Oj, no i miał pan rację.
- Dziękuję. Ale wie pani, te trasy są prawie identyczne, tyle. że przez aleje jest  prosto, więc wydaje się szybciej, za to więcej świateł na których można postać i dlatego jest trochę drożej :)  

wtorek 27 stycznia 2015

-  Na KUL proszę.
- A pani na wykłady czy wykładać?
- Zajęcia ze studentami mam. Nawet nie wie pan jakie to stresujące. A z każdym rokiem bardziej! Nie dość, że studentów coraz mniej, to i coraz bardziej się robią niemożliwi. Proszę sobie tylko wyobrazić, że spora część studentów pierwszego roku, na kierunku humanistycznym, nie potrafi prawie pisać ani w większości, czytać ze zrozumieniem. No bo przecież są dyslektykami i dysgrafikami.
- Za moich czasów szkolnych, niestety były to choroby nieznane.
- Ale wie pan, dyslektyk czy dysgrafik nie powinien raczej brać się za kierunki filologiczne. Tyle, że często dysgrafia zdiagnozowana w języku polskim, na przykład w angielskim czy niemieckim u tej osoby nie występuje.
- Bo nasza ortografia jest tak trudna, że w porównaniu z nią pisownia angielska czy niemiecka to pestka!
- Ale to jeszcze nic. Większość ma w dodatku stosunek roszczeniowy do wszystkich i wszystkiego. Bo przecież ON STUDENT, łaskawie zgodził się studiować ten kierunek i na tej uczelni. A o studenta teraz coraz ciężej, więc skoro STUDENT jest towarem coraz bardziej deficytowym, to przecież ON powinien dyktować tu warunki. I tak to właśnie jest. Nawet na studiach dziennych spotykam się coraz częściej z takim myśleniem u studentów.
- No proszę. A ja myślałem, że byliśmy marnymi studentami z powodu lenistwa i nadużywania napojów wyskokowych.
- A, pod tym względem nic się nie zmieniło. :)

Reasumując rozmowę z bardzo miłą panią, przypomniałem sobie pewien skecz kabaretu SMILE (zresztą też z Lublina!)  - jak się okazuje coraz bardziej bliski prawdy :


niedziela, 25 stycznia 2015

sobota 24 stycznia 2015

Pod jedną z knajp wsiadły dwie pary,
- Niech pan jedzie za tą taksówką! - zakomenderował pasażer siedzący obok mnie.
- Nie ma sprawy.
- Pewnie, zawsze chciał pan to usłyszeć! "Jedziemy za tym samochodem!"- drugi pasażer najwyraźniej był tym dowcipniejszym.
- Zdziwiłby się pan, jak często to się zdarza.
- Serio?
- Zawsze jak większe towarzystwo zamawia kilka taksówek w to samo miejsce :)
- He, he, to jeszcze staniemy po jakiś alkohol!
- Ale jak ich zgubimy to wiedzą państwo gdzie jechać?
- Pewnie! Na S. !
- To gdzie my właściwie jedziemy? Do Kaśki? - dopytywała się jedna z pań.
- Tak do Kaśki. Wszyscy tam jadą to i my jedziemy!
- A ten taki mały też będzie? Jak mu.. Piorek?
- Pewnie, a co cię to zresztą ten karakan ?  Ewka też będzie!
- Która Ewka?
- No ta, w takiej sukni bez pleców. He, he,  - wyjaśnił małżonek najwyraźniej zachwycony kreacją nieznanej mi koleżanki.
- No i stanika nie miała - dodał siedzący obok z ożywieniem.
- No i co ? - panie były najwyraźniej niezadowolone ze spostrzegawczości swoich mężów.- Przecież na ostatniej imprezie też była w tej samej sukni! Jakby nie miała co na siebie włożyć!
- No i też była bez stanika! - pogrążył się zupełnie jeden z panów. 

piątek, 23 stycznia 2015

czwartek 22 stycznia 2015

Przez te kilka dni wszystko przewijało się jak w kalejdoskopie. Mało rzeczy zaskakuje i mało wzrusza. Czasami tak bywa. Codzienność i szarość. Ale są wyjątki, które wracają wiarę w człowieka.
Na I.  wsiadła starsza pani
- Do centrum poproszę, trasą żeby było szybciej, bo i tak jestem już spóźniona
Miała bardzo miły głos, taki ciepły i miękki z doskonałą dykcją.
- Czasami to jest w tonie spóźnić się, szczególnie dla kobiety - takie wielkie wejście.
- Wie pan, w moim wieku to już nie ma wielkich wejść, kiedyś tak, miałam takie, teraz to już mogę mieć tylko wielkie wyjście - uśmiechnęła się moja pasażerka
- Na to, chyba nigdy za późno, szczególnie w wypadku pań.
- To możliwe, nadal jeszcze zapowiadam koncerty, piszę i staram się pracować, ale wie pan, jestem coraz słabsza a kilka lat temu umarł mój mąż i od tamtej pory nic nie jest już takie samo. To był bardzo przystojny mężczyzna i wie pan, to ja zawsze byłam ta słabsza i narzekałam na zdrowie, a on nigdy się nie skarżył i zawsze był dla mnie, kiedy go potrzebowałam.  I do końca pracował, nawet w szpitalu. Kiedy wrócił do domu, wiedzieliśmy że to już koniec, cała rodzina zebrała się i wspólnie modliła, odprawiała nabożeństwa. A ja jestem gorliwą katoliczką, tylko wtedy, wyprosiłam ich wszystkich, Włączyłam naszą ulubioną piosenkę, taka francuską, "Pada śnieg" i wspominaliśmy jak chodziliśmy na ślizgawkę do Parku Saskiego. I tak umarł, na moich rękach. Pan pewnie, będzie zgorszony.. ale tak było właściwie.
- Nie, nie będę... dziękuję...
Nie wiedziałem co powiedzieć, czasem słowa są trywialne i niepotrzebne.