sobota, 4 lutego 2017

sobota 28.01.2017

Prawie nad ranem podjechałem pod samą klatkę na D.  Pasażerka wsiadła i przesunęła się na miejsce za moim fotelem robiąc miejsce mężowi, który stękając niemiłosiernie i jęcząc zwalił się na fotel.
- Długo pan czekał? 
- Nie, jakieś 5 minut chyba, zresztą ruchu już nie ma więc nie pali się nigdzie. 
- No bo ja trochę niedysponowany dzisiaj i tak długo po schodach było. 
- A co się stało? 
- A głupi jest i tyle - syknęła żona - i nie chce iść do lekarza. 
- Oj, ty jesteś głupia i nie zawracaj d..y! Jak jutro będzie mnie bolało to pójdę w poniedziałek do lekarza. Bo wie pan tak jakoś się poślizgnąłem na lodzie przed domem i upadłem i teraz mnie żebra bolą jak się ruszam, albo oddycham.
- No to może być poważnie. 
- Właśnie, niech mu pan coś powie! Faceci! Dopiero jak umiera to do lekarza pójdzie. 
- Pójdę, Po akt zgonu! Durna babo! 
- Hmm.. ja to jestem raczej osoba trzecia- wtrąciłem nieśmiało - ale na pana miejscu bym poszedł na dyżur i chociaż to prześwietlił. Jak ma pan złamane żebra to może być groźnie,  złamana kość jeszcze się przemieści i ma pan przebite płuco a to już dość nieprzyjemne. 
- Właśnie! Słyszysz ośle? To niech pan jedzie na dyżur na Grenadierów! 
- Trochę mnie pan przestraszył, no. Ale teraz jedziemy do domu, położę się i najwyżej jutro jak mi nie przejdzie to pojadę! 
- No i masz... uparty bałwan! 
Właściwie to rozumiałem go jak najbardziej, też mam fobię dotyczącą białych fartuchów i ogólnie szpitali. Dopiero jak mnie dowożą karetką na sygnale to uważam, że to dość poważne żeby zajrzeć do szpitala. Mam jednak nadzieję, że mój pasażer ma się dobrze i na strachu i siniaku się skończyło.  

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Targ

Noc, Przed Bramą Krakowską czeka kolejka taksówek. Czekają na pasażerów wracających ze Starego Miasta. Od 23 do 5 nad ranem. Od kursu - czasem dość dobrego, bo często nawet za miasto dzieli taksiarza tylko metalowy łańcuch rozpięty między takimiż słupkami i wola ewentualnego pasażera. Stoją wszyscy -  "słupy" i wszelkiej maści radio taxi, oraz ich podróbki, bo i takie się zdarzają. 
Nasz klient, nasz pan! Do wyboru, do koloru! Jedziesz czym chcesz, z kim chcesz i za ile chcesz. 
No może to ostatnie to bez przesady. Przypomina to nieco targ koński - oglądamy zęby i kopyta, sprawdzamy czy wytrzymały i wygodny, a potem pytamy o cenę. Ceny są różne, więc wybierać też trzeba umieć. Targować się czasem też! 
Lekko chwiejnym krokiem podchodzi facet we flauszowym płaszczu i wsiada do pierwszej taksówki na postoju. Jest mu wszystko jedno  - byle szybko i na miejsce. 
Dwóch hipsterów przechodzi taksując wzrokiem pojazdy i kierowców, a w końcu wsiadają do eko-taxi. Do przewidzenia.    
Dwóch chłopaków w bejsbolówkach chodzi od jednego auta do drugiego z pytaniem: "Panie a za dwie dychy, to do Świdnika da radę." Znam odpowiedź  Zostaje im czekanie na nocny autobus. 
Gość w ortalionowej kurteczce już trzeci raz przechodzi wzdłuż krawężnika. W końcu wraca pod Bramę, wyciąga telefon i zamawia taksówkę. Podjeżdża po niego chłopak, który stał za mną z innego radio taxi. Można i tak. 
Chłopak z dziewczyną idą powoli wzdłuż rzędu pojazdów i oglądają cenniki naklejone na szybach taksówek. Pochylają się ponad łańcuchem i czytają, Jak na tabelkę gdzie w sumie jest może ze 6 pozycji czytają dość długo, tak z pięć minut na każdą. Najpierw jedno radio taxi, (z tego co wiem ceny mamy wszyscy porównywalne)  potem "słup"  (cena czasem i kilkukrotnie większa) potem drugie radio taxi i w końcu wsiadają do "słupa".  Ich wybór to nie moja sprawa a kolega "słup", też niech sobie zarobi. 
 W końcu i ja znalazłem swojego "nabywcę"  - brodaty chłopak w okrągłych okularach otwiera drzwi z przodu i pada zwyczajowe pytanie 
- A na P. to za ile mnie pan zawiezie? 
- To nie tak daleko o tej porze to będzie może z 15 złotych. 
-  Dobra to mogę z przodu? 
- Proszę.
Wyszło niecałe 14.
- Da mi pan swój telefon? 
- Dam panu telefon na centralę 
- Dobra to ja będę po was dzwonił.  Bo wczoraj jechałem tu spod Bramy za 40 złotych! A pan mi tu 14 teraz.. Cholera, trochę przepłaciłem
- Pewnie jechał pan droższą taksówką. 
Pasażer zniknął w ciemnym zaułku a ja wróciłem na targ, może jeszcze coś się tej nocy zarobi. 
 




wtorek, 6 grudnia 2016

Lucas EPIC vs Bosch - czyli zmiana pompy wtryskowej w mercedesie.

No i pewnego jesiennego dnia stało się, Pompa wtryskowa mojej Czerwonej Zarazy dożyła swoich dni  - w dodatku dożyła ich w kłębach dymu i przy akompaniamencie wyjącego silnika, który wydawał z siebie ostatnie tchnienie. Z Urzędu Wojewódzkiego, przed którym ta malownicza scena miała miejsce, wyskoczył jakiś uczynny  człowiek z gaśnicą w ręku.
- Eeee, nie trzeba, dziękuję -  bąknąłem wyłażąc z nadal dymiącego wraku. - To tylko silnik się rozbiegł i olej na blok chlapie, ale już go zgasiłem.  A więc paczka fajek, laweta i złom do garażu.

Jak już mi przeszło, czyli następnego dnia spróbowaliśmy ją wyjąć z Mariuszem i nawet się udało, Lucas EPIC jak obszył z krótkim kablem - powędrował do pompiarza w celu regeneracji. Niestety diagnoza była jednoznaczna - denata wskrzesić się nie da - poszła elektronika i mechanika. To znaczy się da tyle że będzie trzeba zapłacić jakieś tam parę tysięcy.
Ale mistrzu miał na zbyciu pompę od Vito  - taką zwykłą, mechaniczną rzędówkę Bosch - od silnika 2.3 diesel - czyli blok ten sam.
- No, przecież damy radę - zawyrokował Mariano - nie takie rzeczy się ze szwagrem w garażu robiło!
Szukałem jak idiota opisów w necie i nic. Wszędzie tylko - da się, działa i takie tam dyrdymały, ale co i jak nigdzie nie ma. A więc dla potrzebujących piszę co i jak. No to zaczynamy!

Pompa jak pompa, tyle, że Lucas był sterowany elektronicznie - a ta jak widać na załączonym obrazku całkowicie mechaniczna! 
 A więc: 
1. Należy zrobić sobie sterowanie gazem wyłącznie na linkę. Linkę kupiłem od Sprintera a Mariano wykoncypował jakoś połączenie jej z pompą i nawet zainstalowaliśmy ten spowalniacz widoczny na zdjęciu. (Od razu mówię, że niepotrzebnie - do czego jeszcze w niniejszej opowieści dojdziemy) w sumie z przesyłką czekałem prawie 3 dni. 
2. Ponieważ nowa pompa była za długa trzeba było wyrzucić chłodniczkę oleju z podstawy filtra oleju umieszczonej z tyłu przy ścianie komory silnika (Na fotce macgajweryzm mający na celu uszczelnienie dziur po chłodniczce)


3. Pozostałe po tej operacji otwory w bloku należy zablokować, zaczopować i takie tam inne, coby nie ciurkało płynem na lewo i prawo. Broki do dostania w sklepie z częściami, młotek w skrzynce. 
4. Po tym wszystkim, pędźcie do sklepu z częściami i koniecznie kupcie uszczelkę pod podstawę - najlepiej od razu dwie! 
5. No to wkładamy pompę w dziurę po poprzedniczce nieboszczce. Włazi super i w tym momencie okazuje się że koło napędowe jakie było przy Lukasie jest do wyrzucenia. No bo inne mocowanie, a poza tym brakuje kilku centymetrów, żeby pompa podciśnienia się napędzała. No i łańcuch przy obrocie rozrządem stuka potępieńczo o blok. A więc zamawiam koło na Alledrogo - 2 dni czekamy, paląc fajki i pijąc piwo. 
6. Przyszło koło od Vito 2.3 D z takim dziwnym wihajstrem z tyłu  - jakieś sprężynki i takie tam wystające żelastwo. 
7. PASUJE! Aha! - nie zróbcie się w bambuko i sprawdźcie, jak jest napędzana Wasza pompa vacum - może być fala (starsze modele) albo frez przez środek koła - ja miałem to drugie.

  
8. Nie zapomnijcie o blokadzie pompy! Cholera - zanim w ogóle włożycie cokolwiek gdziekolwiek dobrze jest ustawić to na zero i zablokować. Potem może być ciekawie - powyżej tworzenie blokady ze starego ampula - Mariano  - respekt! Nie wypadała, chociaż potem trzeba było ją kombinerkami wyciągać. 
9. No to jak już wstawiliście pompę wtryskową i zabieracie się do skręcania pompy vacum to przerwijcie i wyjmijcie pompę z powrotem. Ciśnienie w podstawie filtra oleju jest tak wysokie, że macgajweryzmy przepuszczają  - trzeba wymienić całą podstawę, bo pod silnikiem po uruchomieniu szybko tworzy się malownicza kałuża oleju. Udało mi się znaleźć coś takiego od W124 z silnikiem 2.2 D - bez chłodniczki - przydała się druga uszczelka pod podstawę i oczywiście trzeba było kupić inny filtr, a ten był też nowiutki psiakrew! Kolejne 3 dni oczekiwania na przesyłkę. 
10. Podstawa wymieniona. Pompa na miejscu, Przewody wtryskowe - ano nie ma rady, trzeba giąć albo wymienić na inne  -  funduszy brak więc póki co podgięte, Nie wygląda to może elegancko, ale póki nie zarobię na krótsze (od Vito) to będzie jak jest. 


11. Pani Zosia z pobliskiego sklepu motoryzacyjnego przeszła ze mną na "ty". Bo a to końcówki, a to uszczeleczki, a to inne bzdurki, zaworki i tak dalej. i w sumie od dwóch tygodni jestem u niej stałym klientem. 
12. Uwaga przy tym na króćce przewodów paliwowych od filtra paliwa. Udało się nam połamać ten od zasilania - większa średnica niż ten, który podaje paliwo do pompy. No i d... - facet na złomie dał mi jeden cienki za darmo - a bo jemu na cholerę a mnie może się przyda. Durnowaty króciec występuje jedynie w komplecie z przewodem paliwowym - ORYGINAŁ trzeba było zamówić w SALONIE MERCEDESA - brawo ja! 5 dni czekania bo z Warszawy mój przewód jechał przez Katowice, czy tam Kielce. 
13. Marian w oczach miał jakieś dziwne błyski kiedy łaził po garażu z 5 kilowym młoteczkiem, a ja 
 powoli traciłem stoicki spokój. 
14. Przewody paliwowe wymienione, Uszczelniamy układ.... po dwóch dniach ... nadal uszczelniamy układ.  W końcu męska decyzja - omijamy podgrzewacz paliwa - został w bloku. natomiast uszczelka jest do wymiany - jak kupię to wymienię i wrócę do oryginału.
15. Waldi patrzy na nas trochę jak na wariatów, nawet się nie wkurzamy - ryczymy ze śmiechu.
16/ Zużywamy 5 litrów Plaka, żeby go odpalić - przez kilka kolejnych dni odbija nam się truskawką i cytrynką oraz śmierdzimy jak choineczki zapachowe.  
17. No to mamy go! Silnik ruszył, klekocząc jak przystało na diesla! 
18. I tak sobie klekocze i klekocze, bo nie da się wyłączyć. Żeby zgasić drania trzeba possać sobie taką rurkę wystającą z pompy. Po kilku razach plujemy olejem i czymś tam jeszcze. 
19 . Robimy gaszenie. Podciśnieniem i klapą gaszącą  - będzie grało.  Okazuje się jednak, że zaworek klapy jest chyba martwy. 3 dni oczekiwania na nowy. Kończy mi się powoli whisky w domu. Wódka wyszła jakiś tydzień temu. 
20. Zaworek okazuje się ok, tylko jego sterowanie siadło. Łapiemy plusa gdzieś od sterowania lusterkami i w końcu udaje się zorganizować gaszenie. 
21. Przy okazji podciśnienie ruszyło na tyle, że można było uruchomić sterowanie klapką nawiewu i EGR - ciekawe, przy okazji okazało się że był już wcześniej zaślepiony. Nasi tu byli!  
22.  No to w końcu jazda próbna - JADĘ!!!! 
23. Za chwilę wracam  -  silnik skacze jak żabka - to tak zwane kangurkowanie, które świadczy o złym ustawieniu zapłonu i wywołuje objawy choroby morskiej. 
24. Po dniach prób, błędów i wypaczeń oraz poszukiwania rozwiązań w necie, wiemy! Zapłon na 15 i koło pompy na znaki i doregulować odchylając pompę w lewo lub prawo, żeby przyspieszyć lub zwolnić zapłon. Usunąć też trzeba siłowniczek, który miał zapobiegać nagłemu spadkowi obrotów. 
25. Silnik chodzi równiutko - nawet chyba ciszej niż wcześniej. 
26. Dobrze jest zrobić podbicie obrotów podciśnieniem i jakimś zaworkiem, sterowanym prądem z czujnika temperatury cieczy, żeby na zimnym silniku nie szarpało 
27. Konieczne są zaworki na przewodach paliwowych, które zapobiegną cofaniu się paliwa do baku. I nie kupujcie chińskiego badziewia, Po pierwsze od razu się okazały nieszczelne - a po drugie, po uszczelnieniu w ogóle nie spełniają swojego zadania. Też muszę je wymienić. 

Tak więc udało się! Samochód odpala z pół obrotu rozrusznika, Jeździ całkiem płynnie i nie stracił mocy, Jedynymi mankamentami są konieczność przyzwyczajenia się do zupełnie innej charakterystyki pracy pompy i silnika oraz dziwna przypadłość obrotomierza dochodzi do 3 000 i wyłącza się całkowicie.  Przejechałem już ponad 400 kilometrów. Co prawda jeszcze kilka rzeczy jest do zrobienia, ale przeżyłem i nawet zaczynam się przyzwyczajać. 

poniedziałek, 25 lipca 2016

piątek 23.07.2016

- To jak panie kierowniku? Na G. to ile będzie?
- Jakieś 25 złotych.
- Zajefajnie, to jedziemy! A ja podzwonię (...) No Banan gdzie ty k... jesteś? Jak to w domu? To jedziemy na G do ciebie ciulu, a ty w domu? K... mać debil! (,,,) Cze ziom. Jesteś na G? Co k.. nie? To po ch... my tam jedziemy z Krzyśkiem? Jak gdzie jestem w taksie jestem! (...) Krzychu.. oni wszyscy dali d... no i po co my tam jedziemy?
- A to gdzie jedzzzziemy?
- No teraz to k... nie mam bladego pojęcia... a może do ciebie? Da radę u ciebie?
- Nooo... u mniee to zawsze da radę ziomuś!
- Eee.. to panie kierowniku... z powrotem tam gdzie zaczęliśmy, dobra ?
- Dobra...
- To sobie pojeździliśmy :)
- No.. a kto bogatemu zabroni, taksą całe 100 metrów do domu, przez pół miasta jechać :D

czwartek, 21 lipca 2016

Taxi driver - na nowo odkryty

W weekend dwóch gówniarzy pocięło kolegę nożem. Dla nawigacji i tableta. W sumie więc za góra 200 złotych. Lekka psychoza. A ja obejrzałem sobie Taksówkarza. Tak dla przypomnienia. Bo dawno to oglądałem. Teraz pracując jako nocny taksówkarz spojrzałem na to nieco inaczej.
Faktycznie w samochodzie nocą, każdy jest samotny, każdy jest zdany na siebie i swoje pieskie szczęście. Dla pasażera jesteśmy nikim, kimś nie zauważanym prawie i nieobecnym, przy którym można uprawiać seks, mówić o tym czego nie opowie się w domu, czy kolegom albo spać.
Nocą ulice miasta są inne, z bram i cieni wychodzą strachy, alkohol odbiera czasem resztki człowieczeństwa i rozsądku. W nas samych też coś się zmienia. I to niekoniecznie na lepsze.
Ten wypadek weekendowy przypomniał mi jeszcze raz, że wyjeżdżając co noc ryzykuję. Nie myślę o tym , nie boję się, ale gdzieś w podświadomości wiem, że mogę być następny.
No nic. koniec rozmyślań, czas szykować się do pracy.


poniedziałek, 9 maja 2016

sobota 07 maja 2016

Pozory mylą. Czasami bardzo. Dwie bardzo ładne, filigranowe dziewczyny brunetka i blondynka usadowiły się na tylnej kanapie. W samochodzie roztoczył się bardzo miły zapach niezłych perfum a brunetka po podaniu adresu znanego klubu -głos też miała bardzo miły - zaczęła opowiadać koleżance o swoich planach na przyszły tydzień
- To co? Jedziesz ze mną do Dubienki?
- A chłopaki jadą?
- Nie, chyba nie, to mięczaki. Żaden z nich pożytek. Będą tylko marudzili i co najwyżej chlali wódę.
- Oj, to ja chyba też nie pojadę.
- Jak chcesz. Ja tam jadę i tak. Nawet sama. Wejdę na ambonę i sobie posiedzę przez noc czy dwie.
- No. nie wiem...
- Ostatnio takiego wielkiego kabana ustrzeliłam, Mówię ci jaka sztuka! I to prawie o samym świcie!
Spojrzałem w lusterko - duże czarne oczy, mały nosek, regularne, delikatne rysy twarzy i zmysłowe usta. Cholera, pomyślałem - niezły kamuflaż -Ślicznotka okazuje się być bezwzględnym mordercą, czyhającym na ofiarę ze sztucerem w swoich delikatnych dłoniach. Ciekawe jak tej nocy wyszło jej polowanie. Zaczynałem współczuć ofierze... Chociaż może niepotrzebnie?

poniedziałek, 2 maja 2016

piątek 29 kwietnia 2016

Przez większość końcówki tygodnia lało. Pasażer wsiadł na Czechowie, podał adres i zamilkł. A ja też nie paliłem się do rozmowy, więc jechaliśmy w milczeniu na Z., prawie drugi koniec miasta.
W wąskich uliczkach dzielnicy domków jednorodzinnych, powoli brałem zakręty, bo skrzyżowania równorzędne, ciasno, parkują samochody i prawie nic nie widać po ciemku i w deszczu. Zatrzymałem się przed skrzyżowaniem,
- Tu może być?
- Tak, pewnie - odpowiedział Pasażer wyrwany nieco z letargu
W tej chwili usłyszeliśmy z tyłu pisk opon na mokrej nawierzchni a po chwili z wyciem silnika wyprzedziło nas wchodząc driftem w zakręt BMW - "cyngielnówka nieśmigane", dymiąc przy tym z opon i zarzucając gwałtownie tyłem.
- Mało w nas nie wjechał debil! - pasażer najwyraźniej obudził się na dobre
- Ano, tak, sporo się takich kręci po mieście nocą
- Widzi pan, gówniarz zabrał ojcu brykę i szaleje. A ja? Już 15 lat zapieprzam na budowach, układam kostkę, glazurę  i co ? Stać mnie na taki samochód? A gówno! I jaka tu sprawiedliwość?
Pożegnaliśmy się i zniknął w deszczu i ciemności.
A sprawiedliwość dziejowa działa się zaraz prawie za zakrętem. Czarne BMW stało krzywo w poprzek drogi kilka przecznic dalej, mrugając rozpaczliwie awaryjnymi. Obok kierowca w dresie, pochylał się w deszczu nad przednim lewym kołem. Opona w strzępach i prawdopodobnie uszkodzona alufelga. Prawdopodobnie najechał na tzw. pijanego policjanta, rzuciło nim i uderzył w dość wysoki w tym miejscu krawężnik. Fart, że nie wleciał w ogrodzenie domu, ani akurat nic nie parkowało na chodniku.  No cóż, przyznałem, że odczułem pewną schadenfreude i w dodatku nie miałem z tego powodu najmniejszych wyrzutów sumienia.