Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taxi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taxi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

Człowiek człowiekowi

- K.... mówię panu, ale mam dziś dzień zaj......
- Co się stało?
- Odwoziłem brata i wypadł mi telefon na jezdnię, zanim się obejrzałem to mi k.... dwie ciężarówki po nim przejechały. Tylko część obudowy została bo metalowa. A resztę w woreczku...
- No to pech....
- A jadę właśnie na "dwójkę" zeznawać. To ja panu powiem jak było k... ! Miałem taki sklep ... i mi go okradli, sprzęt, dwa tysiaki, telefon i takie tam bzdury. I kto? A znajomi. To ja z ch... k.... piłem, jeszcze ch.... dałem na święta kasę, żeby miał co żreć! A ten mi w nocy dziurę wyp... w ścianie i wyniósł co mógł! Jego żona mi powiedziała, że to on. A policja się pyta jakie straty i tak dalej, To powiedziałem, że nic się nie stało. Bo wolę sam to załatwić. Bo co?  I tak już ch... siedzi z tym drugim, to co ja mam zrobić, dodać mu parę latek? Po ch... jak wyjdzie to ja sam to załatwię. A jeszcze się w pierdlu sfrajerzył. To znaczy, że no, wie pan, nie grypsuje.
- Wiem.
-  Poczekam aż wyjdzie. Ale nie zabiję sk...syna. Bo jak? Świnię zabiję a pójdę siedzieć za człowieka!  A wie pan co jescze? To taki ch.. zryty, że fanty chciał upłynnić mojemu wspólnikowi! No weź... k... jakim trzeba być poj.... ch....!
- Fakt.

Jak widać od czasów rzymskich homo homini lupus est. Chociaż wilkom nie ma co ubliżać. Zwierzęta w odróżnieniu od ludzi postępują zgodnie z nakazami instynktu. Nie są okrutne ani niemoralne. To tylko człowiek, w swoim poczuciu wyższości nad zwierzętami potrafi być nieludzko bestialski. I to zarówno wobec zwierząt jak i przedstawicieli swojego własnego gatunku. A więc może jednak człowiek człowiekowi człowiekiem jest i to wszystko tłumaczy!



niedziela, 5 lutego 2017

sobota 04.02.2017

To już drugi kurs pod ten sam blok, drzwi otwierają się i na przednie siedzenie wsiada młoda brunetka, z włosami do ramion i zalewa mnie potokiem słów  - po rosyjsku, jednocześnie rozmawiając z kimś przez telefon.

- Cześć, dawaj na S. ale tak wiesz, k.... szybko kolego,... Taa, no jestem już w taksówce i jedziemy szybko do was!....  Dawaj gazu, bo mam ochotę na imprezę i ch... i wypiłam tyle że k.... sama nie wiem ile!.... No mówiłam, za 10 minut jestem k..., nie p.... już jadę! ... I wiesz, nie mam już żadnej fajki.... wszystko wypaliłam...  a ogólnie to ja jestem z Rosji i przyjechałam się zabawić, i zmienię stację? mogę? bo ta muzyka to ch....nia jakaś. O ta. może być ... lepiej, ale jeszcze nie to! Zaśpiewam ci dobra?

Tu następuje recital piosenek a'la disco polo po rosyjsku w wykonaniu mojej pasażerki w dodatku z układem choreograficznym na jaki pozwala miejsce.

-  Łoooo, Ale sobie pośpiewałam, to jeszcze się psiknę. Chcesz perfumy?

- Nie dzięki to damskie

- No to co ? Jak Ci się podobają?

- Nie bardzo. Jestem facetem!

- Ale teraz będziesz ładnie pachniał! Fajnie co? A dasz mi jakiś prezent? No ?

-  Ja nie sklep z pamiątkami tylko taxi!

- Oj ale jesteś, jakiś prezent pewnie i tak masz :) To daj mi będzie mi miło.

- Wiesz co jak chcesz to dam ci fajki. Ja i tak rzucam, a zostało jeszcze ze trzy.

- Serio? Gość jesteś! To jak będę wracała to też poproszę o ciebie. O tu się zatrzymaj! No bo nie chcę chodzić daleko. Dobra? I jeszcze tylko założę okulary? Będę chodziła w okularach przeciwsłonecznych w nocy. Nieźle nie? Trzymaj się! Cześć!

- Cześć. Baw się dobrze. :)



Dzięki Bogu za lekcje rosyjskiego w szkole. I za mój ulubiony zespół Leningrad. Przynajmniej rozumiałem piąte przez dziesiąte co do mnie mówi moja pasażerka z ADHD w znacznie nowocześniejszej wersji języka Puszkina i Dostojewskiego. I "Sznura" :)



sobota, 4 lutego 2017

środa 01.02.2017

Chodniki i osiedlowe alejki pokrywała warstwa lodu. Przejście kilku metrów wymagało kaskaderskich wyczynów i poczucia równowagi godnego linoskoczka.
Podjechałem na T. do połowy parkingu. Parking był dość pochyły i przyznaję, że nie było to łatwe bo koła ślizgały się w miejscu pomimo zimowych opon. Lód to lód!
Z wieżowca wyszła kobieta i pomachała mi ręką powoli drepcząc po chodniku. Odmachałem jej i opuściłem szybę.
- Niech pan nie wjeżdża dalej! - krzyknęła - Już idę!
Kołysząc się jak pingwin, doszła do krawężnika i przystanęła na chwilę  zastanawiając się jak dostać się na dół. Wreszcie zeskoczyła na asfalt parkingu i korzystając z rozpędu i prawie całkowitego braku tarcia sunęła w stronę mojego samochodu balansując rękami. W końcu zatrzymała się na masce i opierając się o samochód dotarła do drzwi.
- Łiiii, ale jazda! Jak na lodowisku! - wyraźnie ucieszona, wpakowała się na tylną kanapę - a jak my stąd teraz wyjedziemy?
- Może jakoś damy radę. Ostatecznie najwyżej zsuniemy się jak na sankach.    

sobota 28.01.2017

Prawie nad ranem podjechałem pod samą klatkę na D.  Pasażerka wsiadła i przesunęła się na miejsce za moim fotelem robiąc miejsce mężowi, który stękając niemiłosiernie i jęcząc zwalił się na fotel.
- Długo pan czekał? 
- Nie, jakieś 5 minut chyba, zresztą ruchu już nie ma więc nie pali się nigdzie. 
- No bo ja trochę niedysponowany dzisiaj i tak długo po schodach było. 
- A co się stało? 
- A głupi jest i tyle - syknęła żona - i nie chce iść do lekarza. 
- Oj, ty jesteś głupia i nie zawracaj d..y! Jak jutro będzie mnie bolało to pójdę w poniedziałek do lekarza. Bo wie pan tak jakoś się poślizgnąłem na lodzie przed domem i upadłem i teraz mnie żebra bolą jak się ruszam, albo oddycham.
- No to może być poważnie. 
- Właśnie, niech mu pan coś powie! Faceci! Dopiero jak umiera to do lekarza pójdzie. 
- Pójdę, Po akt zgonu! Durna babo! 
- Hmm.. ja to jestem raczej osoba trzecia- wtrąciłem nieśmiało - ale na pana miejscu bym poszedł na dyżur i chociaż to prześwietlił. Jak ma pan złamane żebra to może być groźnie,  złamana kość jeszcze się przemieści i ma pan przebite płuco a to już dość nieprzyjemne. 
- Właśnie! Słyszysz ośle? To niech pan jedzie na dyżur na Grenadierów! 
- Trochę mnie pan przestraszył, no. Ale teraz jedziemy do domu, położę się i najwyżej jutro jak mi nie przejdzie to pojadę! 
- No i masz... uparty bałwan! 
Właściwie to rozumiałem go jak najbardziej, też mam fobię dotyczącą białych fartuchów i ogólnie szpitali. Dopiero jak mnie dowożą karetką na sygnale to uważam, że to dość poważne żeby zajrzeć do szpitala. Mam jednak nadzieję, że mój pasażer ma się dobrze i na strachu i siniaku się skończyło.  

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Targ

Noc, Przed Bramą Krakowską czeka kolejka taksówek. Czekają na pasażerów wracających ze Starego Miasta. Od 23 do 5 nad ranem. Od kursu - czasem dość dobrego, bo często nawet za miasto dzieli taksiarza tylko metalowy łańcuch rozpięty między takimiż słupkami i wola ewentualnego pasażera. Stoją wszyscy -  "słupy" i wszelkiej maści radio taxi, oraz ich podróbki, bo i takie się zdarzają. 
Nasz klient, nasz pan! Do wyboru, do koloru! Jedziesz czym chcesz, z kim chcesz i za ile chcesz. 
No może to ostatnie to bez przesady. Przypomina to nieco targ koński - oglądamy zęby i kopyta, sprawdzamy czy wytrzymały i wygodny, a potem pytamy o cenę. Ceny są różne, więc wybierać też trzeba umieć. Targować się czasem też! 
Lekko chwiejnym krokiem podchodzi facet we flauszowym płaszczu i wsiada do pierwszej taksówki na postoju. Jest mu wszystko jedno  - byle szybko i na miejsce. 
Dwóch hipsterów przechodzi taksując wzrokiem pojazdy i kierowców, a w końcu wsiadają do eko-taxi. Do przewidzenia.    
Dwóch chłopaków w bejsbolówkach chodzi od jednego auta do drugiego z pytaniem: "Panie a za dwie dychy, to do Świdnika da radę." Znam odpowiedź  Zostaje im czekanie na nocny autobus. 
Gość w ortalionowej kurteczce już trzeci raz przechodzi wzdłuż krawężnika. W końcu wraca pod Bramę, wyciąga telefon i zamawia taksówkę. Podjeżdża po niego chłopak, który stał za mną z innego radio taxi. Można i tak. 
Chłopak z dziewczyną idą powoli wzdłuż rzędu pojazdów i oglądają cenniki naklejone na szybach taksówek. Pochylają się ponad łańcuchem i czytają, Jak na tabelkę gdzie w sumie jest może ze 6 pozycji czytają dość długo, tak z pięć minut na każdą. Najpierw jedno radio taxi, (z tego co wiem ceny mamy wszyscy porównywalne)  potem "słup"  (cena czasem i kilkukrotnie większa) potem drugie radio taxi i w końcu wsiadają do "słupa".  Ich wybór to nie moja sprawa a kolega "słup", też niech sobie zarobi. 
 W końcu i ja znalazłem swojego "nabywcę"  - brodaty chłopak w okrągłych okularach otwiera drzwi z przodu i pada zwyczajowe pytanie 
- A na P. to za ile mnie pan zawiezie? 
- To nie tak daleko o tej porze to będzie może z 15 złotych. 
-  Dobra to mogę z przodu? 
- Proszę.
Wyszło niecałe 14.
- Da mi pan swój telefon? 
- Dam panu telefon na centralę 
- Dobra to ja będę po was dzwonił.  Bo wczoraj jechałem tu spod Bramy za 40 złotych! A pan mi tu 14 teraz.. Cholera, trochę przepłaciłem
- Pewnie jechał pan droższą taksówką. 
Pasażer zniknął w ciemnym zaułku a ja wróciłem na targ, może jeszcze coś się tej nocy zarobi. 
 




poniedziałek, 25 lipca 2016

piątek 23.07.2016

- To jak panie kierowniku? Na G. to ile będzie?
- Jakieś 25 złotych.
- Zajefajnie, to jedziemy! A ja podzwonię (...) No Banan gdzie ty k... jesteś? Jak to w domu? To jedziemy na G do ciebie ciulu, a ty w domu? K... mać debil! (,,,) Cze ziom. Jesteś na G? Co k.. nie? To po ch... my tam jedziemy z Krzyśkiem? Jak gdzie jestem w taksie jestem! (...) Krzychu.. oni wszyscy dali d... no i po co my tam jedziemy?
- A to gdzie jedzzzziemy?
- No teraz to k... nie mam bladego pojęcia... a może do ciebie? Da radę u ciebie?
- Nooo... u mniee to zawsze da radę ziomuś!
- Eee.. to panie kierowniku... z powrotem tam gdzie zaczęliśmy, dobra ?
- Dobra...
- To sobie pojeździliśmy :)
- No.. a kto bogatemu zabroni, taksą całe 100 metrów do domu, przez pół miasta jechać :D

czwartek, 21 lipca 2016

Taxi driver - na nowo odkryty

W weekend dwóch gówniarzy pocięło kolegę nożem. Dla nawigacji i tableta. W sumie więc za góra 200 złotych. Lekka psychoza. A ja obejrzałem sobie Taksówkarza. Tak dla przypomnienia. Bo dawno to oglądałem. Teraz pracując jako nocny taksówkarz spojrzałem na to nieco inaczej.
Faktycznie w samochodzie nocą, każdy jest samotny, każdy jest zdany na siebie i swoje pieskie szczęście. Dla pasażera jesteśmy nikim, kimś nie zauważanym prawie i nieobecnym, przy którym można uprawiać seks, mówić o tym czego nie opowie się w domu, czy kolegom albo spać.
Nocą ulice miasta są inne, z bram i cieni wychodzą strachy, alkohol odbiera czasem resztki człowieczeństwa i rozsądku. W nas samych też coś się zmienia. I to niekoniecznie na lepsze.
Ten wypadek weekendowy przypomniał mi jeszcze raz, że wyjeżdżając co noc ryzykuję. Nie myślę o tym , nie boję się, ale gdzieś w podświadomości wiem, że mogę być następny.
No nic. koniec rozmyślań, czas szykować się do pracy.


poniedziałek, 9 maja 2016

sobota 07 maja 2016

Pozory mylą. Czasami bardzo. Dwie bardzo ładne, filigranowe dziewczyny brunetka i blondynka usadowiły się na tylnej kanapie. W samochodzie roztoczył się bardzo miły zapach niezłych perfum a brunetka po podaniu adresu znanego klubu -głos też miała bardzo miły - zaczęła opowiadać koleżance o swoich planach na przyszły tydzień
- To co? Jedziesz ze mną do Dubienki?
- A chłopaki jadą?
- Nie, chyba nie, to mięczaki. Żaden z nich pożytek. Będą tylko marudzili i co najwyżej chlali wódę.
- Oj, to ja chyba też nie pojadę.
- Jak chcesz. Ja tam jadę i tak. Nawet sama. Wejdę na ambonę i sobie posiedzę przez noc czy dwie.
- No. nie wiem...
- Ostatnio takiego wielkiego kabana ustrzeliłam, Mówię ci jaka sztuka! I to prawie o samym świcie!
Spojrzałem w lusterko - duże czarne oczy, mały nosek, regularne, delikatne rysy twarzy i zmysłowe usta. Cholera, pomyślałem - niezły kamuflaż -Ślicznotka okazuje się być bezwzględnym mordercą, czyhającym na ofiarę ze sztucerem w swoich delikatnych dłoniach. Ciekawe jak tej nocy wyszło jej polowanie. Zaczynałem współczuć ofierze... Chociaż może niepotrzebnie?

niedziela, 17 kwietnia 2016

piątek 15,04,2016

W radiu słuchałem sobie audycji o nowej grupie wsparcia - Anonimowi Dłużnicy. To trochę jak Anonimowi Alkoholicy czy Seksoholicy. Spotkania w rodzaju - Mam na imię Adam i jestem dłużnikiem! - Cześć Adam! Jesteśmy z tobą! Uczestnik tej grupy wypowiadał się na temat tego jak bardzo pomogły mu spotkania w mnie więcej takim stylu
- Teraz jestem świadomy tego że jestem zadłużony z mojej winy a nie winy innych. Zaakceptowałem ten stan, Wiem teraz, że nie potrzebuję aż tyle!
- Czy spotkania spowodowały, że pana dług się zmniejszył?
- No, znaczy, nie. Ale jestem teraz świadomy!
Jak dla mnie super! Drogi Urzędzie Skarbowy ZUS-ie i tak dalej - jestem świadomym dłużnikiem :D i świadomie nie mam kasy na daniny, których ode mnie żądacie :)
Do taksówki wsiadła paniusia z pieskiem typu yorkshire terrier w wersji mini.
- Zabierze nas pan na J. ?
- No pewnie, Zapraszam. Fajny futrzaczek.
- Oj, właśnie wracamy z Funią od fryzjera
Istotnie futrzaczek był ładnie uczesany i przystrzyżony z obowiązkową u tej rasy różową kokardką na łebku.
- Fiuuu, a jeśli można spytać to ile teraz kosztuje taka przyjemność?
- Oj, wie pan, my tu mamy znajomości już, więc 65 złotych.
- A,. no to niemało. jakieś pięć razy tyle co moje :) szczęście że mojego brytana nie trzeba strzyc, bo chyba sam bym go maszynką golił :D  
- No wie pan -  mój piesek jest rodowodowy - prawda, moje Pysiaczki śliczne! Jesteśmy szlachta!
- To wszystko wyjaśnia! Noblesse oblige!
- Co proszę? O już jesteśmy?! To ile wyszło?
- 11,95
-  A czy może pan podjechać tam za rogiem pod lombard? To ja tylko zastawię coś i panu zapłacę.
- No nie ma problemu.
Piesek został ze mną jako zastaw i  przez chwilę patrzyliśmy na siebie ze zrozumieniem kiwając głowami. I to tyle w kwestii świadomego "długoholictwa"!

hrabia Buck von Duppenlitz na szczęście nie potrzebuje fryzjera 


wtorek, 22 marca 2016

Piątek 18.03.2016

- To jak Misiu? Pojedziemy do mnie czy do ciebie?
- Słucham?!
- No, przecież mówię wyraźnie.
- Hmm... wolę do ciebie, a potem ty wysiądziesz a ja sobie pojadę dalej.
- Czemu? Taki jesteś nieśmiały?
- Nie. Raczej nie jestem nieśmiały, Czasem nawet bywam dość asertywny.
- No to bądź teraz!
- Przecież jestem. Jedziemy do ciebie i tam się rozstaniemy.
- Jesteś okrutny, Naprawdę mi się podobasz.
- To nawet miłe, ale wiesz. Nic z tego.
- Nie podobam ci się?
- Szczerze?
- No pewnie, lubię szczerych
- Jestem hetero. :)

(...)

Pasażerem był nieco krępy, niski facet może trochę tylko młodszy ode mnie.
- Taką kobietę spotyka się tylko raz w życiu, wie pan? Za każdym razem kiedy zamykam oczy widzę ją, Widzę jak jej włosy zasłaniają mi cały wszechświat i światło przenika przez tą zasłoną z czystego złota, kiedy pochyla się nade mną, żeby mnie pocałować, Jej zapach - odurzający, dotyk, I w jej oczach można zatracić się kompletnie, Zapomnieć, kim się jest i jak niewiele się znaczy. Wszystko to sprawia, że życie jest sensowne, że chce się żyć, Dla niej, Tak doskonale to pamiętam, Każdą chwilę.
- .... bardzo to poetyckie..
-  I najgorsze jest to, że tak być nie może. I wszystko to jest już przeszłością.
- Dlaczego?
- Bo nie potrafiłem jej dać szczęścia... wystarczy na mnie spojrzeć.
- Eeech.. podobno facet musi być tylko odrobinę piękniejszy od diabła :)
- To nie o wygląd chodzi...
- W takim razie to po prostu brak wiary w siebie samego...
- Może tak....
- Eeech... ale ładnie tak przynajmniej pana posłuchać.

sobota, 21 listopada 2015

7-8 listopada 2015

- Mówisz po angielsku?
- Trochę
- To fajnie... bo my z kolegą chcieliśmy na małe faki-faki... rozumiesz?
- Taa... to wsiadajcie.
- No jedziemy... he, he... tylko szybko bo jesteśmy strasznie ...ee..... rozpaleni..
- Chyba napaleni..
- No, może być.
Ruszyliśmy w stronę najbliższego przybytku, moi pasażerowie w dobrych humorach opowiadali sobie kawały. Tak wypadło, że najbliższy "dom kultury" był nieco na przedmieściach.
- Oj, wywozisz nas gdzieś do lasu a potem zgwałcisz! He he. - mój pasażer z udanym przerażeniem próbował otworzyć drzwi.
- Ja bym na to nie liczył. Nie jesteś kompletnie w moim typie. A może się jednak zdecydujcie. To mają być dziewczynki czy wolicie chłopców?
- Oj nie słuchaj go... mój kolega jest wlany i głupi jak but :D
- Wcale nie jestem głupi! Po prosu mam okropną ochotę na wygłupy!  I oczywiście na faki-faki.
(...)
Na P wsiedli dwaj obcokrajowcy, jeden wyglądający na Hindusa a drugi o raczej dalekowschodniej fizjonomii.
- Fajnie "bratan" że już jesteś, to zawieź nas do Hotelu Europ.
- Dobrze.
- Mogę zapalić? - spytał "Hindus" - strasznie mnie się chce!
- Jeśli nie macie nic przeciwko, wolałbym nie. Będzie potem strasznie jechało w samochodzie a niektórzy nie lubią. Potem będą się skarżyli.
- Insz allah!
- Bismillah! - wyrwało mi się
- Ha! Ty muzułmanin?  Znasz arabski?
- Nie.
- No, dobrze "bratan", ja ciebie szanuję bo ty mnie szanujesz, to nie zapalę. A u siebie jak bym jechał to bym zapalił! A wiesz skąd my jesteśmy?
- Pojęcia nie mam.
- Mój "żółty bratan" on jest z Niemiec a ja jestem z Norwegii I w Norwegii zawsze jak jadę taksówką to palę
- No faktycznie nieco przypominasz nawet Wikinga.
- O to ty wiesz kto jest wiking?
- Trochę tam czytałem..
- Fajnie.. No ale na serio to "żółty bratan" jest z Mongolii. Wiesz? Czyngis-chan
"Zółty bratan" uśmiechnął się i zaczął energicznie kiwać głową.
- A ja jestem z Pakistanu! Wiesz "bratan" gdzie to jest?
- Wiem pomiędzy Afganistanem i Indiami.  
- No i mój ojciec jest tam prezydentem.
- Acha, To ty jesteś taki Prince of Pakistan ? To prawie jak Prince of Persia :D
- No, Jestem! :D To teraz będziesz mój "biały bratan". A jak będziesz w Pakistan to zadzwoń do mnie i ja ci wszystko załatwię!
- Shukran :D
(...)
W nocy słuchałem z niedowierzaniem wiadomości z Paryża. Dziesiątki ofiar, strach na ulicach, terror powodujący wściekłość i bezsilność, wszechogarniająca bezsilność w obliczu nowego rodzaju wojny. Wojny totalnej, "brudnej", w której nie stają na przeciwko siebie żołnierze, ale w której zabijają i giną kobiety i dzieci. Czasy Ryszarda III i Saladyna minęły bezpowrotnie,  A my pogrążamy się, po obu stronach, coraz bardziej, w braku tolerancji dla odmienności i strachu przed nami samymi. Strach ten to największe zwycięstwo terrorystów. A przecież można inaczej. Zarówno według Biblii jak i Koranu.



środa, 4 listopada 2015

Zombie w kombi czyli 31 października 2015

Halloween. Noc w którą według mitologii celtyckiej otwiera się przejście pomiędzy światem zmarłych a światem żywych. Skomercjalizowana do granic możliwości przez naszych kolegów zza oceanu. A więc cukierek albo psikus. Mniejsza z tym, co myślę na ten temat.

Podjechałem na K. Na chodniku stały dwa zombie z jakimiś siatami. Zacząłem przypominać sobie rady Jakuba Wędrowycza jak walczyć z takimi potworami i odruchowo zacząłem szukać w schowku jakiegoś kołka czy chociaż srebra, żeby to to odstraszyć.
- Zombie na mnie czekają?
- Oj tak,  To na S. niech nas pan zawiezie. - powiedział jeden truposz z mocno wschodnim akcentem sadowiąc się za moim fotelem, drugi szczerząc zęby wpakował się z drugiej strony.
- Dobrze, o jakiś bal tam robią dla potworów?
- Oj, prywatka taka.
- Urodziny kolegi, a potem w miasto!
(...)
Zombie wysiadły dzwoniąc butelkami a ich miejsce za chwilę zajął niedźwiadek panda (coś koło 2 metrów wysokości) oraz dwa bliżej nieokreślone stwory ze straszliwą egzemą na twarzach, oraz nieco bełkotliwym głosie..
- A my do centrum tak pod McDonalda! Straszyć jedziemy!
- Widać... sam już chciałem siekierę wyjąc z bagażnika. Bo podobno zombie to trzeba głowę obciąć!
- He, he, he... no niech pan da spokój... My niegroźne potwory, nikogo nie pogryziemy!
- Taa a panda pod ochroną?
- Pewnie! :D
(...)
Pozbywszy się kolejnych zombiaków wziąłem się za lekturę, kiedy tylne drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem.
- Moszszszszna?  zasyczał mój nowy pasażer.
- Chyba tak....
W lusterku zobaczyłem bladą cerę, płaszcz podbity szkarłatem i lekko świecące oczy. Z ust wystawały nieco za długie jak na homo sapiens kly.
- No, ale szanowny potomku Vlada Palownika, kiepski z ciebie wampir...
- Czemu ?
- Bo odbijasz się w lusterku :D
- Buahahahaa..... dobre..... to proszszszę na R... :D
(...)
Cztery zwierzęcopodobne istoty wsiadły  na P.
- A wy za kogo jesteście przebrane? Bo na wilkołaki to nie wyglądacie.
- No co pan, my jesteśmy NIEDŻWIEDZICE :D nie widać?
- Gośka, my to chyba nie dziewice raczej!
- Dupa, Ty to na pewno.. :D
- One to guzik wiedzą. My jesteśmy takie misie przytulaki :)
(...)
Pod jednym z akademików wsiadła czarownica, jeszcze jedno zombie i coś, czego nie potrafiłem sklasyfikować a przypominało szkielet z długą blond fryzurą.
- Dokąd potwory jadą?
- Na S. :)
- A to niedawno wiozłem tam jakieś zombie.. To pewnie ta sama impreza?
- No! :) To koledzy. Takie tam przebieranki.
- Przyznaję, że jak na truposzczaki, wyglądacie i tak o niebo lepiej......
- :) Hi, hi,
(...)
Kolejne pasażerki brałem z N. Wyglądały normalnie. Dwie filigranowe blondynki o ślicznych uśmiechach.
- No i wiesz Kaśka, miałam się przebrać, ale jakoś nie miałam weny.
- Ale coś tam w torbie masz?
- Kostium.
- To w końcu za kogo się przebrałaś?
- A wzięłam fartuch i wylałam na niego pół litra krwi. Będę robiła za szalonego lekarza psychopatę.
- Ekstra! A krew skąd?
- Nie pytaj... musiałabym cię zabić... :D





piątek, 25 września 2015

22 września 2015

Na postoju gość szedł od jednej taksówki do drugiej i co chwila bezradnie rozkładał ręce. W końcu doszedł do mnie i kolegi z którym akurat omawiałem wydarzenia ostatniej nocnej zmiany.
- Mówi tu ktoś po angielsku?
- No ja trochę mówię.
- Dobrze. To można?
- Zapraszam!
-Tylko pójdę po kolegów. OK?
- OK. Poczekam
Podeszli we trzech i usadowli się wygodnie na fotelach.
- He... mercedes... lubię. Taki klasyk?
- No trochę, ja też lubię, chociaż przyznaję że piękny to on nie jest, za to wygodny i prawie niezawodny.
- Oj. Ja też zawsze lubiłem.
Z tyłu koledzy odezwali się po włosku nie bardzo rozumiejąc o czym mówimy. Tylko jeden znał jakiś język więc reszta była zdana na niego. :)
- No dobrze. Pan to zna pewnie takie miejsca, no wie pan... dziewczyny, sex, kasa.
- Znam, taka praca...
- To niech nas pan zawiezie najbliżej.
- Dobrze.
- Ale cenę pan zna? Ile zapłacimy?
- Przykro mi. Nie znam. Jakoś nigdy nie korzystałem z tego typu usług.
- Nie? Czemu?
- Panowie wybaczą, ale nie bardzo rozumiem taką potrzebę.
- Ale pan jest normalny facet?
- Tak zdeklarowanie hetero.
- No, to ja nie rozumiem.
- Widać taka natura.
- Ale, tak jest dobrze, bez uczuć, zaangażowania. Po co takie kłopoty? Czysty układ, płacisz, bierzesz i finito. Potem nie pamiętasz nawet twarzy. Nic więcej. Tak jest prościej.
(...)
Taksówkarz bywa niewidzialny. Nie zwracasz na niego uwagi.  Kiedy potrzebujesz, dzwonisz albo wsiadasz do samochodu stojącego na postoju. Czasem nawet traktujesz go, jakby go nie było w samochodzie, którym podróżujesz.
Przez wnętrze mojego wehikułu przewijają się różne osoby. W różnym wieku i w różnym humorze. Szanuję to. Dlatego nigdy sam nie zaczynam rozmowy. Czasem zdarza się rozmowa o niczym, pogodzie, ostatnim meczu, czasem jadący ze mną człowiek zaczyna mówić o sobie. To jakoś tak samo wychodzi. Wtedy słucham i nic więcej.
Większa część pasażerów, szczególnie tych młodych, pochłonięta jest przesuwaniem palcami po ekranie smartfona, zajęta wiecznie rozmową przez telefon lub zapatrzona w okno. I czasami bez powitania i pożegnania znikają w mroku nocy. Wykonuję usługę, za którą mi płacą, I nic więcej. Tak jest prościej.

poniedziałek, 14 września 2015

9 - 12 września

67 Kongres Towarzystwa Chirurgów Polskich.
Obsługa tak wielkiej imprezy pod względem transportu wymaga świetnej organizacji i dobrego planu. A mimo to przez cały dzień wszystkie taksówki MPT kursowały tam i z powrotem bez chwili odpoczynku. Kursy były nie tylko z kongresu i bezpłatne i płatne i prywatne i służbowe.  A w taksówkach słyszało się i prowadziło rozmowy. Im później w nocy tym weselsze.
(..)
Dworzec PKP.
Pasażer wsiadł na przednie siedzenie przysiadając radio i kasę. Kasa widać jednak mu przeszkadzała bo wyrywając kabel położył ją na desce.
- No poedziemy wreszcie czy nije? - wyraźnie pod wpływem środków anestetycznych podanych doustnie już w trakcie drogi nieco się niecierpliwił.
- Pojedziemy, tylko poczekamy na pana kolegę sekundkę i potwierdzę pana tożsamość jeśli pan łaskaw.
- No przecież mnie szyscy znaiją! Ja estem Piotr X.. A pan mnie nie zna?
- Przykro mi. Niestety nie miałem przyjemności.
- No ... taak. O to ja! Prawda?  To teraz edziemy?
- Za chwilę jeszcze zabierzemy pana kolegę bo jedzie po drodze na Sądową.
- A tak.. dobrze... to poczkam grzecznije..
Drugi pasażer pojawił się prawie natychmiast i spakowawszy bagaże ruszyliśmy. Co obudziło pierwszego.
- Oj, niech pan stanie, Już! Tu! No!
- Dobrze. Co się stało?
- Ja nije mam torby! Dzie moja torba!
- Zdaje mi się że włożyliśmy wszystkie bagaże do bagażnika!
- Ale ja muszę sprawdzić! To najważniejsza torba!
- Dobrze, zapraszam.
Sprawdziliśmy, Oczywiście była na miejscu. Pierwszy już uspokojony zasiadł znowu z przodu i ruszyliśmy dalej. Po chwili wypełnionej przemiłą konwersacją o wyższości chirurgów nad innymi zawodami lekarskimi, zadzwonił telefon
- No... dojeałem! ... Pewnie! Jaede do otelu i spać pójde...... nie... nie ide na mijasto!
Ja? Ja bełkoczę? Ja nie bełkoczę tylko śle syszysz :)
Wysadziliśmy drugiego pasażera a pierwszy dostojnie zasnął na przednim siedzeniu.
- Halo, proszę jesteśmy na miejscu!
- Co? Już? Szybko.
- A już. Pomogę panu z bagażem
- To ile place?
- Jak dla pana to nic! :)
- Miły pan taki. To dziękuję.
- Proszę bardzo i życzę miłego odpoczynku :)
- Akiego odpoczynku, na mijasto czeba iść :)
(...)
- Dzień dobry, to do E a potem do M i na końcu F,
- Proszę bardzo.
Moi pasażerowie komentowali właśnie wydarzenia kongresowe.
- No i fajnie tu jest. Bo trochę na uboczu, A jakby tak było przy samej starówce, to nikt by nie siedział na miejscu tylko a to na kawę, a to na obiad albo na wódkę i wszyscy by się rozeszli
- Fakt. A wykłady naprawdę ciekawe i na poziomie.
- Oczywiście, same autorytety.
- Ty a u nas na wykładzie, to taka cisza nagle zapadła a tu z drugiej sali takie odgłosy słychać było
-Jakie?
- No takie, wiecie, he he.. jakby ktoś tam ... no .... teges!
- Gadasz?
- Serio. Ciekawe o czym był wykład. Grunt że jak skończyli to wszyscy brawo bili! I oni i my!
- To się musiał gość sprawić dobrze!
(...)
- To do G a potem M. prosimy.
- Proszę bardzo.
- Ależ się to wasze miasto zmieniło
- Fakt odrobinę, Jest bezpieczniej i ładniej. Chociaż jeszcze sporo do roboty.
Jeden z pasażerów wtrącił się po angielsku
- O czym rozmawiacie? Bo nic nie rozumiem i mi smutno.
Przeszliśmy więc na angielski i po wymianie konwenansów przeszliśmy na ty.
- A gadamy o Lublinie, że się zmienia na lepsze.
- Faktycznie, bardzo ładne miasto. I takie kameralne, bardziej chyba mi się podoba niż Kraków. Chociaż jestem tu pierwszy raz. A w Krakowie bywałem. Bo ostatnio tak latam pomiędzy Birmingham i Krakowem.
- No to masz porównanie.
- A w sumie to i zabytków tutaj trochę jest. Szkoda tylko, że tak mało reklamy.
- Faktycznie mamy tu sporo ciekawych zabytków, jutro jak będziecie na zamku to koniecznie idźcie to kaplicy Świętej Trójcy. Freski są unikatowe na skalę Europy! No i warto przyjechać obejrzeć okolicę - Zamość, Roztocze.
- O proszę. To widzę mądry taksiarz z ciebie
- Nie mądry tylko wyedukowany :)
- He, he - fakt. Ale i tak mówię Ci powinniście inwestować w reklamę.  Przynajmniej u was można się dogadać. I kobiety piękne :) Wiem co mówię. Rok temu się ożeniłem z Polką, tylko języka nie mogę się nauczyć. Wymowa okropnie trudna. :)
(...)
- Na Akropol proszę!
- Do Grecji to trochę daleko :)
- He, he, nie.. do hotelu, widzę humorek dopisuje nad ranem :)
- A dopisuje, zaraz kończę pracę.
- O, proszę, a my zabawę..
- To widzę, że już prawie niedobitki zostały.
- No fakt. Tyle, że wie pan. Fajna impreza w sumie i towarzysko i merytorycznie, tylko taki zjazd samców. Brak jakiegoś kobiecego towarzystwa. :)
- Eee tam, widziałem, że jakieś koleżanki też przyjechały i to nawet całkiem do rzeczy.
- Panie! Na Boga! To nie kobiety, to chirurdzy! Brak im tego pierwiastka kobiecego. To bardziej koledzy z pracy. O czym tu rozmawiać na imprezie? O resekcji odbytnicy? Toż to aseksualne kompletnie. :)
- Fakt.  
(...)
- Oj, niech idą na to piwo, a ja proszę pana wrócę do hotelu. Na jutro muszę przygotować materiały na odczyt. I mam trochę roboty
-  To rzeczywiście. A jutro też jest dzień i zdąży pan jeszcze nadrobić towarzysko
- Bo to ważne jest na takich spotkaniach. W tym fachu większość spraw załatwia się właśnie tak towarzysko. Inaczej nie dałoby się zrobić nic na szybko, gdyby było to sformalizowane i zbiurokratyzowane. Jak mam problem to dzwonię do znajomego ze Stanów albo z Australii i jakieś wyjście uzgadniamy, bo oni mają doświadczenie a ja pierwszy raz taki przypadek. Albo odwrotnie. Jakby w to wplątać drogę oficjalną to pacjent by zszedł zanim by podjęli decyzję.
- Faktycznie. Biurokracja rzecz okropna.
- A w przyszłym roku u nas w Krakowie będzie podobny zjazd. Powiem panu, że ciężko już uczestników zaskoczyć, organizatorzy poprzeczkę wysoko stawiają, a to aktorzy, a to politycy zaproszenie, największe sławy mają wykłady. To żeby Warszawce było głupio, puściliśmy plotkę że papież Franciszek przyjedzie na kongres. W 2016 i tak Dni Młodzieży w Krakowie, więc zostanie i nasz kongres :)
- I co? Łyknęli?
- Pewnie. Już miałem kilka telefonów czy to prawda, że będzie Franciszek. :) I odpowiadam ze spokojem, że jak najbardziej. A poza tym przyjedzie Duda, bo przecież jest z Krakowa i będzie spotkanie na szczycie :)  
(...)
- Dobrze, że już pan jest. Poproszę na zamek. jak najbliżej, bo ja nie jestem z Lublina i nawet nie wiem, gdzie to jest. A muszę zająć się gośćmi.
- Dobrze, już jedziemy, To pani pracuje na Kongresie.
- Tak, niech mi pan wierzy, mam już dość, dwa i pół tysiąca ludzi, chodzących tam i siam, marudzących czasami okropnie i mających tysiące kaprysów. Na przykład - "a te smycze to tylko niebieskie pani ma? - Tak, tylko - A ja bym chciała czerwoną! bo będzie mi pasowała bardziej do torebki! - Ale nie ma czerwonych, są tylko niebieskie - Proszę niech mi pani załatwi czerwoną!"
- No to rzeczywiście, zabawnie.
- Ogólnie fajnie i miłe doświadczenia. Ale mówię panu, już nie mam siły biegać po tych salach i przyjęciach
- Oj to już prawie koniec. I my jesteśmy na miejscu. Lubelska La Scala :)
- Co?!
- No .... schody na zamek :)
- Fajnie. Do widzenia :) Może wrócę z panem?
- Będzie mi miło, chociaż mogę być akurat na drugim końcu miasta :
- To miłej pracy i do zobaczenia! :)
(...)
- To po kongresie?
- Tak. ale panowie chyba nieźle zarobili na tym całym zamieszaniu ? :
- No tak, utarg był taki jak w weekendy a nawet lepszy jak ktoś jeździł przez 12 godzin.
- Oj się działo. My też już zmęczeni. jeszcze tylko posprzątać i wywieźć te wszystkie graty z Targów i koniec.  
- Wyobrażam sobie, to naprawdę ogromne logistyczne wyzwanie.
- Ma pan rację.
- Ale na pocieszenie powiem panu, że uczestnicy chwalili sobie organizację i miejsce. Czyli podobało się.
- Bardzo mnie to cieszy.
- No i promocja dla miasta niezła. Goście z całego świata. Fajny sposób na reklamę.
- A wie pan ile miasto dorzuciło dotacji do organizacji tego kongresu?
- Nie mam pojęcia, ale chyba sporo.
- No i tu się pan myli. Nic. Kompletnie, Null. Powiedzieli, że nie mają tego ujętego w budżecie. A już dwa lata temu było wiadomo że będzie taka impreza.
- To trochę słabo. Można było przy tym ugrać trochę reklamy i promocji miasta za niewielką kwotę.
- Mhm, Ale tak to już jest.
- Bywa.




wtorek, 11 sierpnia 2015

7-9 sierpnia

Noc była spokojna, pasażerowie mili i rozmowni. Było tylko gorąco, jak w łaźni.
- Pan to pewnie widział już takie rzeczy, że głowa mała. Co tu na tym siedzeniu się wyprawiało nie?
- No jakoś tak nie. Nic takiego, wszyscy grzeczni i moralnie poprawni. Tak, że jakby chciała pani poświecić ultrafioletem, to chyba nic się nie znajdzie.
- Dobra. ale pan ściemnia. :) Pewnie sam pan już niejeden raz korzystał.
- Hmm.. ok... niech fantazja będzie górą - uśmiechnąłem się porozumiewawczo do mojej pasażerki.
Te stereotypy....
(...)
Jakąś godzinę później.
Chłopak i dziewczyna odkleili się od siebie z wielką niechęcią. Niestety reflektory mojego samochodu przerwały im słodkie tete a tete w śródmiejskim zaułku.
- No idziesz miśku? Chodź, taksówka czeka.
- Dobra, dobra, już idę.
- Dzień dobry panu. To poprosimy na P.
- Ale przez K. - dodał chłopak - bo muszę jeszcze zajść po wódę.
- Dobrze.
- Para zajęła się sobą a ja słuchaniem radia
...
- No i widzisz co narobiłaś, wsiadałem miałem rozpięty rozporek, ledwo zapiąłem i znowu mam rozpięty..
- Hi, hi,, no i co?
- Nic...
- Acha...
Po chwili z tylnej kanapy dobiegły mnie odgłosy przypominające spożywanie świeżych ostryg i to w dość dużym pośpiechu. W sumie nie mam nic przeciwko ostrygom. Chociaż koniecznie muszą być świeże. Uśmiechnąłem się pod nosem do moich kulinarnych wspomnień i podkręciłem radio. Akurat Freddie Mercury śpiewał -  "Show must go on!"


wtorek, 28 lipca 2015

24 - 26 lipca

Miasto opanowali Sztukmistrze. Z jakiś tam szacunkowych wyliczeń ponad 120 tysięcy ludzi przewinęło się przez wszystkie przygotowane atrakcje. A życie za kierownicą taksówki wróciło do powakacyjnej normy. 
(...)
Rozmowa dwóch miłych dziewczyn 
- Ale z nas są rury głupie, wybrałyśmy się na zakupy i miał być taki szał, że jej. Ciuchy kosmetyki i takie tam. A co kupiłyśmy? Selerek, brokuły i cebula! Porażka
- Bo my już stare d.. jesteśmy. 
- Fakt. Do bani takie zakupy. Ale ja i tak muszę sobie sprawić nowego lapa. 
- A co ze starym? 
- Jak rozmawiałam godzinami z tym Krzyśkiem, tym debilem, to spalił mi się na kolanach. Myślałem, że macbooki tak łatwo nie padają. Serwis stwierdził że nie do uratowania. W dodatku ten palant wcale nie był wart takiej ofiary. Szkoda tylko sprzętu było.....
(...)
- Kurczę, ma pan może nożyczki? 
- Przykro mi, Niestety nożyczek nie mam, a scyzoryk, może być? 
- To bardzo poproszę, Metki nie odcięłam od sukienki i mi przeszkadza. 
- Proszę bardzo! 
- No i nic z tego. Strasznie tępy ten pana scyzoryk, metki nie przetnie :) 
- Jak i jego właściciel :) 
(...)
- Mój syn to cały czas na kompie siedzi i tych jutuberów ogląda. 
- Oj, mamo! Dżizys, Youtuberów nie jutuberów! - zaperzyła się latorośl. 
- Jakieś takie kanały o wieśniakach czy coś. Drzwi zamknie do pokoju i cały czas w słuchawkach, żeby nie było wiadomo co ogląda. A jak wchodzę do pokoju to od razu zamyka lapa i mówi "No, idź stąd!Nie przeszkadzaj!" 
- Jakbym słyszał moją córę. :) 
- To ja, jak byłam w szkole to klęczałam na grochu w kozie ze dwie godziny, za to że nazwałam chłopaka "wieśniakiem"! A tu proszę. 
- Eeee... jak to klęczała? Za moich czasów to góra linijką można było po łapach dostać. A pani jest ode mnie znacznie młodsza :) 
- No dobra, może i nie klęczałam  Ale w kozie siedziałam! Przecież słusznie mu się należało! Dobrze że nauczycielka nie widziała, że jeszcze w pysk dostał :) 
- W życiu nie pomyślałbym że może być pani taka agresywna. 
- Nie, nie jestem agresywna. Ale w niektóre miejsca nie pozwalam się dotykać byle komu :) 
- Racja. 
(...) 
- Ty .... ziom..... też tak czasem masz? 
- Jak? 
- No, że tracisz kontakt z rzeczywistością?  Tak jakby mnie tu nie było ...  odlot.... 
- Nie.. a raczej od bardzo dawna nie.. 
- Stary... ale odpływam... mów do mnie .. bo jeszcze ci tu zjadę.... no tak się narąbałem... 
- Zdarza się. Ale widziałem już gorszych dzisiaj.
- Serio?!?... i teraz tak się skupiam.... żeby wiedzieć gdzie istnieję.... łooooł...
- A wiesz co, mam dla ciebie jeszcze jedną przykrą wiadomość :) 
- Jaką? 
- Jutro to będzie cię dopiero łeb nap... :D 
- No co ty! W życiu mu na to nie pozwolę... myślisz, że po drodze jest jakiś sklep? To się zatrzymaj proszę i od razu browara kupię :)

 

piątek, 3 lipca 2015

27 czerwca 2015 sobota

Bardzo ładna dziewczyna w czerwonej, krótkiej sukience wsiadła na tylne siedzenie.
- Na R. proszę. 
- Dobrze. Proszę bardzo. 
Po chwili milczenia usłyszałem z tyłu nieśmiałą prośbę:
- Przepraszam bardzo ale czy może mnie pan przestraszyć?   
Mało nie wypuściłem kierownicy z rąk. Tego, to jeszcze nie było! 
- Słucham? 
- No, chciałam żeby mnie pan przestraszył. 
- Bardzo przepraszam, ale zazwyczaj nie straszę moich pasażerów, a pasażerek to już wcale. To może być źle odebrane :) a ostatnio mnożą się oskarżenia o molestowanie seksualne i tak dalej :) 
- Oj, ale mi chodzi o to, że mam okropną czkawkę, a to podobno pomaga! 
- Podobno, ale ja mimo to nie będę pani straszył. Poza tym wcale nie jestem taki straszny. Za to mogę poczęstować cukierkiem. Też podobno pomaga :) 
- Super :) 
(...) 
01:00 po północy. Dziewczyna ze śpiącym dzieckiem wsiadła do samochodu a ja pomagałem spakować wózek jej chłopakowi. Oboje już nieźle wcięci.  
- To dokąd? 
- Na D. do domu,
- Nieee,,, do hotelu.... 
- Do domu poj... cię k... 
- Do HOTELU! JA PŁACĘ! 
- Dobra, moi państwo, zdecydujcie się bo licznik bije a czas ucieka- wtrąciłem się w tą wymianę zdań.
- DO DOMU! A ty k.. zamknij d.. .i siedź cicho pijaku! I weź te łapy! 
Ruszyliśmy w drogę, ale dyskusja z tyłu nie ustawała. Dziecko spało spokojnie. Prawie dojechaliśmy do celu. 
- Gdzie jesteeeśmy? 
- Na D. już prawie. 
- A po co? Przecież do hotelu chcę! 
- Zamknij ryj, Ja chcę do domu! 
- A ja do hotelu! I już. I g.. mnie obchodzi twój mąż.
- A śniadanie postawisz? 
- Taaa. 
- To do hotelu. Ale chcę truskawek i śniadania i obiadu i jeszcze piwa. I łóżeczko dla małej. 
- Dobra... to pan, tego do hotelu 
Podjechaliśmy pod najbliższy z tańszych hoteli. 
- Zaraz wracam  
Chwiejnym krokiem chłopak poszedł do recepcji. Po chwili wrócił 
- Nie chcą dać pokoju. 
- To ja jadę do domu. I ch... jak nie potrafisz nawet hotelu załatwić! 
- Potrafię. Ja im... 
Niestety tym razem wrócił w asyście ochroniarza. 
- To co robimy? - wtrąciłem się znowu. 
- Do innego hotelu. - chłopak był uparty.
- Dobra. Znam taki gdzie na pewno się uda. 
Podjechaliśmy pod hotel w którym raczej nie wybrzydzają co do klienteli. Chłopak poszedł do recepcji. 
- A ty to jesteś jego brat nie? 
- Nie. Ja jestem taksiarz. Ja tu pracuję. 
- Nie p... brat jesteś albo jakaś rodzina inna. A ja w hotelu nie byłam nigdy jeszcze. 
- Nic na to nie poradzę. 
- To idziesz z nami się napić? 
- Nie. 
- Jak chcesz. 
Chłopak wrócił. 
- No i załatwione. To jeszcze tylko po browar skoczymy....

W sumie to nie moja sprawa. Ale dzieciaka było mi żal. 

czwartek, 25 czerwca 2015

25 czerwca 2015 czwartek

To się nazywa zmęczenie materiału. I niestety okoliczności których nikt nie jest w stanie przewidzieć.  Stąd brak wpisów. Nie wspominając nawet o tym że laptop z pobitym ekranem znajduje się w serwisie. Mój samochodzik też przechodził pewien kryzys wytrzymałościowy. Widać taka telepatia między nami. Chcąc nie chcąc więc zamiast pisać wieczorami dokręcałem to i owo i denerwowałem Mariusza ciągłym marudzeniem moim albo pana Mnietka, jak pieszczotliwie nazwał mój pokraczny wehikuł.
(...)
- Przepraszam, za te dziwne dźwięki, uderzyłem czymś w podwozie przy ostatnim kursie i teraz tak dziwnie warczy.
- A ja myślałem, że to tak ma być!
- Eee, no nie.. mam tylko nadzieję, że to nic poważnego. W każdym razie dojedziemy na miejsce bez problemu.
- To dobrze. A tak przy okazji to dużo pan wozi ludzi do domów publicznych?
- Hmm... no trochę się wozi.
- A to w Lublinie są jakieś?
- Są, niestety jest popyt to i będzie podaż. Żelazne prawo rynku.
- A gdzie?
- A... (i tu podałem ogólnie ze dwa adresy dość znanych przybytków rozpusty)
- No co pan nie powie... kurczę..
Tu mój pasażer pogrążył się w zadumie z której wyrwał go widok przechodzącej chodnikiem dziewczyny.
- O, niech pan popatrzy, ale fajna laska, a jaka figura, ciekawe ile ma lat.
-  Pewnie z osiemnaście. Jak dla mnie to dzieciak.
- Myśli pan? No, kto wie... w sumie faktycznie to ja wolę starsze kobiety. Przynajmniej wiedzą czego chcą.
Ale pan to pewnie uważa, że ja jestem jakiś erotoman.. najpierw o b.. się pytam, a teraz jakąś laską się podjarałem jak nastolatek.
- Oj tam, proszę mi wierzyć, widziałem już gorszych erotomanów. Taka praca!
(...)
- Na Plac Zamkowy proszę, tylko tak na jednej nodze, bo już prawie się spóźniłam.
- Jak szybko to szybko.
Ruszyłem dość efektownie z miejsca i wyciskałem z mojej pokraki co się dało, lawirując pomiędzy przepisami ruchu drogowego a pozostałymi jego uczestnikami. Po pięciu minutach takiej jazdy moja pasażerka lekko zbladła.
- Ale pan pędzi.
- Wie pani jak to jest. Nasz klient nasz pan! Mówi pani szybko, to będzie najszybciej jak się da bez narażania naszego życia i zdrowia.
- Ale jak z mężem jeżdżę to on tak szybko nie jedzie! Fajnie i trochę strach, jak na wesołym miasteczku!
- Miło mi że się podoba. Ale najważniejsze jest nie szybko a skutecznie, czyli w całości dotrzeć na miejsce. Cała reszta to tylko odrobina wprawy.
Dojechaliśmy równo o czasie.
(...)




środa, 27 maja 2015

27 maja 2015 środa

Od rana leje. Dla taksówkarzy to dobra pogoda. Oznacza więcej kursów. Chociaż również brak nikotyny i mniej okazji do rozprostowania kości.
(...)
- Uff, dwie przecznice już szłyśmy, a tak pada! - poskarżyła mi się moja pasażerka sadowiąc się z córeczką z tyłu.
- To czemu nie mówiła pani żeby podjechać dalej?
- Oj, powinnam, ale pomyślałem że tu to wszyscy widzą, taki dobry punkt orientacyjny.
- No tak, ale taksiarze wiedzą z reguły i o tych mniej dobrych :)
- Fakt. Ale nic. To na Ż. prosimy.
- Proszę bardzo.
A ponieważ akurat pogoda i godzina były takie a nie inne zaczęły się tworzyć korki.
- Ostatnio wracałam w nocy z imprezy na starówce i wsiadłam do taksówki na postoju. Tak się wystraszyłam wtedy okropnie Zaczęliśmy rozmawiać i jakoś tak się zgadało, że pracowałam na KUL. No niech pan sobie wyobrazi jak ten taksówkarz usłyszał o tym to aż krzyczeć zaczął na KUL, PiS, kościół i ogólnie. A ja tylko potakiwałam cicho, bo co miałam robić? Ten pan był tak agresywny i taki napastliwy, że bałam się że jeszcze mnie pobije. Noc, ciemno, ja sama, a raczej nie należę do tych wielkich i silnych. A to był wielki facet!
- No cóż. Ze mną nie będzie kłopotu, kończyłem KUL a moi koledzy nadal tam niektórzy pracują. Ale wie pani, jak się tak jeździ po mieście ileś godzin, siedzi samotnie w samochodzie to frustracja narasta a w głowie rodzą się czasem dziwne myśli. Zdarzają się więc różne przypadki. Czasem naprawdę nieprzyjemne.
- Możliwe. Mimo to trochę się wystraszyłam. Ale z drugiej strony jak pan tak jeździ w nocy to pewnie też trochę strach? Prawda? Bo i pasażerowie różni się zdarzają.
- A prawda. Chociaż ja jakoś mam szczęście do tych miłych. Nawet jak się trafi pijany jak bela, to jest przynajmniej miły a czasem zabawny. Kilka razy rzeczywiście trochę było mniej przyjemnie. Ostateczne jeździmy w różne miejsca.
- No to rzeczywiście strach.
- E, bez przesady. Po prostu, taka praca. A pani czemu zrezygnowała z pracy na uczelni?
- Wie pan, miałam dość, tyle lat na umowie o dzieło? Obiecywali normalną umowę i tak dalej a nic się nie zmieniało. Zaczęłam doktorat, ale potem dziecko i dodatkowe etaty tu i tam i jakoś tak po prostu miałam dość. Cała rodzina mówiła mi, że robię błąd i dziwili się wszyscy jak mogłam zrezygnować z pracy na uczelni. Ale miałam po prostu po dziurki w nosie tej pracy.
- Nawet nie wie pani jak dobrze to rozumiem :)
(...)
Stały pasażer. Znamy się już od kilkunastu chyba kursów - stała trasa, stała opłata, czasem rozmowa, czasem milczenie. Tym razem z kolegą.
- No taką trasę robimy skomplikowaną a pan nawet GPS nie włączył.
- Oj, cóż za przeoczenie popełniłem! Za chwilę się poprawię. W życiu nie chciałbym zabłądzić na LSM!
- He, he. No, co pan. Przecież żartowałem :)
- Wiem, ja też. :) ale niech sobie pan wyobrazi że ostatnio wsiadła pasażerka na D., o tu na postoju i mówi "Na Topolową proszę!" a ja dostałem kompletnego zaćmienia i nawet nie wiedziałem w jakiej dzielnicy to jest!
- No właśnie. A gdzie to jest?
- No i po to mamy nawigację :D
(...)
Dwie panie w słusznym już wieku, które wiozłem z manatkami do K. wracały ze mną po imprezie.
- O, a ja to mogę siadać z przodu, z takim miłym panem, to mogę i z przodu jechać. A ty Zbyszku do tyłu.
- Jak się udała impreza?
- Udała, nawet bardzo. Tylko deszcze więc wszystko pod dachem. Za to więcej żarcia poszło a mniej wódki. Ale aż nas nogi bolą
- Czyli tańce były ale hulanki już mniej
- Były, były, ale nikt się nie schlał tak kompletnie, Wszystko z kulturą, Nawet Paweł nie padł pod stół. A jemu często się zdarza.
- Prawie zawsze! Pić to trzeba umieć.
- Fakt. Chociaż mało kto o tym pamięta.
- A Jadźka to też dziś dała popis. Ona pracuje w PKP. Ty wiesz że oni tam dostają takie dofinansowanie do węgla?
- No niech pani nie żartuje? To jeszcze jest deputat węglowy?! Myślałem, że instytucja umarła już dawno śmiercią naturalną.
- Oj, jest jest. I to nawet czasem całkiem wysoki. 

środa, 20 maja 2015

15-17 maja 2015

Feliniada. Czyli kolejne imprezy dla studentów. Plac za akademikami na Felinie wypełniony po brzegi, piwo się leje strumieniami a autobusy MPK wyglądają jak akwarium pełne glonojadów, przyklejonych do szyb w dziwacznych pozach.
(...)
- No, jak dobrze, że już pan dojechał. Urwał, zimno straszliwie.
- To grzejemy?
- Pewnie. Dzięki
- A dokąd jedziemy?
- Na W. Ale, nie było dziś warto. Nie ta atmosferka. Tylko zimno i zimne piwo. Impreza schodzi na psy.
- Eee, co ty gadasz. Nie było najgorzej. Widziałeś jak dostał w ryj od ochroniarza ten typas?
- No, krew go zlała! He he...
Mnie też. Ostatecznie moja córa też gdzieś tam była.
(...)
- No jesteś! W końcu
- A jestem? To do domciu pora?
- A gdzie tam. Dajemy na afterparty! Do centrum.
- Ok.
- Tylko jeszcze po koszulę skoczymy?
- Po co?
- No jak, po koszulę! Bo przecież nas do klubu bez koszuli nie wpuszczą!
- Jak przed wojną! Trzeba mieć krawat i marynarkę, żeby wpuścili do lokalu.
- E. Piotrka to nawet w smokingu nie wpuszczają. Ryj ma taki niewyjściowy : D
- Spadaj głąbie! :D
Podjechaliśmy na J. pod zaparkowany samochód. Chłopaki doprowadzili się do stanu używalności.
- He he. Teraz jesteśmy śliczni! Ty a gdzie zgubiliśmy Olka?
- A mówił, że idzie po piwo. No i zniknął. Z dwie godziny temu.
- Zadzwonię! No cześć stary, gdzie się podziałeś? Urwał! Idziemy na party! Jak to w Ł? Już?
- Ale szybki już do domu dojechał!
- To najlepsze go minie!
(...)
Skończyło się tak jak pozostałe imprezy. Rzucaniem butelkami i ławkami, bijatyką, rozpylaniem gazu i rozrzucaniem śmieci. Przyznaję, że pomimo, iż woziłem samych miłych i w miarę trzeźwych ludzi, zacząłem się zastanawiać. Ostatecznie takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie. I nie było w tym nic magicznego, nic pociągającego i nic poetyckiego. A przecież można inaczej.